piątek, 15 stycznia 2010

Ostatni dzien na etacie.

Pozegnalny email wyslany, za 40 minut zbieram sie do biura glownego, skad wybieram sie na pozegnalne lunchowe piwo ze znajomymi. Potem bedzie trzeba wrocic jeszcze do biura na pare godzin i to by bylo na tyle.

Nie jest mi zal, ze odchodze z pracy. Wlasciwie to mozna powiedziec, ze nie mam zadnych uczuc. Ani ulgi, ani zalu czy radosci. Ciesze sie tylko, ze w najblizszy poniedzialek nie bede musiala rano wstawac do pracy.

Poza tym firma jak zawsze mnie zignorowala. Moj manager nawet nie ustalil nic ze mna, nie zadzwonil umowic sie na interview koncowe, ani nic. Tak wlasnie wyglada dbanie o ludzi w mojej firmie. Podobnie czulam sie przez wiekszosc czasu oprocz okresu, gdy pracowalam dla jednego klienta w jego biurze i mialam swietnego managera. Niestety on tez czesto napotykal na mur nad soba i mimo szczerych checi nie mogl wiele zrobic. Dlatego czasami mialam wrazenie, ze moglabym nie przyjsc do pracy i nikt by nawet tego nie zauwazyl.

Teraz bede kontraktorem i nie bede wnikac czy ktos dba o pracownikow czy nie. Bede wystawiac rachunek za moja prace i tyle. Nie trzeba tez wnikac w polityke firmy, jakie maja plany na przyszlosc itp. Przychodzi sie, robi co swoje i do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz