wtorek, 9 lutego 2010

Jest nadzieja.

Wszystko wskazuje na to, ze to moj ostatni tydzien bezrobocia z wyboru. Wczoraj mialam interview przez telefon, ktore okazalo sie byc raczej "quick chat" niz interview. A dzisiaj bylam na interview w firmie. Ciekawe interview, wiekszosc czasu pan kierownik opowiadal mi jak wyglada praca na danym stanowisku. Jak juz wyczerpal temat to kontraktor, ktory odchodzi zadal mi pare pytan technicznych, potem jeszcze porozmawialismy i to tyle. Na koniec pokazano mi cala firme, wszystkie pietra i dzialy i dostalam wiecej informacji na temat dzialanosci firmy.

Pod koniec dnia pan kierownik zadzwonil powiedziec mi, ze wybrali mnie i czy na pewno chce ten kontrakt i jesli tak to przekaza informacje agentowi, ktory oficjalnie zlozy mi propozycje pracy i z ktorym bede zalatwiac formalnosci. Jak na razie nic nie dostalam, ale zakladam, ze agent mogl juz nie zdazyc przeslac szczegolowych informacji dzisiaj.

Formalnosci jako takich jest niewiele do zalatwienia. Rekruter juz w pierwszym mailu napisal mi dokladnie jakie dokumenty mam dostarczyc po otrzymaniu oferty. Potrzebny jest skan paszportu, referencje od 2 ostatnich pracodawcow i dane mojej spolku limited. Na razie nie mam spolki limited, ale jutro rano zadzwonie do firmy ksiegowej porozmawiac na ten temat i zaloze spolke. Jak dobrze pojdzie od jutra bede pania dyrektor ;)

Aha, firma jest 5 minut szybkim krokiem od mojego domu, mozna powiedziec, ze jest za rogiem, bo patrzac na mape jest ;) Tylko takim dalszym rogiem.
Nie wiem czy bije to rekord odleglosci do mojej pierwszej pracy w Polsce. W lini prostej tamta na pewno byla blizej (widzialam budynek po wyjsciu z domu), ale poniewaz trzeba bylo przejsc dookola to czas dojscia mogl byc minimalnie dluzszy.

Z pierwsza praca w UK tez mialam farta. Najpierw wybralam miejsce zamieszkania, a potem dostalam oferte pracy w tej samej dzielnicy, jakies 15 minut na piechote. Co ciekawe jezdzilam autobusem do pracy, lenistwo ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz