poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Pierwszy dzien - chaos korporacyjny.

Pierwsze dni na kontrakcie rzadko naleza do efektywnych, chociaz jak pomysle o pierwszym dniu poprzedniego kontraktu, to wtedy nie bylo tak zle.

Stawilam sie do pracy punktualnie, a nawet za wczesnie. Drugi kontraktor, ktory tez dzisiaj zaczynal, przyszedl dokladnie o 9.00, bo utknal w korku. Posiedzielismy sobie troche w recepcji i wreszcie pojawil sie ktos i oznajmil, ze manager utknal w korku na M1 i spozni sie. Faktycznie spoznil sie godzine. W tym czasie porozmawialismy sobie z drugim kontraktorem, poczytalismy internet na telefonach itp.

W koncu mielismy krotkie spotkanie z managerem, pokazal nam biuro, powiedzial co bedziemy z grubsza robic, jakie sa plany na najblizsze dni. Komputerow dla nas nie ma, kont sieciowych tez, karty ID wejsciowe beda za pare dni, ale podobno ich wyrobienie dlugo trwa. Mowiac krotko, jest jak w wiekszosci korporacji, gdzie biurokracja urosla do kuriozalnych rozmiarow i na wszystko trzeba czekac. Zawsze zastanawia mnie to marnotrawstwo: placi sie kontraktorowi wysoka dniowke, nie zapewniajac mu mozliwosci pracy.

Na razie przesylaja nam dokumentacje na prywatne konta emailowe, ja korzystalam z prywatnego netbooka, dopoki bateria nie padla, a drugi kontraktor "pracowal" na telefonie. Jakos udalo sie przetrwac te 7,4h (7h 25min) i pojsc do domu.

Dowiedzialam sie, ze nie ma problemu z dostepem do parkingu dla pracownikow w biurze, gdzie bedziemy na stale. W takim razie zegnaj Victoria Line i transporcie publiczny. W czwartek przetestuje M25 i A1/M1. Jutro i pojutrze jedziemy na prezentacje do klienta, ktory jest jedyne 12 mil ode mnie.

5 komentarzy:

  1. Chyba jednak wolę od strony praktycznej 'polskie specjalności', gdzie na dzień dobry czeka na mnie plik papierków do podpisania, karta, pięć kont do logowania z niemożliwym hasłem wymyślonym przez admina lokalnej sieci i kilka innych zwykłych kwiatków. Innymi słowy: jest niewiele rzeczy gorszych od nudów w pierwszych dniach pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie tylko z kontraktorami tak bywa w korpo, pracownicy etatowi też potrafią mieć nawet tydzień "wolnego" bo albo kompów nie ma albo kabla zasilania nie ma albo admin haseł zapomniał, a generowanie chyba jest napędzane tysiącem chomików, które właśnie uciekły z klatek i parę dni zajmie ich złapanie.

    korpo to przede wszystkim pozory ładu i organizacji, a jak przyjdzie co do czego to całe ISO i procedury są tylko zasłoną dymną dla najnormalniejszego w świecie burdelu na kółkach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem, ze i w Polsce czeka sie na sprzet czy na inne rzeczy. Pamietam ze swojej kariery korporacyjnej ;-) Pamietam tez, ze to kierownicy czesto dawali ciala nie zamawiajac sprzetu odpowiednio wczesniej. Ale zawsze znalazl sie jakis laptop w ich szafie, ktory dawalo sie pracownikowi w miedzyczasie.

    Wiem, ze problem dotyczy tez etatowcow. Tyle, ze etatowcom placi sie znacznie mniej. Kontraktora bierze sie do konkretnego zadania i w interesie firmy jest to, zeby zaczal jak najszbyciej pracowac. Ale jak to powiedzial drugi kontraktor, on moze robic cokolwiek, tak dlugo jak placa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dzisiaj spędzisz parę godzin w korkach na M25 i M1 to się przeprosisz z poczciwą Viktorią ;) Jedynym sensownym środkiem transportu w Londynie jest według mnie metro i kolej bo tam nie ma korków (choć wagony mogą być napchane jak puszki sardynek)

    Ja jak zacząłem swój obecny kontrakt o miałem prawie 2 tygodnie "wakacji" gdzie powoli dawali mi dostęp do poszczególnych elementów systemów. Potem okazało się że wszystko szło bardzo szybko ale przez pomyłkę! Bo nie powinienem sam żądać dostępu tylko mój line manager przez jeszcze inną osobą. No beczka śmiechu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, M25/M1 dopiero w czwartek, na razie kraze po Thames Valley i okolicy. Nie jestem milosnikiem sauny, wiec nawet jakbym miala odstac swoje w korku to pewnie wybiore samochod.

    OdpowiedzUsuń