czwartek, 28 kwietnia 2011

Wrazenia po pierwszym miesiacu kontraktu.

Dzisiaj byl moj ulubiony dzien - ostatni piatek miesiaca, co oznacza, ze wystawilam fakture i teraz pozostalo czekanie na przelew na konto.

Na 17 dni pracy, 8 dni pracowalam w blizszych lokalizacjach niz glowne biuro oraz czesciowo z domu. Niestety przyszle miesiace nie beda juz takie dobre, bo wizyty u klienta koncza sie. Pod koniec maja zaczynamy rowniez pracowac w systemie zmian, by swiadczyc uslugi od 8.00 do 18.00. Oczywiscie wszyscy powiedzieli, ze wola zaczynac wczesniej, wiec bedziemy mieli harmonogram zmian.

Dojazdy na polnoc nie sa tragiczne, w jedna strone wychodzi 1h 20 minut, z powrotem zwykle 1h 40 minut. Czyli lacznie 3h. Przejechalam ok. 2000km, ze srednim spalaniem wyliczonym z tankowania, lekko ponizej 8l/100km. Niestety, zeby nie bylo za latwo, na jednej z lokalnych drog beda od maja roboty gazowe i musze znalezc alternatywa trase.

Pare dni temu porownywalam to do ostatniej pracy w Polsce. Rano musialam wychodzic przed 7.00, zeby dojechac do pracy w 20 minut samochodem i bylam 40 minut za wczesnie. Wyjscie pozniej oznaczalo utkniecie w korku. Konczylam o 17.00 (godzina obowiazkowego lunchu) i bylam w domu przed 18.00. Czyli w sumie nie bylo mnie mniej wiecej tyle samo czasu w domu, co teraz. Najwieksza roznica jest oczywiscie w tym ile mi placono wtedy, a ile zarabiam teraz.

Jesli chodzi o rozwoj zawodowy, to nauczylam sie troche nowych rzeczy w tym miesiacu. Jestem tez pod wrazeniem infrastruktury informatycznej, ktora bede supportowac. Jak do tej pory, bedzie to moje najwieksze srodowisko, zbudowane wedlug zasad "best practice" z naciskiem na bezpieczenstwo. Bedzie co wpisac do CV.

Nie wiadomo jak bedzie wygladala sprawa przedluzenia kontraktu po wrzesniu, ale wydaje mi sie, ze jest szansa na kolejne 3 miesiace. Na pewno powinnismy byc potrzebni (my, 6 konktraktorow), co najmniej do pazdziernika lub listopada 2011.

A to kot firmowy, o ktorym wspominalam wczesniej. Lubi przesiadywac rano w budce dla palaczy.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Przezorny zawsze udokumentowany.

Wydaje mi sie, ze wspomianalam juz w zeszlym roku, ze ksiegowi z agencji rekrutacyjnej/zatrudniajacej mnie, przypomnieli sobie po paru miesiacach o brakujacych Timesheets. Zdaje sie, ze w maju zaczelo im brakowac potwierdzenia mojej pracy w marcu, czy cos takiego.

Przez caly poprzedni kontrakt wysylalam Timesheets mailem do szefa, ten pisal, ze potwierdza i przesylal do ksiegowych w agencji. Jako osoba przezorna, zapisywalam te wiadomosc mailowa na swoim USB, zeby miec potem kopie na wszelki wypadek.

Dzisiaj, jak to mowia lokalni, "out of the blue", zadzwonila do mnie pani z tejze agencji i powiedziala, ze zamykaja konta ksiegowe za zeszly rok i brakuje im mojego Timesheet za jeden tydzien w pazdzierniku i czy mam jakies potwierdzenie, ze wtedy pracowalam. Odpowiedzialam, ze mam zatwierdzony Timesheet i moge go przeslac mailem. Sprawa wyjasniona w 5 minut.

Jak widac trzeba zbierac kopie wszystkiego na wszelki wypadek, bo nie wiadomo kto sie obudzi, po jakim czasie.

Na tym kontrakcie, Timesheets sa elektroniczne, wiec za bardzo nie mam co zbierac, poza mailami, ktore potwierdzaja zatwierdzenie. Ide zaraz wypelnic arkusz za ten tydzien pracy, w koncu to moja ulubiona czynnosc pod koniec tygodnia.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Payroll Plan na rok 2011/2012.

Dostalam w piatek nowy Payroll Plan czyli rozpiske na caly rok ile mam sobie placic miesiecznie netto i ile placic podatku i NI kwartalnie do HMRC. Payroll Plan jest podobny do tego z zeszlego roku czyli pensja dyrektora jest wyznaczona nieznacznie powyzej kwoty wolnej od podatku dochodowego. Dzieki temu w ciagu roku od tej pensji zaplace 6.5% podatku i NI lacznie. To lepiej niz w zeszlym roku, bo z tego co pamietam podatek i NI wynosil ok 8% rocznej pensji dyrektora.

Pensja dyrektora jest kosztem dla spolki, wiec obniza wysokosc podatku korporacyjnego. Moglabym nie placic jej w ogole, ale zalezy mi na ciaglosci skladek NI i oficjalnym zatrudnieniu.

Innym duzym kosztem dla obecnego kontraktu sa dojazdy. Szacuje, ze bede przejezdzac okolo 4000 km miesiecznie, co daje ok. 2500 mil. Mile bede zaliczac jako Business Travel i wyplacac sobie w ramach expenses po £0.45 za kazda przejechana mile. W ten sposob rosna koszty spolki, a ja dostaje nieopodatkowane pieniadze. Powyzej 10tys mil w roku podatkowym, Business Miles spadaja do £0.25 za mile.

Sumiennie zbieram kwitki za benzyne i zapisuje w arkuszu codzienny przebieg sluzbowy, zeby miec podkladke w razie gdyby HMRC chcialo mnie kontrolowac.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Pierwszy tydzien kontraktu za mna.

Pierwszy tydzien za mna, jakos go przezylam. W sumie bylam 3 razy w biurze na polnocy od Londynu i 2 razy w lokalizacjach blizszych domu. Droga do biura na polnoc wynosi do 100km (zalezy od trasy). Przejazd samochodem zajmuje ok 1h20 minut rano i powrot do 2h. Byc moze daloby rade urwac 5 minut z najkrotszego czasu, gdyby nie bylo robot drogowych na M25. Mam nadzieje, ze od przyszlego tygodnia bedzie troche luzniej, bo sa ferie szkolne, a pozniej duzo swiat.

Przy 5 dniach w tygodniu na polnocy, bede przejezdzac 1000km tygodniowo. Na razie komputer pokladowy pokazuje mi spalanie ponizej 7l/100km, co jak na typ auta jest calkiem niezlym wynikiem. Niestety w piatek wieczorem stalam w korku i spalanie troche wzroslo. Z tankowania wyszlo 7.8l/100km, co i tak jest lepszym wynikiem niz zakladalam. Koszt podrozy wynosi ok 20 funtow dziennie. Pociag kosztuje 21, bilet dzienny.

Zapisuje przejechane mile i pod koniec miesiaca rozlicze je jako wydatki - expenses.

W czwartek dostalam w koncu komputer i konto sieciowe. Wyglada na to, ze zawnioskowano o to w tygodniu przed rozpoczeciem pracy, wiec nawet sprezyli sie z dostawa. Kolega smial sie, ze bede miala japonska lampke nocna (radioaktywna), ale okazalo sie, ze dostalam uzywany komputer, ktory zreszta zostal wyprodukowany w Niemczech, nie w Japonii.

Niestety ID Pass do drzwi bedzie gotowa nie wiadomo kiedy. Moze za pare dni, moze za pare tygodni. Zrobiono mi zdjecie w budce ochrony, ale oni przesylaja zdjecia do innego dzialu, ktory potem przesyla dane do biura glownego firmy, tam drukuja karty i odsylaja z powrotem. Korporacja ... Takze radosnie spedzam sobie troche czasu czekajac przed drzwiami do open space, az ktos bedzie przechodzil i wpusci mnie.

Chwilowo praca jest srednio porywajaca, poniewaz musze przekopac sie przez tony dokumentacji. Niestety ciezko mi wysiedziec na miejscu te 7,4h. Wyliczylam sobie nawet ile kosztuje 1 minuta mojej pracy, zeby mentalnie naliczac te kwote z uplywem czasu ;-) W niektore dni jezdze na spotkania z klientem, wiec dzien jakos schodzi. Pod koniec maja powinno byc ciekawiej, bo wreszcie dorwiemy sie fizycznie do infrastruktury, po zakonczeniu okresu przejmowania i zapoznawania sie z nia.

W poniedzialek ma dojsc dwoch nowych kontraktorow. Moze jakies ciekawe postacie i bedzie troche rozrywki. Na razie trzymam sie z kontraktorem z Indii, z ktorym zaczelam prace w tym tygodniu.

Timesheets wypelniam co tydzien, natomiast fakture mam wystawiac w ostatni piatek miesiaca. Platnosc ma nastapic w 12 dni po otrzymaniu faktury. W tym miesiacu bedzie tylko 17 dni roboczych, ale zawsze cos na poczatek.

Z ciekawostek, to mamy kota firmowego. Przesiaduje czesto przy budce dla palaczy. Moze uda mi sie zrobic zdjecie przy okazji.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Pierwszy dzien - chaos korporacyjny.

Pierwsze dni na kontrakcie rzadko naleza do efektywnych, chociaz jak pomysle o pierwszym dniu poprzedniego kontraktu, to wtedy nie bylo tak zle.

Stawilam sie do pracy punktualnie, a nawet za wczesnie. Drugi kontraktor, ktory tez dzisiaj zaczynal, przyszedl dokladnie o 9.00, bo utknal w korku. Posiedzielismy sobie troche w recepcji i wreszcie pojawil sie ktos i oznajmil, ze manager utknal w korku na M1 i spozni sie. Faktycznie spoznil sie godzine. W tym czasie porozmawialismy sobie z drugim kontraktorem, poczytalismy internet na telefonach itp.

W koncu mielismy krotkie spotkanie z managerem, pokazal nam biuro, powiedzial co bedziemy z grubsza robic, jakie sa plany na najblizsze dni. Komputerow dla nas nie ma, kont sieciowych tez, karty ID wejsciowe beda za pare dni, ale podobno ich wyrobienie dlugo trwa. Mowiac krotko, jest jak w wiekszosci korporacji, gdzie biurokracja urosla do kuriozalnych rozmiarow i na wszystko trzeba czekac. Zawsze zastanawia mnie to marnotrawstwo: placi sie kontraktorowi wysoka dniowke, nie zapewniajac mu mozliwosci pracy.

Na razie przesylaja nam dokumentacje na prywatne konta emailowe, ja korzystalam z prywatnego netbooka, dopoki bateria nie padla, a drugi kontraktor "pracowal" na telefonie. Jakos udalo sie przetrwac te 7,4h (7h 25min) i pojsc do domu.

Dowiedzialam sie, ze nie ma problemu z dostepem do parkingu dla pracownikow w biurze, gdzie bedziemy na stale. W takim razie zegnaj Victoria Line i transporcie publiczny. W czwartek przetestuje M25 i A1/M1. Jutro i pojutrze jedziemy na prezentacje do klienta, ktory jest jedyne 12 mil ode mnie.