czwartek, 28 maja 2015

Kontrakty zwiazane z Citrixem i pochodnym technologiami.

Pytanie z komentarzy z zeszlego tygodnia:

"Moglabys w wolnej chwili napisac, jak wygladaja kontrakty Twojego meza w obszarze Citrix?
Chodzi mi o technologie okolo-Citrixowe uzywane w UK, jakie zakresy prac - support L1-3, architektura, projekty, migracje itp itd."

Odpowiedz napisana przez meza:

Wiekszosc film uzywa najnowszych wersji XenDesktop (7.5 oraz 7.6), duzo jest projektow migracji ze starszych wersji, i jest dosc sporo kontraktow na to. O dziwo sporo duzych uczelni w Londynie uzywa najnowszych wersji Citrixa (25tys + uzytkownikow). Ciagle potrzeba specjalistow nie tylko od samego XenDesktop, ale duzo jest ogloszen, aby obowiazkowo znac NetScaler, StoreFront oraz wdrazac mobile devices support in Citrix.

Dobry wdrozeniowiec, architekt zarabia £400+ dziennie, ale pracuje czesto od 8:00 rano do 18:00-19:00. Wbrew pozorom przy wdrozeniach zdarza sie to czesto. "Najgorsze" stale prace sa dla firm konsultingowych (nie polecane!), gdy nagle sie okazuje ze obiecali cos klientowi na juz i trzeba siedziec do pozna w nocy aby konczyc High Level Design albo cos podobnego.  Plus czesto dochodzi czas dojazdu samochodem do klienta itd - wiec trzeba to brac pod uwage.

Znany mi architekt pracuje od 8:00 rano do 18:30 - przy takim wdrozeniu dla firmy ktora ma okolo 8-10tys pracownikow w roznych czesciach kraju.

Prace na stale, w przypadku dobrych administratorow sa platne okolo £50-55K w zaleznosci od sektora (w public sector troche mniej bo okolo £42-48K, z tym ze £48K to praktycznie maksimum, czesto jest o wiele mniej). Ogolnie migracji jest duzo, architekt nie ma problemow z zatrudnieniem zakladajac ze ma juz duze doswiadczenie we wdrozeniach 10tys+ uzytkownikow, oraz jest mistrzem w pisaniu HLD (High Level Design) oraz standardowej dokumentacji.

czwartek, 21 maja 2015

Kontrakt nr 8 - rezygnacja.

Wzrost biurokracji z rownoczesnym zanikiem pracy technicznej przekonal mnie do odejscia z pracy.

Gwozdziem do trumny byl change, ktory przygotowywalam do naszego projektu. Mimo spedzenia 8h na pisaniu i copy & paste, change zostal odrzucony. W zasadzie, to od tego czasu projekt jest w zawieszeniu, bo project manager nie moze dogadac sie z Change Management.

W zeszly piatek powiedzialam swojemu managerowi, ze chce zrezygnowac. Pierwsze pytanie bylo: "Czy masz nowa prace i czy moge cos zrobic, zeby Cie zatrzymac?". Nowej pracy nie mam i zrobic nic nie moze, bo z systemem nie wygra.  Poprosil mnie, zebym wstrzymala sie jeszcze ze 2 dni ze swoja decyzja, a on zobaczy czy da sie cos zrobic. Oczywiscie nic nie dalo sie zrobic, a sytuacja zaczela sie tylko pogarszac i we wtorek wyslalam mu maila z data, kiedy chce zakonczyc prace.

Dzisiaj dowiedzialam sie, ze jeden z managerow wyzszego szczebla zrezygnowal w czwartek. Nie wiedzialam o tym, bo nie siedzi on nigdzie blisko mnie, a to za duze biuro, zeby zauwazyc, ze kogos nie ma. Ide po pracy na pozegnalne drinki, wiec dowiem sie cos wiecej. Rezygnacje tego managera odbieram jako pozytywne wydarzenie, bo jak pojdzie pracowac gdzies indziej, to bedzie mogl mnie sciagnac. 2 lata temu, jak odchodzilam stad poprzednim razem, przyszedl do  mojego biurka i powiedzial, ze gdybym kiedykowiek chciala wrocic, to zebym dala mu znac. Zakladam, ze dalej mnie docenia i nie zapomni o mnie jak bedzie gdzies kontrakt dla osoby z moimi umiejetnosciami.

Drugi manager z tego samego poziomu dal mi do zrozumienia, ze on tez przygotowuje sie do ewakuacji i zeby pozostac w kontakcie, na wypadek, gdyby mial jakas oferte dla mnie.

Moja potencjalna kariera u dostawcy uslug IT nie posunela sie do przodu, bo kolega, ktory ma mi w tym pomoc, to najbardziej zawodna osoba jaka znam. We wtorek mial do mnie dzwonic i mielismy obgadac moje CV, dzisiaj mamy czwartek i nic sie nie wydarzylo. Nie jest to dla mnie niespodzianka, w koncu pracowalam z nim dwa razy, wiec wiem, zeby mu nie wierzyc jak podaje terminy realizacji czegokolwiek.

Prace na kontrakcie nr 8. koncze za 2 tygodnie, 5 czerwca. Decyzja o odejsciu byla ciezka, bo dobrze mi tu placa, ale nie moge tu tkwic wiecznie i byc niewolnikiem wyplaty. Moi koledzy kontraktorzy uwazaja, ze jak placa, to oni moga nawet sprzatac, ale ja nie podzielam tego pogladu dlugoterminowo. Wole za mniej robic cos ciekawszego, a wlasciwie robic w ogole jakas prace techniczna, niz byc sekretarka i mistrzem copy & paste, by zadowolic wymagania ludzi, ktorzy nawet nie rozumieja co czytaja. Szkoda tylko, ze nie moge uniknac finansowania tego burdelu i biurokracji, bo nawet jakby udalo mi sie nie korzystac z uslug pracodawcy (trudne do unikniecia), to ciagle bede go sponsorowac z podatkow.

Byc moze popelniam blad, a byc moze daje sobie szanse na nowe wyzwania. Dowiem sie za jakis czas. W miedzyczasie pokrece sie troche po swiecie, a maz niech zarabia na utrzymanie :-) Jak wroce, to zajme sie szukaniem pracy chyba, ze kolega wysle moje CV gdzie trzeba i cos zacznie sie krecic.

czwartek, 14 maja 2015

VMware Certified Professional 6 – Desktop (VCP6-DT)

Nowy papierek wpadl do kolekcji. Moge teraz powiedziec, ze jestem VCP6 :-)

Egzamin zrobiony w celu dopisania do CV i zdobycia potencjalnej pracy u dostawcy uslug IT. Zdziwilam sie troche, jak zobaczylam, ze jest 120 pytan w 120 minut. Jak ktos wolno czyta, to bedzie mial maly problem, zeby zdac ten egzamin. Oczywiscie jest to napisane w materialach do egzaminu, ale ja nie zwrocilam na to uwagi, zakladajac ze bedzie 70-90 pytan i po sprawie.

Dobra wiadomosc jest taka, ze okolo 42% pytan jest z vSphere 5.5 czyli sa te same pytania, ktore byly w egzaminie delta VCP 5.5. Pozostale 42% jest z Horizon View i reszta z vmware Mirage, ktorego nie widzialm nigdy na oczy na zywo. Bulka z maslem to nie byla, ale nie byl to tez jakis trudny egzamin. Na pewno latwiejszy niz VCP6-DCV beta.

poniedziałek, 11 maja 2015

Egzamin 2V0-621D - VCP6 – Data Center Virtualization Delta Beta

Skuszona niska cena egzaminu beta, poszlam zdac upgrade czyli delte do VCP6 - Data Center. Cena $50 lub £36. Niestety wyniki publikowane sa dopiero 8-10 tygodni po zakonczeniu programu beta, wiec nie dowiem sie czy zdalam czy nie. Pierwszy raz zdawalam egzamin beta, zobaczymy jak mi to pojdzie.

Wiecej o egzaminach beta na stronie Vmware - https://mylearn.vmware.com/mgrReg/plan.cfm?plan=63957&ui=www_cert

Pare zagadnien z egzaminu:
- Storage, Multipathing, Permanent Device Loss & All Paths Down
- Upgrade do vSphere 6.0, rozne opcje i minimalne wymagania
- Auto Deploy
- Resource Pools
- vSphere Replication 6.0
vNuma
- Content Library
- vCloud Air
- VM Certificate Authority

sobota, 9 maja 2015

Jak marnuje sie pieniadze w duzych firmach.

Historyjka zainspirowana wczorajszymi nadgodzinami, a dokladnie change. Jak ktos nie wie, co to jest change, to odsylam do Wikipedii po angielsku i wklejam tlumaczenie z polskiej strony ITILa. Change Management - Wiki

"ITIL Przekazanie Usług) Dodanie, modyfikacja lub usunięcie czegokolwiek, co mogłyby mieć wpływ na usługi informatyczne. Pojęcie zmiany obejmuje swym zakresem każdą zmianę w architekturze, procesach, narzędziach, miarach i dokumentacji, jak również zmiany w usługach informatycznych i innych elementach konfiguracji (CIs)."

System zatwierdzenia zmian u mojego pracodawcy drastycznie sie zmienil w polowie marca. Generalnie zamrozono wtedy wszystkie zmiany i wprowadzono dodatkowy mechanizm ich zatwierdzania. Kiedys drobne zmiany byly zatwierdzane mailowo, wieksze byly zatwierdzane na cotygodniowym spotkaniu - CAB meeting. Typowa procedura w wielu firmach. U nas jednak wprowadzono nowe zasady, codziennie o 15.00 spotkanie i rozpatrywanie wnioskow petentow, odrzucanie z byle powodow, wymagania dopisywania nie wiadomo jakich planow, wyjasnienie, itp.

Jeden z bardziej zalosnych przypadkow odrzucenia change: bo zalaczony Install Plan byl pusty. Nie byl pusty, osoba ktora go sprawdzala nie przewinela okienka w Excelu. Wyobrazcie sobie zbulwersowanie osoby, ktora zalogowala sie o 19.00, zeby wykonac swoja prace i dowiedziala sie z jakiego powodu jej change zostal odrzucony. A pieniadze leca, bo przeciez inzynier zalogowal sie z domu i stracil czas.

Czynnosci techniczne, ktore zajmuja czasami 5 minut, wymagaly godzin pisania uzasadnien, walki o zatwierdzenie, itp. Dodatkowo wprowadzono obowiazek wykonywania wszystkich, nawet najdrobniejszych zmian miedzy 19.00, a 7.00 rano. Rowniez w weekend, gdy zwykle prace wykonywalo sie w ciagu dni, bo godziny biznesowe za pon-pt 8.00-18.00.

Kiedys maly change pisalo sie w 15 minut i przy dobrych wiatrach dostawalo zatwierdzenie w 2h. Czynnosci nie wymagajace wylaczenia serwera/uslugi, bez wiekszego wplywu na srodowisko, wykonywalo sie w ciagu godzin biznesowych.

Zadanie, ktore mielismy wykonac w piatek: przesunac 16 blades miedzy enclosures. Do tego dokonac malych zmian konfiguracyjnych, zeby dzialaly w nowym miejscu. Pisanie samego change'a zajelo co najmniej 8h przez kilka osob, zeby zaspokoic wszystkie wygorowane wymagania. Po drodze zaliczylismy kilka odrzucen, wprowadzanie poprawek, opisywanie kazdej czynnosci krok po kroku (copy - paste z instrukcji HP, itp). Po 2 tygodniach spotkan, walki z nowym systemem, wreszcie dostalismy zgode na wykonanie naszego prostego zadania.

Piatek, 19.00, 5 osob wdzwania sie na rozmowe konferencyjna, zeby potwierdzic, ze tak, mozemy zaczynac prace. Gosc w Data Centre przeklada jeden blade, ja zmieniam konfiguracje i wlaczam blade, gosc od Citrixa sprawdza, ze wszystko dziala. Informujemy 2 project managerow, ktorzy sa online, ze dziala. Dobra, to mozemy przesunac kolejne 7 blades. Cala praca wykonana w 1h, wszystko dziala. Change zaplanowana na 4h. W zwiazku z tym sugeruje, zeby moze przesunac pozostale 8 blades, skoro wszyscy juz jestesmy online, mamy czlowieka w data centre i cala czynnosc zajela tylko 1h.

Project managerowie mowia, ze absolutnie nie mozemy tego zrobic, bo Change Management nas zabije, bo change plan zaklada, ze dzisiaj przesuniemy tylko 8 maszyn, a kolejne beda przesuniete w poniedzialek. Dodam, ze te pozostale 8 serwerow jest wylaczonych juz od czwartku i pozostana wylaczone do poniedzialku wieczorem, kiedy to beda przesuniete. I tak sa juz wylaczone z uslug, ale nie, nie mozemy ich przesunac. Kiedys, przed wprowadzeniem obostrzen nikt by nawet ramionami nie wzruszyl, sprzet zostalby przesuniety, serwery wrocilyby do uzytku, manager cieszylby sie, ze trwalo to tylko 2h zamiast 8h i oszczedzi na nadgodzinach.

Kazda z osob online potwierdzila, ze zgodnie z planem liczymy 4h nadgodzin kazdy, mail do change management zostaje wyslany pare godzin pozniej, zeby nie bylo, ze za szybko cos zrobilismy i nasz plan byl zly i musimy znowu wprowadzic poprawki do poniedzialkowego zajecia. I w ten sposob poszlo 20h nadgodzin, zamiast 5h (dla wszystkich).  Do tego godzina kazdego z nas ma inna cene.

Caly ten cyrk jest jednym z powodow, dla ktorych chce ewakuowac sie jak najszybciej od tego pracodawcy, dwie osoby juz odeszly/nie przedluzyly kontraktow. Jest tez problem z rekrutacja nowych, bo nie pala sie do pracowania po godzinach pare wieczorow w tygodniu. Pracownicy, managerowie, klienci, wszyscy sa sfrustrowani i nikt nie dostaje wyjasnien ile to ma jeszcze trwac i czy w ogole w czyms to pomoglo, bo nikt nie widzi nic pozytywnego w nowym procesie.

To tyle narzekania i wgladu w zycie korporacji.

czwartek, 7 maja 2015

Praca dla vendora z branzy IT.

Nie wiem jak ladnie przetlumaczyc na polski vendor, zeby znaczenie zostalo zachowane, wiec pokaleczylam troche polszczyzne.

Rynek pracy praktycznie zamarl, nic ciekawego nie dzieje sie. Niedawno odezwal sie do mnie kolega, ktory pracuje dla Firmy A jako wdrozeniowiec/konsultant i powiedzial, ze szukaja nowych ludzi. Mowil, ze byc moze bedzie mozliwosc pracy na kontrakcie, a jak nie, to etat. Powiedzial mi z grubsza jak wyglada praca, co zreszta juz wiedzialam z jego opowiadan. Generalnie wymaga podrozowania do klientow po Europie. Nie znam jednej z technologii, ale stwierdzilam, ze moge nauczyc sie szybko, bo jest podobna do rozwiazania innej firmy.

W miedzyczasie zaczela materializowac sie kwestia pracy dla Firmy B, rowniez praca konsultanta, rowniez duzo podrozy po UK i Europie, tylko w tym przypadku w gre wchodzi praca na etat. Kontrakt nie jest mozliwy. Wczoraj odbylam dluga rozmowe z kolega, ktory chce mnie sciagnac do Firmy B. Niestety beda mieli stanowiska konsultantow dla specjalistow w technologii, ktora nie zajmuje sie w tej chwili, ale jest oparta na infrastrukturze, ktora jest mi znana.

W obu przypadkach wchodzi w gre nauczenie sie nowych technologii i troche blefowania na interview. Firma B daje minimalnie lepszy wpis w CV, chociaz obie naleza do tej samej firmy matki, taki paradoks. Kolega z Firmy B obiecuje rekomendacje, przygotowanie mojego CV i przygotowanie na interview, uzywanie wlasciwych slow kluczyowych, itp. Mam tez drugiego znajomego w oddziale w Polsce, ktory powiedzial, ze w razie czego moze mnie polecic. Kolega z Firmy A rowniez oferuja swoja pomoc od strony technologii, gdybym miala jakies pytania.

Nie wiem czy cos wyjdzie z ktorejs ofert, ale sprobowac warto. W najgorszym wypadku naucze sie paru nowych rzeczy, ktore bede mogla dopisac do CV. Z tego co wiem, obie firmy pokrywaja praktycznie wszystkie mozliwe wydatki, wiec kazdy koszt poniesiony po wyjsciu z domu, jest zwracany. Nie trzeba chodzic codziennie do biura, jak nie jest sie u klienta.

Ktos pytal sie w komentarzach czy rozwazam etat, bo rynek kontraktow jest slaby. Odpowiedz brzmi: nie. Rozwazam etat tylko w celu zdobycia wartosciowego wpisu w CV, nowej wiedzy i doswiadczenia. Jak wyrobie odpowiednia norme lub wiecej, to z bonusami, powinnam wyjsc finansowo podobnie jak na kontrakcie. Z jednej strony bedzie to wymagac wiekszego wysilku, bo trzeba wstawac wczesniej i jechac na lotnisko, z drugiej strony w dni wolne od wizyt u klientow siedzi sie w domu lub mozna isc na szkolenia.

Nudzi mnie przychodzenie do biura i walka z biurokracja przez wieksza czesc dnia, po to, zeby wykonac sladowa ilosc pracy po godzinach.