środa, 18 maja 2011

Payday czyli platnosc za pierwsza fakture.

Zgodnie z umowa, co tydzien wypelniam Timesheet, zatwierdzany przez kierownika. W ostatni piatek miesiaca wystawiam fakture. Potem juz tylko 12 dni roboczych oczekiwania i pieniadze powinny znalezc sie na koncie. Zalogowalam sie rano do banku i faktycznie byly. Milo ze strony agencji, ze nie dali ciala nigdzie po drodze i nie zgubili nic ;-) Najwyrazniej elektroniczny obieg dokumentow minimalizuje wpadki.

Moja lokalizacja pracy to ciagle biuro na zachod od Londynu, takze dojezdzam teraz do pracy ok 45-50 minut w jedna strone i w sumie nie ma mnie w domu ok. 10h.

Nawet doczekalam sie wlasnego biurka i tabliczki z moim nazwiskiem. A nawet szafki pod biurkiem, gdzie moge zostawic np: kubek i herbate, zeby nie nosic tego zestawu codziennie z samochodu.

Od przyszlego tygodnia zaczynamy prace zmianowa, beda wypadac 2 tygodnie porannych zmian i 2 tygodnie wieczornych zmian. Zobaczymy jak bedzie dojezdzac sie do pracy na 10.00 i wracac po 18.00, bo teraz jezdze najwczesniej jak sie da.

czwartek, 12 maja 2011

Czy warto brac dyzury on-call?

Jakis tydzien temu kierownik wyslal do nas maila z prosba o deklaracje, kto chce brac dyzury on-call. Po swoich doswiadczeniach z etatu i kontaktach z Indiami, zdecydowanie bardziej cenie sobie spokojny sen niz dodatkowe pieniadze. Zreszta doszlam do wniosku, ze pieniadze i tak nie beda duze, wiec po co dodatkowo zazynac sie? Polowa zespolu podziela moje zdanie, bo zglosilo sie tylko 5 osob z 11.

Dzisiaj dowiedzialam sie, ze firma placi 10% stawki godzinowej za kazda godzine pod telefonem, tygodniowo ok. 110 godzin oraz normalna stawke godzinowa za kazda wykonana prace podczas dyzuru on-call. Nawet za samo czuwanie wychodzi bardzo przyzwoita kwota, wziawszy pod uwage moja stawke godzinowa. Kazde "wezwanie" podbija zarobki. Mimo wszystko, dziekuje, pospie. Ale jak ktos jest na dorobku lub potrzebuje gotowki, to niezla metoda, by podbudowac budzet. Pieniadze zarabiaja sie nawet podczas snu ;-)

Zapowiada sie za to, ze beda jakies nadgodziny od czasu do czasu, oczywiscie realizowane z domu zdalnie. Tutaj moge rozwazyc swoj udzial, wklad wlasny niewielki, zadnych niespodzianek, a pieniadze znaczne.

piątek, 6 maja 2011

Zmiana lokalizacji pracy.

Jak wspominalam juz w marcu, gdy wyslalam swoje CV na aktualny kontrakt, to lokalizacja byla na zachod od Londynu, ale potem zmienila sie na polnoc od Londynu. Ja mieszkam w pld-zach Londynie (Greater London).

Mimo srednio dogodnej lokalizacji zdecydowalam sie wziac te prace i jakos przemeczylam sie miesiac dojezdzajac 100km w jedna strone. Od najblizszego poniedzialku bede pracowac w pierwotnie oglaszanej lokalizacji, jedyne 45km od domu (ok 45 minut jazdy samochodem). Na razie tylko tymczasowo na tydzien, ale nie bedzie problemu z zostaniem tam na stale. Czesc zespolu bedzie w biurze na polnocy, a Ci ktorzy przechodza do naszej firmy, z poprzedniego uslugodawcy, beda w biurze na zachodzie. Kontraktorzy beda musieli wymieszac sie ze "starymi" pracownikami, zeby byl lepszy przeplyw informacji i przekazywanie wiedzy.

Ostatnio troche dobijaly mnie te dlugie dojazdy, ale nie przez korki na M25, jak ktos wyrokowal, tylko korki na lokalnych drogach dojazdowych, w mojej okolicy. Zastanawialam sie nawet czy bede chciala przedluzyc kontrakt po wrzesniu. Po uslyszeniu dobrej wiadomosci od razu poczulam sie lepiej i stwierdzilam, ze w takim razie moge pracowac tak dlugo, jak bede potrzebna.

Dostalismy nowe godziny pracy od polowy maja. 2 osoby bede musialy zaczynac o 8.00 i 2 osoby zostawac do 18.00. Pozostale 8 osob bedzie pracowac od 8.30 do 17.00. Kontraktorzy nie sa zbyt szczesliwi z powodu godzinnego lunchu i beda negocjowac zmiane godzin, zeby lacznie wychodzilo 8h: 7,5h pracy i 0,5h lunchu.

Z ciekawostek: jeden kontraktor odpadl z powodu spraw rodzinnych. Nie wiem czy na razie ma wolne, czy w ogole zrezygnowal. Widzialam go w sumie tylko 2 razy i nie zdazylam z nim porozmawiac.

I tak toczy sie zywot kontraktora.