piątek, 30 grudnia 2011

Podsumowanie 2011 roku na polu zawodowym.

2011 byl drugim rokiem kariery jako kontraktor oraz prowadzenia spolki limited.

Podsumowanie:
  1. Lacznie pracowalam 8.2 miesiaca w tym roku: 9 miesiecy kontraktu minus 3 tygodnie urlopu w srodku kontraktu. Pozostaly okres to szukanie pracy i celowe dni wolne / urlopy.
  2. Zarobilam 19% wiecej niz w 2010r. Czyli jest znaczna tendencja zwyzkowa, krotszy okres pracy niz rok temu (o 3 tygodnie) i wieksze zarobki.
  3. Nie cofnelam sie w rozwoju technologicznym, ale i za bardzo nie poszlam do przodu.
  4. Zeszloroczne zlecenie i wpis w CV pomoglo znalezc mi obecny kontrakt.
  5. Poznalalam troche nowych ludzi z branzy, zdobylam nowe kontakty i nowy wpis do CV. W przyszlosci przyda mi sie nazwa klienta jak rowniez nazwa firmy, ktora zatrudnila mnie do obslugi tego klienta.
  6. Odlozylam calkiem pokazne zasoby gotowki, co pozwoli mi na spokojne poszukiwanie nowego zlecenia, troche podrozy i optymistyczne patrzenie w przyszlosc.
  7. W dalszym ciagu prowadzilam bezstresowe zycie.
W przyszlym roku nie oczekuje wyzszych stawek zlecen, moze sie zdarzyc, ze bede musiala wrocic na troche nizsza stawke, zalezy od konkretnego zlecenia i sytuacji na rynku. Jesli ktos bedzie chcial zaplacic wiecej, to nie bede protestowac, ale uwazam, ze obecne zarobki sa na dobrym poziomie.

Zadanie na 2012r - przejscie meza z etatu na rynek kontraktow. To powinno podniesc miesieczne dochody gospodarstwa domowego o 15-20%.

środa, 7 grudnia 2011

3 miesiace do konca kontraktu.

Dowiedzialam sie od kolegow z zespolu, ze podobno nasz kontrakt nie bedzie przedluzony. To sa na razie gdybania, ale pewnie sie potwierdza. Czekalam na te informacje, bo mam pewne plany podroznicze, ktore chce wzdrozyc w zycie w przyszlym roku.

Wychodzi na to, ze przede mna dokladnie 3 miesiace dobrze platnej pracy, a potem "hulaj dusza, piekla nie ma". Planuje zrobic sobie 4-6 tygodniowa przerwe na podroze i dopiero potem bede szukac nowego zlecenia.

W miedzyczasie przejrze ogloszenia o prace i zobacze na co jest najwiekszy popyt i doksztalce sie w tym kierunku i ewentualnie pomysle o jakis certyfikatach.

Moja druga polowa mysli o wejsciu na rynek kontraktow i wlasnie podnosi swoje kwalifikacje i poszerza wiedze. Musimy tylko dobrze zgrac czasowo przejscie meza ze stalej pracy na zlecenia, zeby nie wyszlo tak, ze oboje bedziemy w tym samym czasie na zielonej trawce.

Grudzien to czas Christmas Parties. Najpierw wybieram sie na spotkanie z innymi kontraktorami, to w ramach poszerzania kregu znajomosci i zdobywania kontaktow. Tuz przed swietami kolejne Party, tym razem z kolegami z pracy. Staram sie nawiazac jak najwiecej znajomosci, by pomoc sobie w przyszlosci przy szukaniu zlecen.

czwartek, 3 listopada 2011

Ulepszenie systemu platnosci za moje faktury.

Pisalam juz wczesniej ogolnie, o tym jak wyglada system platnosci za moja prace w artykule z maja 2011 "Payday czyli platnosc za pierwsza fakture".

Na poczatku, dzien dwa przed planowana platnoscia, dostawalam list poczta tradycyjna, tzw. remittance notice czyli informacje o dacie i kwocie platnosci. Po jakims czasie agencja przeszla na elektroczna korespondencje i zaczelam dostawac maila z remittance notice.

Przy wystawianiu ostatniej faktury, w systemie online agencji, zauwazylam, ze wreszcie zaczely sie pojawiac informacje kiedy bedzie zaplacona faktura. Wczesniej byly takie pola w systemie, ale nie byly aktualizowane.

Dzisiaj dostalam w mailu dowod na kolejne udoskonalenie systemu. Tym razem mail informujacy, ze moja faktura zostala przetworzona i platnosc nastapi danego dnia.

Pomijajac jeden maly problem z wypelnianiem Timesheetu po odnowieniu kontraktu, nie moge narzekac na prace agencji. Jak do tej pory nic nie zgubili, nie zapomnieli o niczym i wszystko dziala zgodnie z umowa.

poniedziałek, 31 października 2011

Archaiczne serwery i systemy operacyjne.

Nie wiem jakie sa doswiadczenia innych osob, ale ja zauwazylam, ze im wieksza firma, tym wieksza szansa trafienia na jakies zabytkowe serwery. Zwykle wynika to z tego, ze serwery nie zostaly zmigrowane podczas cyklicznych odswiezen srodowiska IT. Czesto z powodu aplikacji, ktora dziala na serwerze albo jakis dzial nie zgadzal sie na migracje itp. W efekcie, mozna natknac sie na takie serwery, mimo ze maja po kilkanascie lat, a systemy operacyjne nie sa juz wspierane przez producenta.

Moj obecny klient ma okolo 35 serwerow z Windowsem NT 4.0 (1996r). 35 serwerow na ok. 850 fizycznych serwerow, ktore wspieramy. Byc moze maja wiecej, ale reszta jest obslugiwana przez druga firme. Raz nawet zdarzylo sie, ze znalezlismy serwer NT 3.51 (1995r)! Niestety od czasu do czasu mamy w pracy dodatkowa rozrywke w postaci ratowania takiego serwera.

W zeszlym tygodniu, jeden z takich zabytkow zaczal szwankowac sprzetowo i juz 8 dzien trwa uzeranie sie z nim. Co ciekawe na tym serwerze byly bardzo wazne dane biznesowe. Kto trzyma "critical business data" na serwerze, ktory ma 15 lat i moze pasc w kazdej chwili? Ponizej zdjecie, ktore zrobilam w piatek, podczas odzyskiwania danych z dysku.


Moj kolega pewnie jest zadowolony z przebiegu akcji ratowniczej, bo spedzil weekend na odzyskiwaniu danych i rekonfiguracji serwera, oblawiajac sie w nadgodziny. Ja za to wylosowalam sprawdzenie kondycji sprzetowej wszystkich serwerow NT4.0. Bede bawic sie w archeologie informatyczna.

W przeszlosci spotkalam sie z domena NT w 2007r. Miala byc migrowana od kilku lat do Windows 2003, ale nie zdarzylo sie to za mojej kadencji. Windows 2000, to prawie ze standard w wielu firmach, mimo ze system ma 11 lat i Microsoft nie wspiera go od lipca 2010r. Oczywiscie mialam do czynienia z serwerami NT 4.0 w Polsce, ale wtedy nie byly one jeszcze zabytkami.

Nie nalezy wykazywac zdziwienia, jesli w ogloszeniu o prace/kontrakt bedzie mowa o najnowszych technologiach, a potem okaze sie, ze w serwerowni lub gdzies pod biurkiem, stoja stare serwery z systemami operacyjnymi, o ktorych dawno zapomnielismy.

wtorek, 27 września 2011

Kredyt hipoteczny dla kontraktora.

Aktualizacja 15/08/2012.

Zanim zdecydujemy sie na opuszczenie etatu i przejscie na kontrakty, warto przemyslec dokladnie nasza sytuacje finansowa, czy w najblizszym czasie planujemy kupno nieruchomosci lub re-finansowanie obecnego kredytu hipotecznego.

Niestety by w ogole zaczac myslec o kredycie hipotecznym jako kontraktor, potrzebne beda nam dokumenty z 2 lat dzialalnosci firmy. Przed kryzysem w 2008r dostepne byly kredyty tzw. self certified czyli na oswiadczenie o zarobkach. Byly tez specjalne oferty dla kontraktorow, gdzie wyliczano zdolnosc finansowa na podstawie stawki dziennej. Teraz banki bardzo dokladnie sprawdzaja dokumenty i nie ma lekko.

Banki oceniaja dochody kontraktorow - dyrektorow spolek limited na kilka sposobow:
  1. Dochody z pensji w ramach Payroll plus dywidendy lub same dywidendy. W takim przypadku trzeba przedstawic w banku P60 za ubiegle lata, paski pensji (payslips) i dowod na pobieranie dywidendy (list od ksiegowego). Do tego moze byc wymagany formularz SA302, ktory potwierdza rozliczenie self assessment za ostatni rok podatkowy (co daje potwierdzenie zarobkow). Jesli ktos rozlicza sie online, to automatycznie nie otrzymuje takiego formularza, trzeba zadzwonic do HMRC i zamowic go, proszac o potwierdzenie za konkretne lata podatkowe.
  2. Zysk firmy lub zysk pozostaly w firmie (retained profit). Potrzebne bedzie tzw. annual accounts czyli podsumowanie rocznej dzialalnosci spolki i to co najmniej za 2 ubiegle lata. Niektore instytucje biora pod uwage zyski z ostatniego roku inne wyliczaja srednia za 2 lub 3 lata.
  3. Dochody dyrektora w roku firmowym - opcja mieszana dwoch powyzszych. Bank moze poprosic o list od ksiegowego potwierdzajacy ile dyrektor zarobil podczas kazdego roku firmowego. Jesli rok firmowy nie pokrywa sie z rokiem podatkowym, to mozna wpasc w pulapke niskiego dochodu. Zostawienie zyskow w firmie zamiast wyplaty dywidendy, moze spowodowac, ze calkowite zarobki dyrektora w roku firmowym beda niskie. Na dodatek z 2 ostatnich lat dzialalnosci firmy bierze sie zarobki, ktore sa nizsze. Takiej metody uzywa Nationwide Building Society.
Jesli planujemy wziecie lub refinansowanie kredytu hipotecznego w nastepnych 12 miesiacach, to dobrze by bylo przygotowac sie wczesniej. Wyplacic sobie dywidendy do progu podatkowego lub nawet wiecej, by miec jak najwieksza zdolnosc kredytowa. Zlozyc rozliczenie self-assessment, zeby uzyskac potwierdzenie w formie SA302 dla banku itp.

Wiekszosc osob mowi, ze w przypadku dochodow z self-employed/spolki limited, najlepiej jest skorzystac z uslug brokera. Broker powinien miec rozeznanie co do wymagan instytucji finansowych i unikniemy marnowania czasu na skladnie wnioskow tam, gdzie mozemy byc odrzuceni lub nie spelnic wszystkich kryteriow.

Niektorzy brokerzy radza, by w banku mowic, ze jest sie dyrektorem spolki limited i nic nie wspominac o zadnych tymczasowych kontraktach, bo mozna wtedy spowodowac zamieszanie, a bank moze zadac masy dodatkowych dokumentow.

Wpisanie w internetowa wyszukiwarke zwrotu "contractor mortgages" zaowocuje mnostwem stron, ktore oferuja cuda na kiju, kredyty na podstawie dzienniej stawki itp. Trudno wyczuc, ktore oferty sa prawdziwe i jakie byloby oprocentowanie kredytu, gdyby udalo sie go uzyskac na takiej zasadzie. Wszyscy chca dane klienta, zeby oddzwonic, ale nie podaja zadnych faktow.

W przypadku pracy przez firme umbrella, jest sie traktowanym jak zwykly pracownik na etacie i wystarcza paski potwierdzajace zarobki.

Doswiadczenie znajomych mowi, ze przy dobrej historii kredytowej i przyzwoitych zarobkach jako dyrektor, otrzymanie kredytu z tzw. High Street Bank, nie powinno byc problemem. Oczywiscie niektore instytucje sa wyjatkowo wybredne i mozna w nic polec, np.: HSBC, First Direct, itp.

czwartek, 8 września 2011

Podsumowanie pierwszej rundy obecnego kontraktu.

Rentownosc laczna za miesiace kwiecien - sierpien wynosi 82%. Kontrakt jest do 6 wrzesnia, ale nie ma sensu doliczac tych paru dni, zwlaszcza, ze pracowalam tylko 2 dni, bo akurat reszte dni wzielam wolnych.

Dodatkowe koszty poniesione w zwiazku z dojazdami to przyspieszony przeglad samochodu po pol roku, zamiast po roku, koszt 315 funtow. Zadne elementy eksploatacyjne nie wymagaja wymiany, wiec nie ma dodatkowych kosztow (na razie). Mysle, ze sluzbowo przejechalam ok 12tys km w 5 miesiecy.

Poza tym nie moge narzekac na jakosc pracy, szefow czy biuro. Ogolnie wszystko jest w porzadku.

środa, 7 września 2011

Kontraktor - podroznik, ciekawa oferta pracy.

Dzisiaj dostalam w poczcie taka oto ciekawostke:

"My client require a (...) consultant.

Making this role even more exiting (apart from the fact it is urgent) is that it will be based for the first 3 months in Australia. I need someone who can fly to America next week to do a week of training followed by flying to Australia to start the implementation.

At this stage I cannot offer any further information but I am keen to speak to those who are available immediately and open to travel. We can discuss rates and salary options when you speak to the client and hear more about the role and please note expenses are covered."

Kto chetny na szybki wypad do USA, a potem na 3 miesiace do Australii? Ja bym sie skusila, gdybym spelniala wymagania i byla dostepna. To lubie w swiecie kontraktowania: wiele dostepnych opcji.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Przedluzenie kontraktu o 6 miesiecy.

Po przyjsciu do pracy przeczytalam maila potwierdzajacego przedluzenie kontraktu do 7 marca 2012. Czyli kolejne 6 miesiecy lekkiej pracy, codziennych dojazdow i dobrych pieniedzy na koncie.

Moge teraz uaktualnic moj arkusz kalkulacyjny, gdzie zrobilam prognoze zarobkow do marca i zastanowic sie nad roznymi sprawami finansowymi.

Awans poziomy do sasiedniego zespolu nadal nie doszedl do skutku. Juz tydzien temu slyszalam, ze ustalono, ze 2 osoby przenosza sie, ale nic nie wydarzylo sie od tego czasu.

wtorek, 16 sierpnia 2011

W oczekiwaniu na przedluzenie kontraktu.

Siedzimy sobie grzecznie z kolegami i czekamy, az bedzie oficjalna infomacja dotyczaca przedluzenia kontraktu. Nie przedluzenie wydaje sie niemozliwe. Pytanie brzmi raczej: na ile miesiecy bedzie nastepny kontrakt?

Poza tym od paru tygodni pojawia sie temat przeniesienia do sasiedniego zespolu. Najpierw dzwonil do mnie manager zapytac sie czy jestem zainteresowana, powiedzialam, ze tak. Potem cisza 3 tygodnie, a wczoraj kolega z drugiej lokalizacji powiedzial, ze slyszal rozmowe kierownikow, ze ja i jeden pan (ten konfliktowy) bedziemy przesunieci do drugiego zespolu. Do tej pory nikt nam nic nie zakomunikowal. Zapewne wszystko rozbija sie o budzety, pieniadze i kto za to zaplaci.

Sasiedni zespol ma bardziej ambitne i ciekawsze zadania, a lista obowiazkow bedzie lepiej wygladac w CV. I tak siedze z nimi na codzien i chodze na lunche, wiec poza wykonywaniem innych czynnosci, nie bedzie dla mnie roznicy.

Poza tym niewiele sie dzieje. Mielismy pare wiekszych awarii i moi koledzy mieli okazje nalapac nadgodzin. Paru z nich musialo pracowac w nocy ratujac serwery. Ja nie mam dyzurow on-call, wiec na szczescie nikt nie postanowil zaangazowac mnie w te akcje.

Bylam w piatek w biurze na polnocy, tam gdzie zaczynalam prace i musze powiedziec, ze jest tam bardzo pusto i nudno. Na pietrze siedzi tylko pare osob, slychac glownie szum klimatyzacji, nawet parking byl jakis pusty. W mojej lokalizacji przynajmniej cos sie dzieje w ciagu dnia i jest z kim pojsc na lunch.

----------------------
Aktualizacja: podobno papiery na przedluzenie kontraktu o 6 miesiecy zostaly zlozone i czekaja na zatwierdzenie. Drugie podobno: do konca tygodnia mam migrowac do drugiego zespolu, wszyscy o tym juz wiedza, oprocz mnie, bo nikt mi oficjalnie jeszcze nie powiedzial o tym ;-)

czwartek, 28 lipca 2011

Sezon ogorkowy i rutyna.

Wreszcie zaczely sie wakacje w szkolach i jest troche mniej ludzi na drogach. Dojezdzam teraz do pracy w 40 minut rano, ale z powrotem niestety zaliczam regularne korki w rejonach Hampton Court. To takie miejsce, gdzie korki sa kazdego dnia, w obie strony.

Na froncie zawodowym jest najgorszy okres. Okres wykonywania montonnych obowiazkow. Ile by nie placili za to, to i tak jest to meczace psychicznie. Mowi sie o przedluzeniu kontraktu do konca roku lub nawet stycznia - marca, ale nie ma jeszcze zadnych oficjalnych informacji.

Oczywiscie wezme przedluzenie, jak beda dawac i jakos to przecierpie. Pozwole spuchnac kontu bankowemu. Ale potem zasluguje na pare mesiecy wakacji. W miedzyczasie bede korzystac z dostepnego srodowiska IT i postaram sie nauczyc jak najwiecej, by jak zawsze, podniesc swoja wartosc na rynku pracy.

Nie ma zadnej gwarancji, ze latwo uda sie znalezc tak dobrze platne zlecenie, jak to. Trzeba uczyc sie caly czas, by sprzedac sie jak najdrozej i pracowac jak najmniej w kolejnych latach.

Moi koledzy kontraktorzy dalej zabijaja sie o nadgodziny, a wlasciwie to generuja je sami ile tylko sie da. Obcieli im dyzury on-call, wiec pewnie beda lapac teraz kazdy funt.

piątek, 15 lipca 2011

Rozliczenie podatku - self assessment, 2011r.

Zeszloroczne rozliczenie zajelo mi okolo pol godziny (czesc zwiazana z Income Tax).

W tym roku rozliczenie Income Tax zajelo mi doslownie 5 minut. Tylko jedno P60 z pensji dyrektora, wpisanie lacznie wyplaconych dywidend i do tego jeszcze dopisanie ile otrzymalam odsetek z kont bankowych. Mialam wyciag z kazdego konta z podsumowaniem tych odsetek, wiec nie bylo z tym problemu.

Rozliczenie z podatku CGT, ktore jest czescia self-assessment, to juz inna historia i opisalam to oddzielnie na blogu Inwestowanie w UK.

Wiekszosc firm ksiegowych oferuje rozliczenia w cenie swoich standardowych uslug, wiec mozna zalozyc, ze dyrektorzy beda musieli dostarczyc jedynie dane na temat przychodow spoza firmy.

Termin zaplaty podatku, jesli nalezy sie jakis oprocz tego juz odprowadzonego, to 31 styczen kolejnego roku czyli 2012.

Wyliczylam, ze od dochodow dyrektora z firmy (pensja + dywidendy), zaplacilam 0.08% podatku. Ale, od obrotow firmy zaplacilam jeszcze podatek korporacyjny, co lacznie daje ok. 77% netto do brutto. W zeszlym roku mialam bardzo niskie koszty, ze wzgledu na bliskosc miejsca wykonywania zlecenia. W tym roku powinnam zaoszczedzic wiecej na podatku korporacyjnym.

Biurokracja zwiazana z limited company i rozliczeniem dyrektora jest naprawde minimalna, zwlaszcza jesli wszystko prowadzi za nas biuro ksiegowe.

wtorek, 5 lipca 2011

Brutto, netto i limited company.

Przed rejestracja limited company i podjeciem pierwszego kontraktu, wiele osob zastanawia sie ile tak naprawde zarobi i jaka stawka bedzie satysfakcjonujaca.

Pisalam wczesniej o przykladowych stawkach wyliczonych na podstawie kalkulatora PAYE. Wyliczenia te sa orientacyjne, bo kalkulator PAYE zaklada, ze pracuje sie wiecej dni w miesiacu, niz kontraktor bedzie realnie pracowal (chyba, ze jest pracoholikiem i nigdy nie bierze wolnego), a z drugiej strony system PAYE oznacza wyzsze podatki.

Mozna skorzystac tez z kalkulatorow wyliczajacych stawki dla kontraktora, np na stronie SJD. Ten kalkulator zaklada, ze kontraktor pracuje 21.3 dni w miesiacu i dla mojej obecnej stawki wylicza 76% kwoty netto. Wedlug SJD kontraktor wyciska srednio 75-80% netto miesiecznie, w zaleznosci od kosztow.

Kalkulator na stronie Contractor.co.uk zaklada 18.3 dni roboczych miesiecznie i w zwiazku z tym pokazuje nizsze zarobki i kwote netto ok 73% (dla mojej stawki).

Jaka jest rzeczywistosc? Przejrzalam arkusz z budzetem mojej spolki limited i wynika z niego, ze w kwietniu, gdy musialam zaplacic kwartalny podatek i roczne NI za zarobki dyrektora, wyszlo okolo 74% netto, w pozostalych miesiacach okolo 84% netto. Ilosc dni roboczych w miesiacu/okresie rozliczeniowym, to w moim przypadku od 16 do 20.

Gdybym zarabiala taka sama kwote w systemie PAYE, to osiagalabym okolo 66% netto. Oczywiscie w rzeczywistosci nie zarabialabym tyle na etacie, poniewaz nikt by mi tyle nie zaplacil. Musialabym zejsc z zarobkami o polowe i wtedy podatek bylby nieco nizszy i osiagalabym okolo 73% netto.

Im wiecej jestesmy w stanie zaliczyc jako koszty, tym nizszy bedzie podatek korporacyjny i lepiej na tym wyjdziemy. Polaczenie zarobkow z kontraktowania i optymalizacja kosztow, to najbardziej dochodowa opcja. Skoro i tak sprzedajemy swoj czas pracodawcy, zeby z czegos zyc, to zrobmy to za jak najwieksza kwote.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Walka o nadgodziny.

Okazuje sie, ze okazja do dodatkowego zarobku rozni moich kolegow i dochodzi do niemilych sytuacji miedzy nimi. Panowie rzucaja sie na kazde nadgodziny, dyzur on-call, a Ci ktorzy nie zalapali sie, maja pretensje do tych, ktorzy zarobia ekstra. Wlasciwie to najczesciej slysze, ze konkretna osoba ma pretensje o wszystko.

Dzisiaj slyszalam ciekawostke, jak wspomniany pan sobie radzi. Na dyzurze on-call sa dwie osoby. W jednym tygodniu osoba A jest tzw. pierwszym kontaktem, w kolejnym, drugim kontaktem. Kolega, z ktorym pracuje w biurze, powiedzial mi, ze trzeba uwazac na tego jednego pana, bo cwaniaczek zawsze ustawia siebie jako druga osobe kontaktowa. W ten sposob pieniazki leca, a telefony odbiera ktos inny. Na razie udalo mu sie zrazic do siebie pozostalych kontraktorow.

Ja chwilowo nie zglaszam sie na nadgodziny, bo mam duzo planow urlopowych i weekendowych i wole je realizowac. W koncu pracuje, by zyc, a nie odwrotnie.

wtorek, 7 czerwca 2011

Wymagania w ofertach pracy, a rzeczywistosc.

Na pewno nie raz podczas przegladania ofert pracy, ktos pomyslal: "ale maja liste wymagan, szukaja specjalisty od wszystkiego". Tez czasami miewam takie wrazenie i zniecheca mnie to do wyslania CV.

Oferta pracy na moj obecny kontrakt nie byla przesadzona i nie wymagali nie wiadomo czego, po prostu lista konkretnych umiejetnosci. Pytania na interview, ktore trwalo kilkanascie minut, tez nie byly skomplikowane i ocieraly sie raczej o podstawy.

Jaka jest rzeczywistosc? Wykonuje dosc proste prace i nie mialam okazji uzyc zaawansowanych umiejetnosci czy zrobic czegos bardziej satysfakcjonujacego. Doszlam do wniosku, ze firma zdecydowanie przeplaca za nas (kontraktorow), jesli wezmiemy pod uwage zadania, ktore wykonujemy.

Jakie z tego plyna wnioski? Warto wysylac aplikacje na oferty, w ktorych jest duzo wymagan, bo moze sie okazac, ze wcale nie szukaja super specjalistow, tylko oferta zostala napisania w taki sposob.

Z innych ciekawostek, to dojazdy na 10.00 nie sa tragiczne, chociaz w poniedzialek zaliczylam mega korek w Sunbury, a potem jeszcze omijalam roboty drogowe i lacznie jechalam 1h 50 minut do pracy.

Dowiedzialam sie tez, ze jeden z kontraktorow oburzyl sie na innego, ze tenze dostal zadanie do realizacji na weekend i dzieki temu mogl dorobic sobie dodatkowe 20h. Zadziwia mnie to, ze mimo tak dobrych stawek godzinowych ludzie bija sie o nadgodziny i oburzaja sie, ze ktos zarobil wiecej, a oni nie mieli okazji.

środa, 18 maja 2011

Payday czyli platnosc za pierwsza fakture.

Zgodnie z umowa, co tydzien wypelniam Timesheet, zatwierdzany przez kierownika. W ostatni piatek miesiaca wystawiam fakture. Potem juz tylko 12 dni roboczych oczekiwania i pieniadze powinny znalezc sie na koncie. Zalogowalam sie rano do banku i faktycznie byly. Milo ze strony agencji, ze nie dali ciala nigdzie po drodze i nie zgubili nic ;-) Najwyrazniej elektroniczny obieg dokumentow minimalizuje wpadki.

Moja lokalizacja pracy to ciagle biuro na zachod od Londynu, takze dojezdzam teraz do pracy ok 45-50 minut w jedna strone i w sumie nie ma mnie w domu ok. 10h.

Nawet doczekalam sie wlasnego biurka i tabliczki z moim nazwiskiem. A nawet szafki pod biurkiem, gdzie moge zostawic np: kubek i herbate, zeby nie nosic tego zestawu codziennie z samochodu.

Od przyszlego tygodnia zaczynamy prace zmianowa, beda wypadac 2 tygodnie porannych zmian i 2 tygodnie wieczornych zmian. Zobaczymy jak bedzie dojezdzac sie do pracy na 10.00 i wracac po 18.00, bo teraz jezdze najwczesniej jak sie da.

czwartek, 12 maja 2011

Czy warto brac dyzury on-call?

Jakis tydzien temu kierownik wyslal do nas maila z prosba o deklaracje, kto chce brac dyzury on-call. Po swoich doswiadczeniach z etatu i kontaktach z Indiami, zdecydowanie bardziej cenie sobie spokojny sen niz dodatkowe pieniadze. Zreszta doszlam do wniosku, ze pieniadze i tak nie beda duze, wiec po co dodatkowo zazynac sie? Polowa zespolu podziela moje zdanie, bo zglosilo sie tylko 5 osob z 11.

Dzisiaj dowiedzialam sie, ze firma placi 10% stawki godzinowej za kazda godzine pod telefonem, tygodniowo ok. 110 godzin oraz normalna stawke godzinowa za kazda wykonana prace podczas dyzuru on-call. Nawet za samo czuwanie wychodzi bardzo przyzwoita kwota, wziawszy pod uwage moja stawke godzinowa. Kazde "wezwanie" podbija zarobki. Mimo wszystko, dziekuje, pospie. Ale jak ktos jest na dorobku lub potrzebuje gotowki, to niezla metoda, by podbudowac budzet. Pieniadze zarabiaja sie nawet podczas snu ;-)

Zapowiada sie za to, ze beda jakies nadgodziny od czasu do czasu, oczywiscie realizowane z domu zdalnie. Tutaj moge rozwazyc swoj udzial, wklad wlasny niewielki, zadnych niespodzianek, a pieniadze znaczne.

piątek, 6 maja 2011

Zmiana lokalizacji pracy.

Jak wspominalam juz w marcu, gdy wyslalam swoje CV na aktualny kontrakt, to lokalizacja byla na zachod od Londynu, ale potem zmienila sie na polnoc od Londynu. Ja mieszkam w pld-zach Londynie (Greater London).

Mimo srednio dogodnej lokalizacji zdecydowalam sie wziac te prace i jakos przemeczylam sie miesiac dojezdzajac 100km w jedna strone. Od najblizszego poniedzialku bede pracowac w pierwotnie oglaszanej lokalizacji, jedyne 45km od domu (ok 45 minut jazdy samochodem). Na razie tylko tymczasowo na tydzien, ale nie bedzie problemu z zostaniem tam na stale. Czesc zespolu bedzie w biurze na polnocy, a Ci ktorzy przechodza do naszej firmy, z poprzedniego uslugodawcy, beda w biurze na zachodzie. Kontraktorzy beda musieli wymieszac sie ze "starymi" pracownikami, zeby byl lepszy przeplyw informacji i przekazywanie wiedzy.

Ostatnio troche dobijaly mnie te dlugie dojazdy, ale nie przez korki na M25, jak ktos wyrokowal, tylko korki na lokalnych drogach dojazdowych, w mojej okolicy. Zastanawialam sie nawet czy bede chciala przedluzyc kontrakt po wrzesniu. Po uslyszeniu dobrej wiadomosci od razu poczulam sie lepiej i stwierdzilam, ze w takim razie moge pracowac tak dlugo, jak bede potrzebna.

Dostalismy nowe godziny pracy od polowy maja. 2 osoby bede musialy zaczynac o 8.00 i 2 osoby zostawac do 18.00. Pozostale 8 osob bedzie pracowac od 8.30 do 17.00. Kontraktorzy nie sa zbyt szczesliwi z powodu godzinnego lunchu i beda negocjowac zmiane godzin, zeby lacznie wychodzilo 8h: 7,5h pracy i 0,5h lunchu.

Z ciekawostek: jeden kontraktor odpadl z powodu spraw rodzinnych. Nie wiem czy na razie ma wolne, czy w ogole zrezygnowal. Widzialam go w sumie tylko 2 razy i nie zdazylam z nim porozmawiac.

I tak toczy sie zywot kontraktora.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Wrazenia po pierwszym miesiacu kontraktu.

Dzisiaj byl moj ulubiony dzien - ostatni piatek miesiaca, co oznacza, ze wystawilam fakture i teraz pozostalo czekanie na przelew na konto.

Na 17 dni pracy, 8 dni pracowalam w blizszych lokalizacjach niz glowne biuro oraz czesciowo z domu. Niestety przyszle miesiace nie beda juz takie dobre, bo wizyty u klienta koncza sie. Pod koniec maja zaczynamy rowniez pracowac w systemie zmian, by swiadczyc uslugi od 8.00 do 18.00. Oczywiscie wszyscy powiedzieli, ze wola zaczynac wczesniej, wiec bedziemy mieli harmonogram zmian.

Dojazdy na polnoc nie sa tragiczne, w jedna strone wychodzi 1h 20 minut, z powrotem zwykle 1h 40 minut. Czyli lacznie 3h. Przejechalam ok. 2000km, ze srednim spalaniem wyliczonym z tankowania, lekko ponizej 8l/100km. Niestety, zeby nie bylo za latwo, na jednej z lokalnych drog beda od maja roboty gazowe i musze znalezc alternatywa trase.

Pare dni temu porownywalam to do ostatniej pracy w Polsce. Rano musialam wychodzic przed 7.00, zeby dojechac do pracy w 20 minut samochodem i bylam 40 minut za wczesnie. Wyjscie pozniej oznaczalo utkniecie w korku. Konczylam o 17.00 (godzina obowiazkowego lunchu) i bylam w domu przed 18.00. Czyli w sumie nie bylo mnie mniej wiecej tyle samo czasu w domu, co teraz. Najwieksza roznica jest oczywiscie w tym ile mi placono wtedy, a ile zarabiam teraz.

Jesli chodzi o rozwoj zawodowy, to nauczylam sie troche nowych rzeczy w tym miesiacu. Jestem tez pod wrazeniem infrastruktury informatycznej, ktora bede supportowac. Jak do tej pory, bedzie to moje najwieksze srodowisko, zbudowane wedlug zasad "best practice" z naciskiem na bezpieczenstwo. Bedzie co wpisac do CV.

Nie wiadomo jak bedzie wygladala sprawa przedluzenia kontraktu po wrzesniu, ale wydaje mi sie, ze jest szansa na kolejne 3 miesiace. Na pewno powinnismy byc potrzebni (my, 6 konktraktorow), co najmniej do pazdziernika lub listopada 2011.

A to kot firmowy, o ktorym wspominalam wczesniej. Lubi przesiadywac rano w budce dla palaczy.

czwartek, 21 kwietnia 2011

Przezorny zawsze udokumentowany.

Wydaje mi sie, ze wspomianalam juz w zeszlym roku, ze ksiegowi z agencji rekrutacyjnej/zatrudniajacej mnie, przypomnieli sobie po paru miesiacach o brakujacych Timesheets. Zdaje sie, ze w maju zaczelo im brakowac potwierdzenia mojej pracy w marcu, czy cos takiego.

Przez caly poprzedni kontrakt wysylalam Timesheets mailem do szefa, ten pisal, ze potwierdza i przesylal do ksiegowych w agencji. Jako osoba przezorna, zapisywalam te wiadomosc mailowa na swoim USB, zeby miec potem kopie na wszelki wypadek.

Dzisiaj, jak to mowia lokalni, "out of the blue", zadzwonila do mnie pani z tejze agencji i powiedziala, ze zamykaja konta ksiegowe za zeszly rok i brakuje im mojego Timesheet za jeden tydzien w pazdzierniku i czy mam jakies potwierdzenie, ze wtedy pracowalam. Odpowiedzialam, ze mam zatwierdzony Timesheet i moge go przeslac mailem. Sprawa wyjasniona w 5 minut.

Jak widac trzeba zbierac kopie wszystkiego na wszelki wypadek, bo nie wiadomo kto sie obudzi, po jakim czasie.

Na tym kontrakcie, Timesheets sa elektroniczne, wiec za bardzo nie mam co zbierac, poza mailami, ktore potwierdzaja zatwierdzenie. Ide zaraz wypelnic arkusz za ten tydzien pracy, w koncu to moja ulubiona czynnosc pod koniec tygodnia.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Payroll Plan na rok 2011/2012.

Dostalam w piatek nowy Payroll Plan czyli rozpiske na caly rok ile mam sobie placic miesiecznie netto i ile placic podatku i NI kwartalnie do HMRC. Payroll Plan jest podobny do tego z zeszlego roku czyli pensja dyrektora jest wyznaczona nieznacznie powyzej kwoty wolnej od podatku dochodowego. Dzieki temu w ciagu roku od tej pensji zaplace 6.5% podatku i NI lacznie. To lepiej niz w zeszlym roku, bo z tego co pamietam podatek i NI wynosil ok 8% rocznej pensji dyrektora.

Pensja dyrektora jest kosztem dla spolki, wiec obniza wysokosc podatku korporacyjnego. Moglabym nie placic jej w ogole, ale zalezy mi na ciaglosci skladek NI i oficjalnym zatrudnieniu.

Innym duzym kosztem dla obecnego kontraktu sa dojazdy. Szacuje, ze bede przejezdzac okolo 4000 km miesiecznie, co daje ok. 2500 mil. Mile bede zaliczac jako Business Travel i wyplacac sobie w ramach expenses po £0.45 za kazda przejechana mile. W ten sposob rosna koszty spolki, a ja dostaje nieopodatkowane pieniadze. Powyzej 10tys mil w roku podatkowym, Business Miles spadaja do £0.25 za mile.

Sumiennie zbieram kwitki za benzyne i zapisuje w arkuszu codzienny przebieg sluzbowy, zeby miec podkladke w razie gdyby HMRC chcialo mnie kontrolowac.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Pierwszy tydzien kontraktu za mna.

Pierwszy tydzien za mna, jakos go przezylam. W sumie bylam 3 razy w biurze na polnocy od Londynu i 2 razy w lokalizacjach blizszych domu. Droga do biura na polnoc wynosi do 100km (zalezy od trasy). Przejazd samochodem zajmuje ok 1h20 minut rano i powrot do 2h. Byc moze daloby rade urwac 5 minut z najkrotszego czasu, gdyby nie bylo robot drogowych na M25. Mam nadzieje, ze od przyszlego tygodnia bedzie troche luzniej, bo sa ferie szkolne, a pozniej duzo swiat.

Przy 5 dniach w tygodniu na polnocy, bede przejezdzac 1000km tygodniowo. Na razie komputer pokladowy pokazuje mi spalanie ponizej 7l/100km, co jak na typ auta jest calkiem niezlym wynikiem. Niestety w piatek wieczorem stalam w korku i spalanie troche wzroslo. Z tankowania wyszlo 7.8l/100km, co i tak jest lepszym wynikiem niz zakladalam. Koszt podrozy wynosi ok 20 funtow dziennie. Pociag kosztuje 21, bilet dzienny.

Zapisuje przejechane mile i pod koniec miesiaca rozlicze je jako wydatki - expenses.

W czwartek dostalam w koncu komputer i konto sieciowe. Wyglada na to, ze zawnioskowano o to w tygodniu przed rozpoczeciem pracy, wiec nawet sprezyli sie z dostawa. Kolega smial sie, ze bede miala japonska lampke nocna (radioaktywna), ale okazalo sie, ze dostalam uzywany komputer, ktory zreszta zostal wyprodukowany w Niemczech, nie w Japonii.

Niestety ID Pass do drzwi bedzie gotowa nie wiadomo kiedy. Moze za pare dni, moze za pare tygodni. Zrobiono mi zdjecie w budce ochrony, ale oni przesylaja zdjecia do innego dzialu, ktory potem przesyla dane do biura glownego firmy, tam drukuja karty i odsylaja z powrotem. Korporacja ... Takze radosnie spedzam sobie troche czasu czekajac przed drzwiami do open space, az ktos bedzie przechodzil i wpusci mnie.

Chwilowo praca jest srednio porywajaca, poniewaz musze przekopac sie przez tony dokumentacji. Niestety ciezko mi wysiedziec na miejscu te 7,4h. Wyliczylam sobie nawet ile kosztuje 1 minuta mojej pracy, zeby mentalnie naliczac te kwote z uplywem czasu ;-) W niektore dni jezdze na spotkania z klientem, wiec dzien jakos schodzi. Pod koniec maja powinno byc ciekawiej, bo wreszcie dorwiemy sie fizycznie do infrastruktury, po zakonczeniu okresu przejmowania i zapoznawania sie z nia.

W poniedzialek ma dojsc dwoch nowych kontraktorow. Moze jakies ciekawe postacie i bedzie troche rozrywki. Na razie trzymam sie z kontraktorem z Indii, z ktorym zaczelam prace w tym tygodniu.

Timesheets wypelniam co tydzien, natomiast fakture mam wystawiac w ostatni piatek miesiaca. Platnosc ma nastapic w 12 dni po otrzymaniu faktury. W tym miesiacu bedzie tylko 17 dni roboczych, ale zawsze cos na poczatek.

Z ciekawostek, to mamy kota firmowego. Przesiaduje czesto przy budce dla palaczy. Moze uda mi sie zrobic zdjecie przy okazji.

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Pierwszy dzien - chaos korporacyjny.

Pierwsze dni na kontrakcie rzadko naleza do efektywnych, chociaz jak pomysle o pierwszym dniu poprzedniego kontraktu, to wtedy nie bylo tak zle.

Stawilam sie do pracy punktualnie, a nawet za wczesnie. Drugi kontraktor, ktory tez dzisiaj zaczynal, przyszedl dokladnie o 9.00, bo utknal w korku. Posiedzielismy sobie troche w recepcji i wreszcie pojawil sie ktos i oznajmil, ze manager utknal w korku na M1 i spozni sie. Faktycznie spoznil sie godzine. W tym czasie porozmawialismy sobie z drugim kontraktorem, poczytalismy internet na telefonach itp.

W koncu mielismy krotkie spotkanie z managerem, pokazal nam biuro, powiedzial co bedziemy z grubsza robic, jakie sa plany na najblizsze dni. Komputerow dla nas nie ma, kont sieciowych tez, karty ID wejsciowe beda za pare dni, ale podobno ich wyrobienie dlugo trwa. Mowiac krotko, jest jak w wiekszosci korporacji, gdzie biurokracja urosla do kuriozalnych rozmiarow i na wszystko trzeba czekac. Zawsze zastanawia mnie to marnotrawstwo: placi sie kontraktorowi wysoka dniowke, nie zapewniajac mu mozliwosci pracy.

Na razie przesylaja nam dokumentacje na prywatne konta emailowe, ja korzystalam z prywatnego netbooka, dopoki bateria nie padla, a drugi kontraktor "pracowal" na telefonie. Jakos udalo sie przetrwac te 7,4h (7h 25min) i pojsc do domu.

Dowiedzialam sie, ze nie ma problemu z dostepem do parkingu dla pracownikow w biurze, gdzie bedziemy na stale. W takim razie zegnaj Victoria Line i transporcie publiczny. W czwartek przetestuje M25 i A1/M1. Jutro i pojutrze jedziemy na prezentacje do klienta, ktory jest jedyne 12 mil ode mnie.

środa, 30 marca 2011

Kontrakt zaakceptowany.

Zgodnie z zapewnieniem rekrutera, moja umowa byla gotowa w poniedzialek i dostalam dane, by zalogowac sie do internetowego portalu agencji. Czekalo na mnie az 6 dokumentow do przeczytania, przetrawienia i zaakceptowania. Po przeczytaniu wszystkich nie wiem czy moge oddychac swobodnie podczas pracy, czy jest to zgodne z procedurami klienta ;-)

Ksiegowi zapoznali sie z tymi dokumentami, by potwierdzic, ze nie "wpadne w IR35" czyli nie zostane uznana za pracownika na potrzeby podatkowe (rozliczanie przez PAYE). Dali mi zielone swiatlo na zaakceptowanie umowy.

Zgodnie z umowa, rozliczanie bedzie w systemie miesiecznym. Po wypelnieniu i akceptacji Timesheets mam wystawic fakture za dany okres. Na tej podstawie beda wyplacone pieniadze. Timesheets sa elektroniczne, faktury wystawia sie przy pomocy portalu internetowego agencji. Pierwsza wyplate powinnam zobaczyc gdzies w polowie maja. Nie spieszy mi sie z tym, bo mam wystarczajace zasoby gotowki na koncie firmowym i na zycie.

Warto dodac, ze caly proces rekrutacji i pozniejszych formalnosci nie wymagal wyjscia z domu. Interview telefoniczne, dokumentacja zalatwiona przez internet.

Nie pozostaje nic innego jak cieszyc sie ostatnimi chwilami wolnosci, a w poniedzialek stawic sie na 9.00 i zaczac zarabiac.

piątek, 25 marca 2011

Dostalam oferte pracy.

We wtorek pisalam o tym, jak powoli idzie szukanie pracy. Pare godzin po ukazaniu sie wpisu, zadzwonil do mnie rekruter, ktory "obslugiwal" moje piatkowe interview i powiedzial, ze ma dla mnie dobra wiadomosc. Klient oferuje mi prace od 4 kwietnia 2011. Niestety w tej niezbyt sprzyjajacej lokalizacji, na polnoc od Londynu.

Od zeszlego piatku mialam czas zrobic research i doszlam do wniosku, ze jakos przezyje dojazdy na polnoc, a jak bede je przeklinac, to bede przypominac sobie ile mi placa. Stawka kontraktu jest o 50% wyzsza od poprzedniej.

Oba interview, ktore mialam w tym roku byly dla konkurencyjnych firm z tej samej branzy. W obu przypadkach pomogla mi nazwa firmy, dla ktorej pracowalam w zeszlym roku. Praca, ktora mi zaoferowano bedzie dla duzej firmy outsourcingowo/konsultingowej, a moim klientem bedzie firma, dla ktorej pracowalam w zeszlym roku. Czysty zbieg okolicznosci, ze akurat aplikowalam na te oferte, a rekruter od razu wylowil, dla kogo pracowalam w przeszlosci. Nie wiem czy dostalam ekstra punkty za znajomosc infrastruktury i procedur firmy czy wystarczyla moja wiedza techniczna.

Nie znam zbyt wielu szczegolow organizacyjnych pracy poza lokalizacja i specyfikacja stanowiska. Bedzie to nowy 6 osobowy zespol zlozony z kontraktorow, wiec wszyscy bedziemy jechac na tym samym wozku.

Po potwierdzeniu przyjecia oferty wypelnilam formularz na stronie agencji rekrutacyjnej, w ktorym musialam wyspowiadac sie z adresow zamieszkania za ostatnie 5 lat i historii zatrudnienia za 3 lata. Trzeba bylo wpisac kazda przerwe w zatrudnieniu i wyjasnic co sie robilo w tym czasie. Oferta pracy jest uwarunkowana pozytywnym przejsciem przez tzw. pre-screening. Wiem, ze faktycznie sprawdzali referencje, bo jeden referent potwierdzil to.

W poniedzialek ma byc gotowy do zatwierdzenia moj kontrakt. Sprawdzilam na forum kontraktorow co pisza o tej agencji rekrutacyjnej i nie znalazlam negatywnych opini, poza tym ze czasami zdarzaja sie niekompetentni pracownicy. Tacy sa wszedzie, o czym przekonalam sie przy okazji wspolpracy z poprzednia agencja. Ci przynajmniej nie powinni zgubic moich dokumentow, bo wszystko zostalo dostarczone w formie elektronicznej i zapewne poszlo prosto do bazy.

Dzisiaj w wolnym czasie przetestowalam polaczenie transportem publicznym do potencjalnego miejsca pracy. Najgorsza czescia trasy jest przejazd linia metra Victoria. Nie przepadam za metrem, a szczegolnie tym glebokim, bo jest w nim goraco. W lecie panuje prawdziwa sauna. Eksperyment wypadl pomyslnie i mysle, ze dam rade dojezdzac codziennie. Opcja - dojazd samochodem - jeszcze nie przetestowany. Musze dowiedziec sie czy bede miala zapewnione miejsce parkingowe.

Jak dostane podpisana kopie kontraktu, to uwierze, ze cos z tego bedzie. Wtedy bede mogla napisac, ze szukanie pracy zajelo mi 6 tygodni, 31 wyslanych CV, 2 interview telefoniczne.

środa, 23 marca 2011

MCITP: Enterprise Messaging Administrator 2007.

Wedlug Microsoftu jestem Exchange 2007 Professional, wczesniej bylam tylko adminem ;-)

Wreszcie zrobilam sciezke egzaminacyjna wiodaca do tytulu wspomnianego w tytule posta. Mialam zrobic te egzaminy juz rok temu, ale tak sie zbieralam, ze nie zebralam sie. Kupilam wtedy ksiazki i zaczelam je powoli czytac, ale szlo mi delikatnie mowiac kiepsko.

Widmo szukania nowej pracy dalo mi troche motywacji i mniej wiecej od stycznia ostro uczylam sie do tych egzaminow. Pare slow o egzaminach, ktore trzeba zdac:

70-236 - podstawowy egzamin na admina. Zdanie go daje tytul MCTS: Microsoft Exchange Server 2007, Configuration. Moim zdaniem dosc szczegolowy egzamin. Duzo pytan o komendy w Powershellu i inne informacje, ktore mozna szybko sprawdzic w dokumentacji, bez potrzeby wkuwania wszystkiego i zasmiecania glowy.

70-237 - projektowanie infrastruktury Exchange'a, wspolistnienie z poprzednia wersja i innymi systemami (Novell Groupwise, Lotus Domino). Wedlug mnie w miare prosty egzamin, duzo ogolnych pytan.

70-238 - implementacja infrastruktury. Ten egzamin byl chyba najgorszy. Mnostwo kombinacji wspolistnienia systemow, laczenia firm i infrastruktur itp. Dobrze miec doswiadczenie ze starszych wersji systemow, a i to z migracji z Novella przydalo sie.

Z jakich materialow korzystalam?
Poza doswiadczeniem i wiedza historyczna, przebrnelam przez Microsoft Exchange Server 2007 Administrator's Pocket Consultant Second Edition. Dobre odswiezenie wiedzy, ale nie ma tam opisanych zbyt skomplikowanych konfiguracji, klastrow itp. Pomoglam sobie tez CBT Nuggets. W tym przypadku bylo duzo wskazowek dotyczacych egzaminu, jakie pytania moga byc i na co zwrocic uwage. Oczywiscie najlepszym zrodlem informacji jest Technet.

Nie obylo sie tez bez wirtualnej infrastruktury testowej, ktora buduje lub rozwijam przed kazda nowa sciezka egzaminacyjna. Ostatnio zrobilam modyfikacje srodowiska testowego i mam teraz wersje na VMware Esx Server i Hyper-V.

Przede mna certyfikacja z Exchange'a 2010. Czuje juz jego oddech na plecach ;-) Na poczatek zrobie pierwszy egzamin dajacy MCTS, a z projektowaniem i implementacja chyba poczekam chwile.

Moze zabrzmi to jak herezja, ale lubie zdawac egzaminy IT, bo zmusza mnie to do przebrniecia przez dokumentacje i materialy szkoleniowe. A w CV pozostaje slad, ze byc moze cos tam wiem i zadalam sobie trud, zeby podejsc do egzaminow.

Calkowity koszt egzaminow ok. 200 funtow. Jeden zdalam w Polsce i kosztowal mnie tylko 50 funtow, dwa pozostale kupilam w pakiecie promocyjnym, 15% taniej plus Second Shot dla obu. Oszczednosc 64 funty od standardowej ceny £88 x 3.

wtorek, 22 marca 2011

Siodmy tydzien szukania pracy.

Chyba slowa znajomych kontraktorow o tym, ze nie szukali pracy dluzej niz 2-3 tygodnie nie sprawdzily sie. Rok temu rozpoczelam prace po 4 tygodniach poszukiwania. W tej chwili wchodze w 7 tydzien poszukiwan z dwoma zaliczonymi interview. O jednym wspominalam we wpisie o ASAP. Od czasu wyslania pierwszego maila z CV, do uzyskania odpowiedzi zwrotnej po interview minelo 4 i pol tygodnia. Jaki rezultat? Firma zrezygnowala w ogole z zatrudnienia kontraktora i wziela sobie kogos z wewnatrz. Milo z ich strony, ze zmarnowali moj czas.

Na drugie interview tez musialam sobie poczekac, a schemat byl podobny jak w poprzednim przypadku. Wyslalam CV w poniedzialek, rozmawialam z rekruterem, powiedzial, ze wysyla CV do firmy i powinien miec odpowiedz "later in the week" czyli w tygodniu. Po paru dniach napisalam do niego, dostalam odpowiedz, ze firma ma CV, ale jeszcze ich nie przejrzala i nie dali odpowiedzi co i jak. Po tygodniu znowu napisalam do rekrutera, ale tym razem nie dostalam juz odpowiedzi, wiec zignorowalam te oferte. 2 tygodnie od wyslania CV zadzwoniil rekruter zapytac sie czy ciagle jestem zainteresowana, bo chca zrobic interview. Interview zaplanowane na piatek. Planowany wypad weekendowy szlag trafil, odwolalam zanim jeszcze zdazylam zarezerwowac.

Interview odbylo sie w ubiegly piatek, trwalo ok 15 minut. Luzna konwersacja i pare pytan technicznych. A na koniec mala niespodzianka, praca bedzie w innym miescie niz byla mowa w ogloszeniu. Rekrutuja caly nowy zespol i doszli do wniosku, ze bedzie w innym biurze niz glowne. Ta wiadomosc zbulwersowala mnie, bo lokalizacje tych dwoch biur sa lekko rozbiezne i ktos wysylajacy CV na te oferte pracy, na pewno nie spodziewal sie, ze lokalizacja na zachod od Londynu, zmieni sie na polnoc od Londynu.

Po interview rozmawialam z rekruterem, ktory tez nie wiedzial o nowej lokalizacji i byl tak samo zdziwiony. Ciekawe ilu kandydatow zrezygnuje z tego powodu? Wyniki interview "later in the week". Przy szukaniu pracy trzeba miec wiecej cierpliwosci niz przy inwestowaniu. Na wszystko sie czeka i nawet nie wiadomo jaki bedzie rezultat koncowy.

Do tej pory wyslalam 31 odpowiedzi na oferty pracy, mozna zalozyc ze kilka jest podwojnych, wiec powiedzmy, ze lacznie ok 25 aplikacji. Przekonalam sie, ze warto wysylac odpowiedz na te sama oferte oglaszana przez kilka agencji. Na przyklad na jedna z ofert wyslalam odpowiedzi do dwoch agencji. Jedna mnie zignorowala, druga uznala, ze pasuje i ta aplikacja zaskutkowala interview. Skladalam tez CV na oferte pracy "u lidera rynku w danej branzy" i jedna firma nie byla zainteresowana, a rekruter z innej sam znalazl moje CV i zaproponowal wyslanie do "lidera". Z tego na razie nic nie wyniklo, ale patrzac na ich refleks, to nic nie jest jeszcze przesadzone.

Byly tez inne zabawne sytuacje - praca od jutra, interview tego samego dnia co ogloszenie. Rozmowa z rekruterem zakonczyla sie jego pytaniem ile potrzebuje czasu, by dojechac do Green Park. Przyjal moja odpowiedz do wiadomosci i powiedzial, ze porozmawia z firma i oddzwoni do mnie. Nigdy wiecej nie odezwal sie.

W miedzyczasie ostro edukuje sie i niedlugo znowu odwiedze pania od zegarka. Usilnie szukalam innego centrum egzaminacyjnego, ale niestety nie mam duzego wyboru i farma pod Guildford jest najblizej.

czwartek, 17 marca 2011

Zakonczenie roku firmowego.

Rok finansowy firmy trwa od dnia jej zalozenia w danym miesiacu do konca tego samego miesiaca rok pozniej. Czyli jesli zalozylam firme 15 lutego 2010, to pierwszy rok finansowy bedzie od 15 lutego 2010 do 28 lutego 2011, a kazdy kolejny rok od 1 marca do 28/29 lutego nastepnego roku. Oczywiscie mozna zmienic okres roku finansowego skladajac odpowiedni formularz - wiecej informacji.

W lutym dostalam przypomnienie od ksiegowych, ze musze wypelnic formularz Annual Return na stronie Companies House. Mozna wypelnic ten formularz online i zaplacic 15 funtow, lub w formie papierowej i zaplacic 30 funtow. W formularzu potwierdza sie dane dyrektorow, sekretarza, akcjonariuszy i podzial akcji pomiedzy nimi, numer rejestracyjny firmy (incorporation number), oficjalny adres i typ firmy. Mialam czas na zlozenie tego formularza do 10 marca. Jego wypelnienie zajelo mi ok 5 minut.

Na poczatku marca ksiegowi poprosili mnie o przeslanie arkusza z budzetem mojej firmy za rok finansowy, ktory sie skonczyl oraz wyciagow bankowych firmy. Pare dni pozniej dostalam mail z tzw. draft accounts czyli wstepnym rozliczeniem firmy. Mialam zapoznac sie z tym i potwierdzic czy sie zgadzam. Ksiegowi zaproponowali mi pare odliczen, z ktorych moge skorzystac, np uzywanie domu jako biuro firmowe. 3 funty tygodniowo mozna odliczyc bez zadnych rachunkow, wiec czemu nie. Po zmianach i zatwierdzeniu rozliczenia musialam wydrukowac, podpisac i odeslac je do ksiegowych. Na tej podstawie zostanie przygotowana wersja ostateczna rozliczenia.

Przewidywana kwota podatku korporacyjnego do zaplacenia nie byla dla mnie zaskoczeniem, bo moj arkusz z budzetem zawieral odpowiednia pozycje i na biezaco wyliczal sie podatek. Termin zaplaty mam w polowie listopada, wiec jest jeszcze duzo czasu. W przypadku wczesniejszej zaplaty, HMRC nalicza odsetki, ktore potem odlicza od kolejnego rozliczenia podatku. Wiecej o tym na stronie BusinessLink. W tej chwili oprocentowanie wynosi 0.5%w skali roku, to o 0.5% lepiej niz oprocentowanie mojego konta firmowego.

Poza rozliczeniem ksiegowi przygotowuja sie do zamkniecia roku podatkowego. Dostalam zapytanie czy zgadzam sie na otrzymanie P60 mailem, ale zazyczylam sobie papierowy dokument oraz payslips za ostatnie pol roku.

Nie dostalam jeszcze propozycji Payroll Plan na kolejny rok, ale chyba zostane przy takiej samej wysokosci pensji dyrektorskiej. Po zmianach podatkow i kwoty wolnej od podatku od 6 kwietnia bede placic minimalna skladke NI i podatek.

niedziela, 27 lutego 2011

Na egzamin IT bez zegarka.

W swojej karierze zdawalam lacznie ok 15 egzaminow IT i pokrewnych, w autoryzowanych centrach egzaminacyjnych Prometric i Vue. Jednak dopiero za 15 razem zostalam zaskoczona. Otoz na ostatnim egzaminie powiedziano mi, ze musze zdjac zegarek. Bardzo mnie to zdziwilo i zaczelam sie wypytywac dlaczego i skad ten pomysl. Pani powiedziala, ze takie sa zasady Prometrica. To mnie jeszcze bardziej zaintrygowalo, bo nikt nie prosil mnie o to wczesniej. Zapytalam sie czy w takim razie 5 innych centrow egzaminacyjnych w Polsce i UK lamalo przepisy pozwalajac mi korzystac z tak waznego narzedzia jak zegarek? Pani powiedziala, ze dostali mail z Prometrica z wytycznymi na ten temat i jak chce to moge do nich zadzwonic.

Sprawdzilam strone Prometric i faktycznie jest tam informacja, ze na sale egzaminacyjna nie mozna wnosic przedmiotow osobistych, a na liscie przedmiotow jest wlasnie zegarek (wrist watch). Po niedzieli chyba zadzwonie do Prometric i zapytam sie czy tak bylo wczesniej czy to jakas zmiana.

A moze po prostu w innych centrach egzaminacyjnych nie zeszli do takiego poziomu, zeby podejrzewac, ze ktos moze sciagac lub wykorzystac w inny sposob zegarek analogowy? Rozumiem jeszcze elektroniczny, mozna cos zaprogramowac itp. Ale analogowy z tarcza? Ale skoro mozna sciagac z zegarka lub sciagnac pytania z egzaminu to cud, ze nie robia kontroli osobistej, bo przeciez w guziku mozna ukryc kamere ;-)

Sprawdzanie dokumentow przed egzaminem tez przebieglo inaczej niz zwykle. Nie chciano ode mnie dwoch ID ze zdjeciem jak do tej pory tylko ID i karte kredytowa, zeby potwierdzic moj podpis.

Inna rzecz, ktora mnie troche zbulwersowala w tym centrum egzaminacyjnym, to prosba zeby zostawic wartosciowe rzeczy osobiste i rzeczony zegarek w samochodzie. Zaraz, a gdzie specjalne szafki dla osob zdajacych egzaminy? Mam zostawic w samochodzie wszystkie wartosciowe rzeczy lacznie z portfelem i dokumentami? Osrodek niby na wsi i wiecej krow niz ludzi w okolicy, ale mimo wszystko jest to sprzeczne z moim zdrowym rozsadkiem. W koncu cale zycie uczono mnie, zeby nie zostawiac nic w samochodzie, a juz na pewno nie dokumentow czy kluczy do mieszkania.

Wybralam ten osrodek, poniewaz ten w ktorym zwykle zdawalam zniknal z listy Prometrica, a wszystkie inne byly w centralnym Londynie. Wydawalo mi sie, ze wycieczka w wiejskie okolice Surrey bedzie przyjemniejsza niz przejazd pociagiem i metrem. Musze zastanowic sie, gdzie bede zdawac nastepny egzamin, bo nie wiem czy chce zostawiac wszystko w samochodzie po raz kolejny. Jakos bardzo nie spodobala mi sie otoczka egzaminu.

To sobie ponarzekalam ;-) A tu trzeba kuc do nastepnego egzaminu.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Co naprawde znaczy ASAP?

ASAP - As Soon As Possible czyli "najszybciej jak sie da/jest mozliwe" albo po polsku po prostu szybko.

ASAP bedzie mialo inne znaczenie jesli bedziemy przegladac oferty pracy na etat, i inne jesli bedziemy przegladac oferty kontraktow. Niestety w obu przypadkach ASAP nie ma nic wspolnego z szybkoscia.

W przypadku etatu oznacza to z reguly, ze pracodawca poczeka na okres wypowiedzenia pracownika, zwykle 4 tygodnie - miesiac. I liczymy to od czasu, gdy pracownik przejdzie przez interview i dostanie oferte pracy. Czyli caly proces moze trwac nawet 2 miesiace.

Dla kontraktow ASAP oznacza niby, ze pracownik potrzebny jest na juz. Ale to "juz" moze objawiac sie na rozne sposoby. W kazdym ogloszeniu znajdziemy slowo "ASAP", ale jego znaczenie nigdy nie jest takie samo. Gdy w ogloszeniu jest napisane, ze interview juz w tym tygodniu i praca zaczyna sie od konkretnej daty, to mozna sadzic, ze rekrutacja faktycznie przebiegnie szybko, chociaz nie ma gwarancji, ze tak sie stanie. Natomiast informacja, ze pracownik jest potrzebny ASAP nie znaczy wiele.

2 tygodnie temu w poniedzialek wyslalam CV na oferte sprzed paru dni. Rekruterka odezwala sie we wtorek i powiedziala, ze wysle moje CV do firmy i powinna miec odpowiedz nastepnego dnia. Napisalam do niej pare dni pozniej, odpisala, ze ciagle czeka na odpowiedz z firmy. Po tygodniu ciszy zapomnialam o tej ofercie. Tymczasem pani rekruter zadzwonila po 2 tygodniach zapytac sie czy ciagle jestem zainteresowana, bo chca zaprosic mnie na interview. Ale .... interview dopiero w przyszlym tygodniu, bo szef jest na urlopie. ASAP ... Konktrakt mial byc na razie tylko do 1 kwietnia. Jak tak dalej beda zalatwiac sprawy w tym tempie, to nie bedzie po co zaczynac nawet ;-) Chyba, ze w miedzyczasie dostali potwierdzenie przedluzenia w nowym roku budzetowym/podatkowym.

Przypomina mi to troche rekrutacje w pewnej firmie finansowej, tylko ze to bylo na etat i jeszcze przed kryzysem 2008r. Wyslalam CV w sierpniu, we wrzesniu mialam spotkanie z rekruterka, ktora przygotowywala mnie do interview. Potem mialam rozmowe telefoniczna z szefem, ktora trwala moze z 5 minut. Data interview wlasciwego byla przesuwana pare razy, bo szef nie mial czasu, w koncu do spotkania osobistego doszlo w listopadzie. 2 i pol miesiaca rekrutacji. Po drodze zastanawialam sie czy w ogole chce tam pracowac, skoro szef nie ma czasu na interview z potencjalnym pracownikiem. Czy w takim razie mialby czas, gdybym wyslala wniosek o urlop albo miala do niego inna sprawe? Czy moze czekalabym rowniez tygodniami? Pracy nie dostalam, problem sam sie rozwiazal.

Podsumowujac: Brytyjczycy rzadko spiesza sie i trzeba brac poprawke na: ASAP, na juz, szybko.

czwartek, 10 lutego 2011

Koszty utrzymania firmy Limited.

Niezaleznie od tego czy pracuje czy nie, to ponosze koszty stale. Za pare dni musze przedluzyc ubezpieczenie od odpowiedzialnosci cywilnej. Szczesliwie dostalam oferte przedluzenia za te sama cene, co w zeszlym roku, mimo wzrostu podatku od ubezpieczen z 4% do 5%. Poza tym co miesiac ponosze koszty ksiegowosci oraz place rachunki za telefon komorkowy, ktory przerzucilam z konta prywatnego na firmowe.

Ze wzgledu na decyzje o zatrudnieniu siebie jako dyrektora, co miesiac wyplacam sobie pensje. Z tego moglabym zrezygnowac, ale chce byc oficjalnie zatrudniona i placic skladki NI, by zaliczac te lata do emerytury i do ewentualnych swidczen socjalnych.

Czyli mimo, ze nie pracuje, nic nie wplywa na konto firmy, to co miesiac cos z niego wyplywa.

wtorek, 8 lutego 2011

Rynek pracy kontraktow IT - luty 2011.

Pisalam juz pare razy, ze biore sie za szukanie pracy, ale tak na powaznie zabralam sie za to dopiero wczoraj. Wrazenia jak najbardziej pozytywne.

Najpierw przejrzalam ogloszenia z konca zeszlego tygodnia i wyslalam odpowiedzi na te bardziej interesujace, a nastepnie zaczelam sledzic nowe ogloszenia. Codziennie jest minimum 5 ofert pasujacych do mojego profilu CV i za odpowiednia stawke. W stosunku do sytuacji ze stycznia 2010, to jest bardzo dobrze. Wtedy byly dni, ze nie bylo zadnych ogloszen, a pierwsze interview udalo mi sie zaklepac dopiero po 3 tygodniach poszukiwan.

Wysylam odpowiedzi tylko na oferty, ktore interesuja mnie w 100% i wiem, ze w razie pozytywnej odpowiedzi podejme prace. Szkoda mi czasu ( i szkoda czasu innych) na wysylanie odpowiedzi na cos, co moze mi pasuje, a moze nie, a za daleko itp.

W odpowiedzi na te pare CV, ktore wyslalam, rozmawialam z dwoma rekruterami (wczoraj i dzisiaj). W obu przypadkach moje CV mialo byc przeslane do firmy i mam czekac na odzew drugiej strony.

W miedzyczasie podkuwam do interview, bo czesto lubia zapytac sie o jakies podchwytliwe rzeczy, ktorych nie uzywa sie na codzien. W koncu nie codziennie projektuje sie nowe systemy, chyba ze jest sie architektem.

Jesli ktos zastanawia sie jakie moga byc pytania techniczne na interview, z zakresu Wintel/MS, to polecam strone Daniela Petri i serie artykulow na ten temat: "Daniel Petri’s MCSE & System Administrator Job Interview Questions"

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Zaczynam szukac pracy.

Wrocilam do UK i powoli zaczynam szukac pracy. Niezbyt intensywnie, bo w weekend jade na tygodniowy wypad urlopowy. Nie zaszkodzi przejrzec ogloszenia juz teraz, bo moze uda sie zalapac na jakies rozmowy w tym tygodniu, a po urlopie isc prosto do pracy.

Znalazlam pare ofert, wyslalam CV i zobaczymy co z tego wyjdzie. Przynajmniej sa jakies interesujace ogloszenia.

Poza tym wreszcie zdalam egzamin z Exchange'a 2007, egzamin o ktorego zdawaniu pisalam pierwszy raz rok temu. Lepiej pozno niz wcale. Oficjalnie jestem MCTS: Exchange 2007. Egzamin liczy sie tez do sciezki MCITP: Enterprise Messaging Administrator. Trzeba jeszcze zdac dwa dodatkowe egzaminy z projektowania i implementacji. Mam juz materialy do tych egzaminow i postaram sie zdac je szybko, zanim zapal nie zniknie.

wtorek, 11 stycznia 2011

Nieustajace wakacje.

Jakos tak wychodzi, ze termin podjecia pracy przesuwa sie ciagle. Przez swieta nie szukalam pracy, a zaraz potem opuscilam UK i chwilowo przebywam na kontynencie. Planowany powrot dopiero pod koniec stycznia. Doszlam do wniosku, ze po powrocie do UK, najpierw pojade na urlop, a potem poszukam pracy. Obawiam sie, ze gdybym na interview powiedziala, ze zaraz po rozpoczeciu pracy chce 2 tygodnie urlopu, to nie spotkalabym sie z pozytywnym przyjeciem.

Dziura w CV powiekszy sie, chociaz bedzie miala dobre uzasadnienie - podroze :-) Nie spodziewalam sie, ze przerwa rozciagnie sie do 3 miesiecy, ale z drugiej strony jestem przygotowana finansowo.

Nie musze pisac, ze podoba mi sie ta swoboda i sam fakt, ze moge nie pracowac kilka miesiecy i nie wplywa to na budzet domowy.