wtorek, 11 stycznia 2011

Nieustajace wakacje.

Jakos tak wychodzi, ze termin podjecia pracy przesuwa sie ciagle. Przez swieta nie szukalam pracy, a zaraz potem opuscilam UK i chwilowo przebywam na kontynencie. Planowany powrot dopiero pod koniec stycznia. Doszlam do wniosku, ze po powrocie do UK, najpierw pojade na urlop, a potem poszukam pracy. Obawiam sie, ze gdybym na interview powiedziala, ze zaraz po rozpoczeciu pracy chce 2 tygodnie urlopu, to nie spotkalabym sie z pozytywnym przyjeciem.

Dziura w CV powiekszy sie, chociaz bedzie miala dobre uzasadnienie - podroze :-) Nie spodziewalam sie, ze przerwa rozciagnie sie do 3 miesiecy, ale z drugiej strony jestem przygotowana finansowo.

Nie musze pisac, ze podoba mi sie ta swoboda i sam fakt, ze moge nie pracowac kilka miesiecy i nie wplywa to na budzet domowy.

6 komentarzy:

  1. to musi być zajefajne uczucie tak sobie móc w sumie dowolnie pracować i wakacjować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej zajefajne uczucie to móc spełniać się w pracy, którą się lubi. Takie nic-nie-robienie w końcu by się znudziło :) A twój styl pracy jest bardzo zbliżony do tego wymarzonego.
    Miłego wakacjowania !

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz na mysli moj styl niepracy ;-)

    Ja sie nie czuje znudzona nic nie robieniem. Gielda i pare innych rzeczy zajmuja mi czas.

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest calkiem przyjemne uczucie, wiec Cie bardzo dobrze rozumiem. Obecnie squatuje z grupa pozytywnych i luznych ludzi i pracuje tylko dorywczo by zarobic na zywnosc i przyszle podroze, heh

    wolnosc rzadzi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Eee tam wolność rządzi.

    Rządzą "Nieustające wakacje" Jima Jarmuscha. Richmond, najwyżej w cv wpiszesz, że po obejrzeniu tego filmu przeprowadzałeś naukowy eksperyment na temat kina niezaangażowanego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tytul posta byl nawiazaniem do tytulu filmu :-)

    OdpowiedzUsuń