poniedziałek, 8 października 2018

Zmierzch kontraktu nr 10 - aktualizacja jesienna.

Czas na update, od lutego troche zmienilo sie.

Sprawa przyjezdzania do biura wymyslona w lutym, rozmyla sie po okolu 2 miesiacach. Generalnie planowalismy prace wieczorne na poniedzialki i srody, zeby uniknac obowiazkowego przyjazdu do biura we wtorki i czwartki. Ostatni raz bylam w biurze pod koniec kwietnia, a potem dopiero w lipcu, gdy przychodzil nowy kontraktor i trzeba bylo go wprowadzic w obowiazki.

W czerwcu odszedl moj kolega, ktory byl technical lead. Mieli zatrudnic kogos innego, ale ja przejelam jego obowiazki, co zaowocowalo duza iloscia nadgodzin w lipcu i sierpniu. Nowy technical lead przyszedl dopiero we wrzesniu, ale tak naprawde nigdy nie zostal liderem, bo zwyczajnie nie znal historii projektu, stal sie jednym z inzynierow.

31 sierpnia oznajmiono nam, ze nowy wlasciciel korporacji ma inna wizje na przyszlosc i nasz projekt zakonczy sie wczesniej, po tym jak zmigrujemy jedno z data centre do chmury. Pozostale dwa maja zostac na razie w fizycznym data centre i nowy wlasciciel zastanowi sie co dalej. Pare osob mialo miec przedluzone kontrakty do konca pazdziernika i listopada, czesc miala odejsc pod koniec wrzesnia. Na dzien dzisiejszy jest nas piecioro plus dwie osoby, ktore maja przejsc do naszego teamu z innej czesci projektu i support teamu. Programme manager nie przedluzyl umowy w ostatniej chwili, wiec mamy teraz "nadzorce" z firmy matki, ktory jest w biurze w Wiedniu.

Ja mialam obiecane przedluzenie do konca pazdziernika, co odpowiadalo mi, bo w polowie miesiaca jade na dlugi wyjazd, wiec w sam raz ukladalo sie wszystko. Po powrocie w polowie listopada mialam zamiar zaplanowac kolejny wyjazd, ktory pierwotnie planowalam w przerwie swiatecznej w grudniu. Skoro mialam miec wolne, to po co wpychac wyjazd w swieta, jak mozna pojechac przed szczytem sezonu.

Moj agent zaskoczyl mnie, mowiac ze ma dla mnie przedluzenie do konca lutego, ale po zakonczeniu projektu bede musiala przejsc do support teamu i przyjezdzac do biura. Zgodzilam sie na przedluzenie na tych warunkach, wychodzac z zalozenia, ze po prostu odejde jak skonczy sie projekt. Na pewno nie mam zamiaru dojezdzac 3-4 razy w tygodniu po 3-4h dziennie. Pociagi z mojego miejsca zamieszkania sa troche szybsze, ale trzeba przesiasc sie do Jubilee Line w Londynie, co nie jest zabawne w godzinach szczytu. Dojazd samochodem powinien zajac tyle samo czasu lub troche mniej, bez cial obcych w najblizszym otoczeniu, nie mniej, nie planuje tego robic.

Na razie caly czas siedze w domu i ostatnio nie mam zbyt duzo pracy, bo firma matka zarzadzila kompletny change freeze w produkcji i skrocila okno, kiedy mozemy robic zmiany w srodowisku. Wczesniej moglismy robic zmiany od niedzieli wieczorem do czwartku wieczorem, teraz okno jest od poniedzialku do srody. Weekend jest kluczowy dla dzialalnosci firmy, stad to ograniczenie. O technicznej stronie projektu napisze w osobnym poscie.

Maz mial przerwe od konca kwietnia do lipca i wrocil w to samo miejsce na kolejny kontrakt. Ma miec prace do konca roku, a co potem, to zobaczymy.

Podsumowujac, postepujemy zgodnie z powiedzeniem: "invoice and smile".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz