piątek, 24 lipca 2015

Zmiany w opodatkowniu dywidend.

Pewnie juz wszyscy slyszeli o nowych propozycjach budzetowych na przyszly rok podatkowy. Nowy budzet nie jest przyjazny dla kontraktorow, ze wzgledu na zmiane opodatkowania dywidend.

Do tej pory dydwidendy mialy wliczony 10% credit, a powyzej 40% progu placilo sie podatek 32.5%. Po zmianach, pierwsze £5000 dywidend ponad kwote wolna od podatku bedzie mialo podatek 0%, potem 7.5%, a po przekroczeniu progu 40% podatku - 32.5%.

Na wypadek, gdyby moje wyjasnienie bylo zbyt zawile, odsylam do tabelki na stronie IT Contracting: http://www.itcontracting.com/new-dividend-tax-april-2016/

Jesli porownany te sama kwote pensji + dywidend, lapiaca sie ponizej 40% w tym i przyszlym roku podatkowym, wyjdzie ze za rok musimy zaplacic od £1700 wiecej podatku.

Musze przemyslec sprawe czy i ile dywidend wiecej wyplacic sobie/nam w tym roku, zeby uniknac wyzszego podatku w przyszlym.

czwartek, 23 lipca 2015

Nadchodzi kontrakt nr. 9.

W tym samym dniu, gdy dostalam potwierdzenie, ze nie bedzie pracy u dostawcy IT, wyslalam CV na 3 oferty. Wybralam tylko te, ktore uznalam za najlepsze: ciekawa praca, dobra lokalizacja, itp. Nie wyslalam na zadna oferte z lokalizacja w Londynie. Jedna byla kolo domu (wedle ogloszenia), druga w Kent, trzecia w Edynburgu. W sprawie tej z Edynburga nikt sie nie odezwal, agent od Kent chcial, zeby do niego zadzwonic, ale po przeczytaniu ogloszenia ponownie stwierdzilam, ze jednak nie chce mi sie tam pracowac, a tym bardziej nie bede dzwonic do agenta, bo jestem w Polsce.

W sprawie pracy obok mnie odezwali sie tego samego dnia po poludniu (wtorek), gdy bylam na "szczycie" Czantorii w Ustroniu. Niezla miejscowka na rozmowe o prace, niestety przerwalo mi i musialam oddzwonic do agentki po zjechaniu na dol. Agentka to byla asystentka - zbieraczka danych i nie wiedziala dokladnie kto jest pracodawca, ale zebrala informacje o moich umiejetnosciach.

W czwartek odezwala sie agentka wlasciwa z informacja co to za firma  i propozycja interview telefonicznego. Pani zadzwonila o 18.00, a interview mialo byc o 15.00 nastepnego dnia. Bylam z powrotem w Warszawie, wiec mialam chociaz dobre warunki na taka rozmowe. Duzo czasu nie mialam na przygotowanie i musialam jechac do znajomej z samego rana drukowac swoje sciagawki, ktorych uzywam podczas rozmow telefonicznych.

Przygotowanie do interview.
Rozmowa byla calkiem interesujaca, bo nie zadawali mi pytan technicznych tylko chcieli uslyszec scenariusz jak bym zrobila pewne rzeczy. Odpowiedz miala byc w nastepnym tygodniu. Jednak juz tego samego dnia wieczorem dostalam maila od agentki, ze chca mi zaoferowac prace od 20 lipca, tylko musza to jeszcze przyklepac i wysla oficjalna oferte w poniedzialek.

Pomyslalam, ze skoro za tydzien musze wrocic do swiata ludzi pracujacych, to warto pozwiedzac jeszcze cos w pozostalym czasie. Byla to chyba moja najszybsza ewakuacja z Polski. Trase planowalam na szybko poznym wieczorem. W sobote rano spakowalam wszystkie graty do samochodu i wyjechalam na krotkie wakacje do Szwajcarii i Niemiec.

Niestety jak juz bylam w Szwajcarii, to okazalo sie, ze kontrakt zacznie sie dopiero 27 lipca. Szkoda, ze nie powiedzieli tego od razu, bo moglam zostac jeszcze tydzien w Polsce i spotkac sie z reszta znajomych. Powrot ze Szwajcarii do Polski byl malo oplacalny, wiec przedluzylam pobyt w Alpach, ale po tygodniu mialam juz dosc tulaczki po hotelach (kiepsko z dostepnoscia dobrych hoteli w szczycie sezonu) i tak oto jestem w domu i czekam na podjecie nowej pracy.

Lacznie wychodzi 7 tygodni przerwy miedzy kontraktami, z czego 2 bylam w podrozy za Atlantyk i 3 tygodnie z hakiem jezdzilam samochodem po Polsce i Europie. Reszta to przerwy techniczne miedzy podrozami. Maz smial sie ze mnie, ze nie pamietam w jakim kraju jestem, ale co tu duzo mowic, te wszystkie kraje europejskie sa podobne do siebie, granic prawie nie ma i czasami nie pamieta sie. Zwlaszcza jak jednego dnia zaczyna sie w Szwajcarii, przejezdza przez Niemcy i konczy we Francji.

Szczegoly kontraktu nr. 9: po uslyszeniu nazwy stwierdzilam, ze nie znam firmy, ale po sprecyzowaniu do pelnej nazwy juz wszystko bylo w porzadku, duza miedzynarodowa firma, nadaje sie do mojego CV, tylko trzeba wpisac nazwe firmy matki, ktora zawiera marke. 370 tys pracownikow na swiecie, trzy firmy, ktore sie polaczyly, angielska marka bardzo rozpoznawalna na tutejszym rynku, amerykanska rozpoznawalna w Ameryce (nawet bylam w ich sklepie podczas wakacji), trzecia marka dziala w tle, nieznana dla osob spoza branzy, oddzialy w wielu krajach europejskich.

Kontrakt w dziale projektow, prowadza integracje firm do jednej wielkiej domeny zarzadzanej z UK. Nie powinnam sie nudzic. Lokalizacja nie ta podana w ogloszeniu, ale i tak rzut beretem ode mnie - 2.4mili - 3.8km. Moge jezdzic autobusem albo samochodem. Na poczatku pojade autobusem i rozpoznam opcje parkingowe oraz poznam wspolpracownikow. Podobno sa elastyczni jesli chodzi o godziny pracy i liczy sie realizacja zadan, a nie rozliczanie z godzin.

Z przyjemnoscia odetchne od koniecznosci pracy 8h + 1h lunczu w centralnym Londynie. Kontrakt nr.8 i nr.6 mialy te wade, ze wymagaly od kontraktorow pracy o godzine dluzej niz etatowcy i de facto liczyla sie kazda minuta. Czyli trzeba bylo stawic sie punktualnie i nie pozniej niz o 9.00, bo godziny pracy byly od 8.00 do 18.00, ale przy 9h lacznie nie bylo zbyt duzego wyboru. Poczatek nie wczesniej niz o 8.00, ale najpozniej o 9.00.

Stawka dzienna - podobna do stawki na kontrakcie nr. 6, 11% mniej mniej niz na dwoch ostatnich, ale wziawszy pod uwage godzine pracy krocej i znaczna oszczednosc czasu i pieniedzy na dojazdy, wychodzi to nawet lepiej finansowo. Mialam juz dosyc wstawania o 6.00 rano, zeby zdazyc na pociag o 7.01 lub 7.08, bo kazdy nastepny byl bardziej zapchany. Zartowalismy z mezem, ze on moglby dostac prace na pobliskim uniwersytecie i oboje moglibysmy uniknac jezdzenia do Londynu.

Co dziwne, agencja nie poprosila mnie o referencje. Agentka mowila, ze team lead zna duzo osob z mojej firmy i wie, ze zatrudniaja tam dobrych ludzi. Byc moze zrobil wlasne rozpoznanie jeszcze przed interview.

W miedzyczasie, u meza w pracy cos zaczeli przebakiwac, ze nie ma pieniedzy i kombinuja skad wziac srodki na jego kontrakt. Mial on zastapic kogos, kto mial isc do projektu, tyle ze projekt nie zaczal sie i nie zastepuje nikogo, tylko jest dodatkowym pracownikiem. Na razie nie dali mu wypowiedzenia i szukaja pieniedzy na jego utrzymanie.

środa, 22 lipca 2015

Nie bedzie pracy u dostawcy IT.

Celem malej aktualizacji: pracy u dostawcy IT nie bedzie w najblizszym czasie.

Najpierw moj znajomy przez miesiac zwlekal ze spojrzeniem na moje CV i ewentualne modyfikacje. Potem moje CV zostalo tak zmienione, ze wyszlam na eksperta w czyms w czym nie jestem. W koncu papiery zostaly wyslane do managera. Uznalam to za zabawne, gdy dostalam wiadomosc:"Kiedy wyjezdzasz na urlop, bo wlasnie wyslalem Twoje CV?" tuz po przejsciu przez kontrole bezpieczenstwa na lotnisku. Hm.. wlasnie wyjezdzam ... Perfect Timing!

Potem czekalam na odpowiedz. Najpierw bylo: "Managers are confused".  Po dopytaniu sie o co chodzi, okazalo sie, ze nie wiedza do jakiego dzialu/sekcji mnie wyslac i gdzie mnie zatrudnic. Po miesiacu zapytan o status, dowiedzialam sie, ze rekrutacja zostala zawieszona, ale jak odwiesza, to bede pierwsza, ktora zaprosza na rozmowe.

Szczerze mowiac, to nie wierze w te odpowiedz o zawieszeniu rekrtuacji, pewnie okazalo sie, ze nie da sie mnie upchnac na dostepne stanowisko i dostalam wymijajaca odpowiedz. Plakac nie bede z tego powodu, praca ta miala swoje wady i zalety. Przynajmniej nie bede musiala przycinac wydatkow, w zwiazku z nizszymi zarobkami na etacie. Do tego moglam zaczac szukac nastepnego kontraktu, bo juz wiedzialam na czym stoje.

No nic, mam dodatkowy certyfikat VCP6-DT i zrobilam egzamin beta z VCP6-DV (ciagle nie ma wynikow), zawsze cos tam wpadlo do CV i czegos nauczylam sie. Moze przydac sie w przyszlosci.