poniedziałek, 20 czerwca 2011

Walka o nadgodziny.

Okazuje sie, ze okazja do dodatkowego zarobku rozni moich kolegow i dochodzi do niemilych sytuacji miedzy nimi. Panowie rzucaja sie na kazde nadgodziny, dyzur on-call, a Ci ktorzy nie zalapali sie, maja pretensje do tych, ktorzy zarobia ekstra. Wlasciwie to najczesciej slysze, ze konkretna osoba ma pretensje o wszystko.

Dzisiaj slyszalam ciekawostke, jak wspomniany pan sobie radzi. Na dyzurze on-call sa dwie osoby. W jednym tygodniu osoba A jest tzw. pierwszym kontaktem, w kolejnym, drugim kontaktem. Kolega, z ktorym pracuje w biurze, powiedzial mi, ze trzeba uwazac na tego jednego pana, bo cwaniaczek zawsze ustawia siebie jako druga osobe kontaktowa. W ten sposob pieniazki leca, a telefony odbiera ktos inny. Na razie udalo mu sie zrazic do siebie pozostalych kontraktorow.

Ja chwilowo nie zglaszam sie na nadgodziny, bo mam duzo planow urlopowych i weekendowych i wole je realizowac. W koncu pracuje, by zyc, a nie odwrotnie.

wtorek, 7 czerwca 2011

Wymagania w ofertach pracy, a rzeczywistosc.

Na pewno nie raz podczas przegladania ofert pracy, ktos pomyslal: "ale maja liste wymagan, szukaja specjalisty od wszystkiego". Tez czasami miewam takie wrazenie i zniecheca mnie to do wyslania CV.

Oferta pracy na moj obecny kontrakt nie byla przesadzona i nie wymagali nie wiadomo czego, po prostu lista konkretnych umiejetnosci. Pytania na interview, ktore trwalo kilkanascie minut, tez nie byly skomplikowane i ocieraly sie raczej o podstawy.

Jaka jest rzeczywistosc? Wykonuje dosc proste prace i nie mialam okazji uzyc zaawansowanych umiejetnosci czy zrobic czegos bardziej satysfakcjonujacego. Doszlam do wniosku, ze firma zdecydowanie przeplaca za nas (kontraktorow), jesli wezmiemy pod uwage zadania, ktore wykonujemy.

Jakie z tego plyna wnioski? Warto wysylac aplikacje na oferty, w ktorych jest duzo wymagan, bo moze sie okazac, ze wcale nie szukaja super specjalistow, tylko oferta zostala napisania w taki sposob.

Z innych ciekawostek, to dojazdy na 10.00 nie sa tragiczne, chociaz w poniedzialek zaliczylam mega korek w Sunbury, a potem jeszcze omijalam roboty drogowe i lacznie jechalam 1h 50 minut do pracy.

Dowiedzialam sie tez, ze jeden z kontraktorow oburzyl sie na innego, ze tenze dostal zadanie do realizacji na weekend i dzieki temu mogl dorobic sobie dodatkowe 20h. Zadziwia mnie to, ze mimo tak dobrych stawek godzinowych ludzie bija sie o nadgodziny i oburzaja sie, ze ktos zarobil wiecej, a oni nie mieli okazji.