poniedziałek, 5 lipca 2010

Przedluzac czy nie przedluzac obecna umowe?

Projekty ida tak "swietnie" u mojego pracodawcy, ze znowu wszystko sie rozjechalo w czasie i nie wiadomo kiedy co sie skonczy. W zwiazku z tym pojawila sie dzisiaj opcja, ze moj kontrakt moze zostac przedluzony. Nie chcialo mi sie wierzyc jak to uslyszalam i nie mam pojecia po co bylabym potrzebna przez kolejne 3 miesiace do listopada, wziawszy pod uwage, ze tej chwili prawie nic nie robie. Nie jest to oficjalna wiadomosc, wiec moze okazac sie, ze jednak pozegnaja sie ze mna.

Szef troche sie zdzwil jak uslyszal, ze moge nie chciec przedluzyc. Moje wahanie wynika z tego, ze koniec umowy wypadnie w polowie listopada i moge zostac bez pracy do lutego 2011, jak zle pojdzie. Druga sprawa jest fakt, ze szef musialby szukac kolejnego pracownika i upewnic sie, ze nastapilo przekazanie wiedzy.

Szanse znalezienia pracy w polowie listopada sa niskie, w grudniu pracodawcy i rekruterzy przechodza w stan swiatecznej hibernacji i budza sie w polowie stycznia. To prawda, ze pare lat temu wyslalam CV na oferte pracy 20 grudnia, a interview mialam 4 stycznia, ale to byl etat i akurat mialam szczescie, ze firma wygrala przetarg i potrzebowala 10 osob na juz. Trudno liczyc na podobnego farta za kazdym razem.

Zrobilam sobie symulacje budzetu firmy i wyliczylam ile zarobie w ciagu tych 3 miesiecy i jak bedzie ksztaltowala sie wtedy moja rezerwa (war chest). Sprawa wyglada kuszaco pod tym wzgledem. Dalabym rade przezyc rok bez pracy zyjac z pieniedzy w firmie. Dla porzadku spisze tutaj za i przeciw przedluzeniu umowy:

Za:
  1. Nie musze szukac nowego zlecenia
  2. Nie bede tracic czasu i pieniedzy na dojazdy
  3. Tylko 7 minut na piechote do pracy
  4. Szef jest bardzo elastyczny i pozwala mi na male nieobecnosci (lekarz, weterynarz) i placi za nie
  5. Nic nie robie w pracy, co oznacza, ze mam duzo czasu na gre na gieldzie, pisanie i nauke
  6. Wzrost rezerwy finansowej w firmie do 12 miesiecy
Przeciw:
  1. Cofanie sie w rozwoju - to jest najwiekszy argument przeciw. Mozna go zbic tym, ze bede miala czas na nauke, ale sama nauka to nie wszystko. Potrzebne jest nowe doswiadczenie. No i bedzie trzeba byc kreatywnym w CV, a potem na rozmowach ;)
  2. Moge zostac na lodzie przez 2 miesiace, zanim rynek obudzi sie w przyszlym roku. Niby mozna ten czas wykorzystac na jakis wyjazd, ale z miejsc w ktore chce jechac, tylko dwa pasuja na te pore roku.
    Z drugiej strony te 2 miesiace to nie tak duzo, zaledwie miesiac wiecej, niz moja przewidywana przerwa miedzy kontraktami.
Tak czy nie?

8 komentarzy:

  1. Piszesz ze cofasz sie w rozwoju - zwaz jednak na to ze posiadasz dzieki temu czas na rozwijanie dzialanosci pobocznej (jak np: gra na gieldzie) ktora przyniesie Ci profity juz teraz badz w niedalekiej przyszlosci. Druga sprawa jest to ze podczas tego kontraktu, jakkolwiek nie za duzo masz obecnie do zrobienia, zdobywasz formalne doswiadczenie (ze strona praktyczna realizacji tego zlecenia nie masz/mialas raczej problemu?), ktore bedziesz mogla pokazac przyszlym pracodawcom.
    A jesli chodzi o transport do pracy (ja - 3h kazdego dnia) to tez nie taka drobnostka, a czas odzyskany to czas zarobiony ;-]

    OdpowiedzUsuń
  2. tak teoretycznie to ja bym podziękował im za współpracę i znalazł coś innego. chyba nie przeszłaś na swoje po to żeby zostać zombiakiem na cieplutkim etacie tylko z nazwy będącym kontraktem? co z tego, że za 3 miesiące będziesz mieć rezerw na rok życia skoro możesz zupełnie stracić zapał do robienia czegokolwiek i ten rok uszczuplania rezerw może minąć szybciej niż byś się spodziewała, a ty nadal będziesz bez zlecenia za to z coraz większym pesymizmem spowodowanym stagnacją i przejadaniem zaskórniaków.

    to, że masz czas na czytanie, kształcenie się i granie na giełdzie nie powinno być zupełnie brane tutaj pod uwagę ponieważ to praca przynosi ci pieniądze a nie to co robisz sobie na własną rękę (zakładam, że giełda przynosi ci mniej kasy niż kontrakt oczywiście :)). na pewno fajnie jest jeśli ktoś ci płaci za to, że sobie robisz prywatne certyfikaty i inwestycje, ale raz, że to nie będzie trwało wiecznie, a dwa, że to jest niepotrzebna walka z nudą etatu, której byś nie odczuwała gdyby kontrakt wymagał zaangażowania a nie tylko miękkiego krzesła.

    założyłaś swoją firmę po to żeby samodzielnie decydować o tym kiedy pracujesz, a kiedy odpoczywasz więc działaj zgodnie z tym kierunkiem i nie pozwól innym decydować o tym kiedy będziesz mieć urlop a kiedy nie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. na moje zostaniesz i bedzie to blad.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo? Moze jakies rozwiniecie, podyskutujmy przedstawiajac argumenty, ja podalam swoje we wpisie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Może po prostu jest Ci wygodnie w obecnej pracy - blisko, bez stresu. Ja bym na Twoim miejscu chociaż przeszedł się na 2-3 rozmowy, żeby wiedzieć na czym stoję w sensie rynku pracy i jak inni postrzegają moje umiejętności.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mysle, ze od lutego nie zmienilo sie wiele w postrzeganiu moich umiejetnosci ;-) Chodzenie na rozmowy bez zamiaru podjecia pracy to strata czasu, a za czas mi placa.

    Rynek pracy dla kontraktorow zmienia sie wraz z porami roku i konkretnymi okresami. W lecie bedzie mniej ogloszen, ale to nie znaczy, ze na przyklad we wrzesniu czy pazdzierniku tez tak bedzie.

    Na razie nie mam potwierdzenia czy faktycznie beda przedluzac umowe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj, A co teraz będziesz robić, jak zrezygnujesz z pracy? Będziesz od razu szukać czegoś nowego? Robisz sobie wakacje? Jest szansa, żebyś do nich wróciła, jak będzie coś wreszcie do roboty, czy i tak musza kogoś "trzymać", na wszelki wypadek?

    OdpowiedzUsuń
  8. Urlop mam zaplanowany w sierpniu zaraz po zakonczeniu obecnej umowy. Jak sie skonczy kontrakt to poszukam nowego. Jak przedluza to posiedze i potem poszukam nowego.

    Do tej firmy nie bedzie po co wracac, nie wiem czy firma matka bedzie mnie potrzebowac, watpie.

    Po otrzymaniu kontretnej informacji bede dzialac. Na razie jestem na krotkim urlopie.

    OdpowiedzUsuń