niedziela, 21 października 2012

Nie znasz dnia, ani godziny. Kontrakt nr 5.

Pod koniec 3 tygodnia mojego kontraktu numer 4, o godzinie 14.00 zadzwonil do mnie moj rekruter i powiedzial, ze ma dla mnie zla wiadomosc. Firma nie potrzebuje juz jednego kontraktora i chca zerwac ze mna umowe. W ramach 2 tygodniowego wypowiedzenia zaproponowano mi zaplate za te 2 tygodnie bez koniecznosci wykonywania pracy.

Niespodziewana wiadomosc, ale z drugiej strony takie jest wlasnie zycie kontraktora i po to sie go wynajmuje, zeby pozbyc sie go w kazdej chwili bez wiekszych problemow.

Jedyne co mnie zmartwilo, to fakt ze juz mialam plany weekendowe, bilety na samolot, zarezerwowany parking na lotnisku itp. Nieoczekiwane platne wolne oznaczalo, ze moglam zajac sie pewna sprawa w Polsce i musialam pomyslec co zrobic z istniejacymi rezerwacjami.I tak planowalam co najmniej tygodniowy pobyt w PL, wiec cala ta sytuacja troche mi pasowala. Na dodatek ktos zaplacil za moj okres nieobecnosci, co nie mialoby miejsca, gdybym wziela wolne.

Po powrocie z pracy przejrzalam ogloszenia i znalazlam ogloszenie na moje stanowisko, dane o 15.30. Stawka dzienna nizsza niz moja. Wychodzi na to, ze padlam ofiara oszczednosci. Widocznie drugi kontraktor byl tanszy i tylko mnie chcieli sie pozbyc.

W czasie pobytu w Polsce przegladalam ogloszenia i wyslalam CV na oferty. W pierwszym tygodniu za bardzo nic sie nie dzialo, jakies pojedyncze telefony od rekruterow. W drugim tygodniu pododawalam swoje CV na kilku stronach i wlasciwie zaraz po tym zaczely sie telefony. Paru rekruterow wyslalo moje CV dalej i mialam czekac na odpowiedzi od pracodawcow. Szczerze mowiac, to nie dostalam od nich odpowiedzi do tej pory. W 3 tygodniu zadzwonil rekruter w sprawie pracy od nastepnego dnia, ale zaznaczyl, ze ewentualnie moga poczekac jeden dzien dluzej, zebym mogla wrocic z Polski.

Mialam rozmowe telefoniczna w srode, mialam miec odpowiedz tego samego dnia, zeby w razie czego moc pakowac manatki i wyruszyc w strone UK. Nastepnego dnia, po zapytaniu mailowym co dalej, dowiedzialam sie, ze pracodawca jest zadowolony z interview telefonicznego, ale koniecznie chce mnie zobaczyc, zeby upewnic sie czy ja bede chciala pracowac w tym konkretnym srodowisku. Powiedzialam rekruterowi, ze nie bede lecic do UK specjalnie, jak nie mam gwarancji otrzymania pracy. Stanelo na tym, ze poczekaja do poniedzialku. Mialam miec potwierdzenie nastepnego dnia, ale znowu musialam czekac 2 dni. Stwierdzilam, ze skoro rekruter nie dzwoni, to moge dalej zajmowac sie swoimi sprawami. Ale w koncu "obudzil" sie w piatek i musialam wrocic do UK, nie konczac wszystkiego, co mialam do zalatwienia.

Tym samym dochodzimy do kontraktu nr 5. Public sector, chaos w infrastrukturze, duza rola do przeorania. Kontrakt na 6 miesiecy, stawka mieszczaca sie w moich oczekiwaniach finansowych. Dla tych, ktorzy pamietaja stare technologie, napisze, ze w infrastrukturze ciagle istnieje Novell. Tak sie sklada, ze ja mialam do czynienia z Novellem przez jakies 7 lat mojej kariery, co prawda 6 lat temu ostatni raz, ale to niewatpliwie przewazylo na moja korzysc podczas selekcji CV. Nie sadzilam, ze jeszcze kiedykolwiek zobacze Novella. Prawdziwe deja vu. Oczywiscie moja rola to zarzadzanie AD i ogolnie infrastruktura Wintel, ale znajomosc Novella jest bonusem dla pracodawcy, bo moze na mnie zrzucic dodatkowe zajecia.

Jeden z kontraktorow odszedl w piatek (dal 4 tygodniowe wypowiedzenie). Drugi odszedl juz tydzien temu dajac 1 (!) dniowowe wypowiedzenie. Do tego jeden z pracownikow etatowych poszedl na paternity leave. Stad tez taki nacisk na szybkie rozpoczecie pracy.

Razem ze mna zaczal inny kontraktor, ale nie wiem czy go jeszcze zobacze. W czwartek przyszedl do pracy jakos po poludniu, 14.00 - 15.00, w piatek o 15.55!. Pewnie dostal lepsza oferte pracy i poszedl na interview. Jedna ciekawostka, ten kontraktor pracowal na kontrakcie, ktorego ja nie dostalam w kwietniu. Pisalam o tym w maju 2012 w poscie "Pierwsza tura poszukiwania pracy".

Pracodawca miesci sie w centrum Londynu, wiec porzucilam komfort dojazdow samochodem, na rzecz transportu publicznego. Przy dobrych wiatrach dojazd zajmuje mi 50 minut door to door.

Wnioski z ostatnich poszukiwan pracy: niektorzy pracodawcy spadli z ksiezyca ze swoimi niskimi stawkami i wymaganiami. Praca dla producenta prestizowych samochodow brytyjskich - stawka o 50% nizsza niz przecietna dla umiejetnosci. Rekruterka powiedziala, ze znalezienie kogos za takie pieniadze, z takimi wymaganiami bedzie raczej niemozliwe i od razu szukala ludzi za wyzsze stawki. W czwartel bylo podobnie, 3 roznych rekruterow dzwonilo do mnie w sprawie tej samej oferty, stawki ponizej oczekiwanych i wiekszosc z nich mowila, ze szukaja ludzi za wiecej, bo za podana stawke, to nikt nie bedzie chcial wziac tej pracy.

Bylo tez pare historii w stylu: rekruter dzwoni z samego rana, rozmawiamy, mowi, ze oddzwoni okolo poludnia jak bedzie cos wiedzial o interview. Cisza. Dzwoni do mnie po 9 dniach i mowi, ze chca mnie zaprosic na interview telefoniczne w firmie E. i czy pasuje mi bardziej czwartek czy piatek. Odpowiadam, ze piatek, rekruter nie oddzwonil do dzisiaj. Warto dodac, ze nigdy nie rozmawialam z  nim o pracy w firmie E. Wiem, ze rozmawialam o tym z innym rekruterem i odrzucilam te oferte. Sprawdzam historie wyslanych CV i okazuje sie, ze faktycznie wyslalam CV na ogloszenie, ktore brzmi jak praca w firmie E, ale opis stanowiska zupelnie inny niz w rozmowe z drugim rekruterem. Szkoda, ze nic nie wyszlo z tego, bo dobrze placili.

Idzie zima, rynek pracy zwolni, wiec lepiej przeczekac w bezpiecznym miejscu. No i odpadl problem opon zimowych dla nowego samochodu, ktory malo co nie doprowadzil mnie do frustracji (problem i samochod ;-) ).