czwartek, 30 grudnia 2010

Podsumowanie 2010 roku na polu zawodowym.

W tym roku nastapilo troche zmian w mojej karierze, chociaz glowne decyzje zapadly w 2009 roku.

Podsumowanie:
  1. Zrezygowalam z pracy na etacie.
  2. Lacznie pracowalam 9 miesiecy w tym roku: 2 tygodnie koncowka etatu, 9 miesiecy kontrakt minus 2 tygodnie urlopu w srodku kontraktu. Pozostaly okres to szukanie pracy i celowe dni wolne / urlopy.
  3. Zarobilam 8% wiecej w ciagu 9 miesiecy, w porownaniu do 12 miesiecy pracy na etacie w 2009 roku.
  4. Oszczedzilam pieniadze i czas dzieki lokalizacji zlecenia - 7 minut od domu.
  5. Cofnelam sie w rozwoju technologicznym i sporo zapomnialam. Musze teraz popracowac nad przypomnieniem sobie wielu informacji.
  6. Mialam duzo czasu na zajecie sie swoimi inwestycjami.
  7. Prowadzilam zupelnie bezstresowe zycie (nie, zebym kiedykolwiek zyla w stresie ;-) )
Pozostaje zyczyc sobie, zeby kolejny rok byl jeszcze lepszy, zlecenia lepiej platne i interesujace.

piątek, 24 grudnia 2010

Swiateczny rynek pracy.

Od czas ostatniego posta dwa razy przegladalam ogloszenia. Raz pod koniec zeszlego tygodnia i wyslalam odpowiedz na 2 oferty. Drugi raz w te srode, wyslalam odpowiedz na 6 ogloszen. Jedyne odpowiedzi jakie dostalam to: "Out of Office".

Czyli tak jak przypuszczalam, nie warto zawracac sobie glowy szukaniem pracy w tym okresie. Rownie dobrze mozna przeczekac do poczatku roku, az wszyscy wroca, przebudza sie ze snu swiatecznego i wytrzezwieja.

Najblizszy tydzien moge wykorzystac na dalsza nauke i odswiezanie wiedzy.

czwartek, 16 grudnia 2010

Deja vu - znowu w punkcie wyjscia.

Zdaje sie, ze dokladnie rok temu zlozylam wypowiedzenie z etatu, bo pamietam, ze skonczylam prace 16 stycznia 2010r. Mozna powiedziec, ze znajduje sie znowu w tej samej sytuacji, szukam pracy od stycznia. Co prawda tym razem od 4 stycznia i mam lepsze zabezpieczenie finansowe, ale mam wrazenie deja vu.

Chwilowo skonczylam obijac sie po swiecie i nadszedl czas, by przejrzec ogloszenia. CV tez wypadaloby uaktualnic, zeby miec co wysylac w odpowiedzi na oferty.

Poprosze jakis kontrakt na 3-6 miesiecy, niezbyt daleko od domu, najlepiej w przeciwna strone od centrum, moze byc dojazd samochodem, oczywiscie za przyzwoita stawke. Nie obchodze swiat, ale moze Mikolaj wyslucha ;-) Mikolaj inwestycyjny sprawil sie niezle i przed czasem, wiec moze Mikolaj odpowiedzialny za kontrakty tez obdaruje mnie prezentem ;-)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Przydatnosc certyfikatow informatycznych.

Aktualizacja 18/12/02013.

Poswiecilam juz troche miejsca na tym blogu tematowi certyfikatow, ale zostalam poproszona o napisanie posta na ten temat.

Nie wiem jakie sa teraz w Polsce klimaty i jak ceni sie osoby z certyfikatami. Kiedys, gdy bylo malo takich osob, podziwiano je i uwazano za ekspertow. Teraz pewnie jest masa posiadaczy certyfikatow, a ich wartosc troche spadla.

Znaczenie certyfikatow w UK.

Moim zdaniem odpowiednie certyfikaty IT, to cos, co pozwoli na wylowienie naszego CV sposrod morza innych. Najlepiej umiescic nazwy tytulow na samym poczatku CV i jeszcze pogrubic. Same skroty czasami nie wystarczaja, bo jak rekruter nie ma rozwinietego skrotu to moze nie skojarzyc, ze to wlasnie ten specjalista, ktorego szuka.

Slyszalam w przeszlosci mnostwo argumentow przeciwko certyfikatom. Wszystkie te wypowiedzi wyszly z ust Polakow:
  1. Po co robic certyfikaty jak ja i tak to wszystko wiem?
  2. Spotkalem ludzi z certyfikatami i nic nie wiedzieli.
  3. Egzaminy sa za drogie nie stac mnie.

Ostatni raz uslyszalam to od Polaka, ktory przyjechal wlasnie do UK szukac pracy. Jak czyta moj blog, to go pozdrawiam ;) Wspominal cos o kontraktowaniu ...

Moje odpowiedzi:
  1. Jak wszystko umiesz, to latwo bedzie Ci zdac egzaminy.
  2. To byli papierowi specjalisci, zdarzaja sie niestety wszedzie, ale to nie znaczy, ze wszyscy, ktorzy zdaja egzaminy wkuwaja pytania, po to by zdobyc sam papier. Takich specjalistow latwo odsiac na rozmowie kwalifikacyjnej.
  3. Mozna robic po jednym egzaminie na miesiac - dwa. Nie trzeba od razu rozbijac banku i robic wszystkie na hura. Egzaminy kosztuja zwykle od ok 90 funtow, w zaleznosci od firmy certyfikujacej. Niestety niektore firmy wymagaja by odbyc szkolenie i zdac egzamin. Bez szkolenia nie ma certyfikatu i w tym przypadku jest to droga impreza. Tygodniowe szkolenia w UK zwykle kosztuje ok 2tys funtow.

Rodzaje certyfikatow ze wzgledu na firmy:
  1. Najpopularniejsze certyfikaty na rynku to te firmowane przez Microsoft. Pierwsze tytuly mozna uzyskac po zdaniu jednego egzaminu, kiedys nazywalo sie to MCP, teraz MCTS. Nie trzeba odbywac szkolenia by zdobyc tytul. Skoro jest to najpopularniejszy certyfikat, to wypadalo by miec jakies wyzszego szczebla i oczywiscie adekwatne do swojej sciezki kariery.
  2. Comptia - oferuje certyfikacje typu bardziej ogolnego, programowe i sprzetowe. Tytuly zdobyte przed koncem 2010 roku sa dozywotnie, te zdobyte od 1 stycznia 2011, beda wazne tylko 3 lata. Wiem, ze kiedys egzaminy Comptii mozna bylo wykorzystac w certyfikacji Microsoftu, ale nie wiem jak jest teraz. Nie wydaje mi sie, zeby te egzaminy byly szczegolnie godne uwagi. Lepiej zdobyc bardziej specjalistyczne certyfikaty konkretnych firm.
  3. VMware wprowadzil niewdawno nowa sciezke egzaminacyjna, ktora nie wymaga odbycia kursu - VMware Certified Associate (VCA). Nie wiem co warty jest ten tytul i czy jest popularny wsrod specjalistow IT i pracodawcow.  Certyfikaty wyzszego stopnia - Professional (VCP i pochodne) w dalszym ciagu  wymagaja odbycia kursu z instruktorem i zdania egzaminu. W przypadku bardziej zaawansowanych tytulow (VCAP i VCDX), trzeba zdac tylko kolejne egzaminy.
  4. Citrix nie wymaga odbycia kursow, mozna od razu zdawac egzaminy. Ostatnio znacznie powiekszyla im sie liczba sciezek certyfikacyjnych.
  5. Cisco nie wymaga odbywania kursow, ale trzeba odnawiac certyfikaty co 2 lub 3 lata, w zaleznosci od tytulu jaki zdobylismy. Cisco ma, az 8 roznych sciezek i 5 poziomow certyfikacyjnych.
  6. Oracle wymaga odbycia szkolen plus zdania egzaminow. Ilosc specjalizacji, poziomow i tytulow do zdobycia, przyprawia o bol glowy.
  7. Sprzetowe: HP, Dell, IBM, Checkpoint, 3Com, Juniper itp. Prawie kazdy producent sprzetu ma swoje certyfikaty dla specjalistow.
  8. Inne certyfikaty z oprogramowania: produkty antywirusowe, itp
  9. Certyfikaty dla project managerow i pochodne: Prince2, ITIL itp.
Jak wynika z powyzszego, mozliwosci edukacyjne sa wrecz nieskonczone. Technologie, ktore czesto lacza sie to: Microsoft, Citrix i VMware. Nie znaczy to, ze musimy byc specjalistami we wszystkich trzech tematach, mozna potraktowac Microsoft jako podstawe i dolozyc do tego Citrix lub VMware. Mozna tez zostac specjalista od wirtualizacji, ale trzeba miec pojecie o innych technologiach. Wirtualizacja weszla pod strzechy prawie kazdej firmy, wiec tytul VCP jest dosc przydatny przy szukaniu pracy.

Jesli bedziemy pracowac u partnera, ktorejs z powyzszych firm, to moze okazac sie, ze bedziemy musieli czesto odswiezac swoja wiedze i zdobywac certyfikaty z najnowszych technologi. Partnerzy musza zatrudniac okreslona liczbe osob z konkretna certyfikacja, by moc sprzedawac produkty danej firmy.

poniedziałek, 8 listopada 2010

Zalegla wyplata zaplacona.

Sprawdzilam dzis rano konto firmowe i znalazlam tam zalegla wyplate nalezna w zeszly poniedzialek i biezaca. Milo ze strony ksiegowych agencji, ze naprawili blad. Wymagalo to maila i telefonu z mojej strony, bo jakos nie odpowiedzieli w ciagu 1 dnia roboczego, tak jak obiecuje ich automatyczny mail. Spodziewam sie jeszcze platnosci za 2 ostatnie tygodnie pracy i konto firmowe zapadnie w sen zimowy, beda juz tylko same wyplaty.

Nie pamietam czy pisalam juz o tym, ale po zakonczeniu tego zlecenia, beda miala na koncie firmowym rezerwe na rok zycia bez pracy (po uwzglednieniu wszystkich kosztow i naleznych podatkow). W zwiazku z tym nie musze stresowac sie, gdybym nie mogla znalezc pracy w styczniu. Moge pozwolic sobie na dluzsza przerwe i poswiecic troche czasu dla siebie.

poniedziałek, 1 listopada 2010

Skutki zamieszania z umowa.

Co by mi sie nie nudzilo w ostatnim okresie pracy, agencja nie zaplacila mi za ubiegly tydzien. Dokladniej chodzi o 18-22 pazdziernika. Nie dostalam tez faktury z ich automatycznego systemu. Obstawiam, ze to skutek wczesniejszego zamieszania z umowa. Moze wedlug nich juz nie pracuje? ;-)

Na razie podeszlam do sprawy na spokojnie i wyslalam maila z zapytaniem co sie dzieje. Nie spodziewam sie odpowiedzi wczesniej niz jutro.

Gdy bede konczyc prace, to skopiuje sobie wszystkie maile do archiwum w pliku, zeby potem nie bujac sie z ksiegowymi agencji, jak dojda do wniosku, ze brakuje im timesheeta sprzed kilku miesiecy. No i chce miec pewnosc, ze nie bedzie zadnych problemow z platnoscia za ostatnie tygodnie.

czwartek, 21 października 2010

Przepisanie telefonu na firme.

Dzisiaj opowiastka o dalszych perypetiach zwiazanych z firma. W zwiazku z planowanym kupnem nowego telefonu komorkowego na firme, postanowilam przepisac swoj numer na spolke limited, by wliczyc to w koszty. Jeden telefon na pracownika nie podlega opodatkowaniu w ramach "benefits in kind", o czym pisalam pare dni temu.

Teoretycznie powinnam wykonac prosta operacje - przepisac telefon z prywatnego konta na biznesowe. Niestety akurat moj numer telefonu byl na meza (jego na mnie), wiec najpierw musialam przepisac telefon na siebie na prywatne konto. Zajelo to okolo 3 dni. Najpierw zadzwonilam do call centre, ale nie bylam zadowolona z uzyskanych informacji i potwierdzilam, ze w salonie moga to zrobic. W salonie sprzedawca stwierdzil, ze trzeba zadzwonic do call centre, bo on nic nie moze. Zaczal tam dzwonic w moim imieniu i okazalo sie, ze jednak moze cos zrobic. Po paru dniach dostalam dokumenty potwierdzajace zmiane wlasciciela numeru, zadzwonilam pod podany numer i transakcja przeszla.

Od razu powiedzialam, ze chce przepisac ten numer na firme. Uslyszalam, ze nie moge przepisac telefonu przez 6 miesiecy. Wiec znowu tlumacze, ze warunkiem przepisania numeru na firme, bylo przepisanie go najpierw na moje nazwisko. Przelaczyli mnie do biznesu, gdzie powiedziano, ze nie ma problemu, prosze wyslac faksem dane firmy, zrobimy to. Potrzebny byl Incorporation Certificate i wyciag z konta firmowego. Bylo to w czwartek. W piatek wyslalam fax, w sobote zadzwonil do mnie ktos z call centre (z Indii?), ze sprawa zalatwiona. Niestety okazalo sie, ze zamiast przepisac tylko moj numer, cale moje konto zostalo przeniesione do biznesu. Nie dalo sie tego odkrecic w sobote i musialam czekac do poniedzialku.

W poniedzialek pan z biznesu odkrecil sprawe. Jednak za kazdym razem, gdy numery byly przesuwane miedzy kontami, byla wystawiana nowa faktura za uslugi. Tym sposobem na kazdej fakturze byla oplata za abonament miesiac do przodu mimo, ze numery znikaly zaraz potem. Doczekalam sie juz 2 faktur korygujacych wystawionych z automatu na kontach prywatnych. Czekam teraz na fakture korygujaca na koncie biznesowym. Czuje, ze wyjde na tym wszystkim jak Zablocki na mydle.

Tymczasem telefon, ktory chcialam kupic jeszcze nie pojawil sie na rynku z powodu jakiegos opoznienia. Akurat do czasu jak wejdzie do sprzedazy, sprawy abonamentow wyjasnia sie do konca.

Wziawszy pod uwage, ze cala operacja kosztowala mnie 15 minutowa wizyte w salonie sieci i jakies 10 minut na telefonie do call centre, to nie bylo tak zle. Nie musialam dostarczac tony papierow, zeby udowodnic kim jestem. I trafilam na samych tubylcow, oprocz pani z Indii, ktora zadzwonila do mnie.

wtorek, 19 października 2010

C*ck up, f*ck up or whatever you call it.

Wczoraj byla mala wpadka, a wlasciwie wpadka miala miejsce w lipcu, ale wyplynela dopiero w poniedzialek.

Zadzwonil do mnie moj agent-rekruter zapytac sie co porabiam i czy ciagle jestem on-site u klienta. Spokojnie mowie mu, ze tak, ze bede szukac nowej pracy za miesiac itp. Dzwoni godzine pozniej i mowi mi, ze w moim kontrakcie data koncowa jest 12 pazdziernika, a dzisiaj jest 18 i czy podpisalam przedluzenie umowy w takim razie. Chwila konsternacji. Mowie mu, ze w kontrakcie powinnien byc 12 listopada, nie pazdziernika i sprawdze w domu. Oczywiscie jesli on mial w swojej kopi pazdziernik, to ja nie moglam miec listopada.

Sprawdzilam w czasie lunchu, fucktycznie, pracuje od 4 dni za darmo ;) Zaczelo sie odkrecanie sprawy. Napisalam maila do szefa szefa, ktory zajal sie sprawa i okazalo sie, ze w umowie byla zla data i nikt z nas tego nie zauwazyl. Ani pracodawca, ani rekruter, ani ja. Nie wiem czy to pocieszajace, ze nie tylko ja nie umiem czytac. Wolalabym byc ta osoba, ktora to zauwazyla, a nie podpisala jak owieczka i zyla w blogiej nieswiadomosci.

Niespodziewane wakacje zazegnane i moge dalej wykonywac swoja ciezka prace ;)

Jak sie zastanowic to agent byl lepszy niz ksiegowi z jego firmy. Ci potrafia zadzwonic i powiedziec, ze nie maja mojego timesheet'u sprzed paru miesiecy i czy moglabym im wyslac kopie. Oczywiscie zawsze jak moj szef zatwierdza timesheet to kopia idzie do nich. Nie wiem co robia z tymi mailami. Aha, placa mi bez problemu, tylko budza sie po paru miesiacach, ze podkladki im brakuje.

Timesheet - arkusz, w ktorym wpisuje ile dni przepracowalam w danym tygodniu. Wypelniam w kazdy piatek.

poniedziałek, 18 października 2010

Benefits in kind - benefity otrzymywane od pracodawcy.

Benefits in kind to benefity otrzymywane od pracodawcy, ktore nie sa uwzglednione w pensji, np: sluzbowy samochod, telefon, darmowe posilki w pracy itp. Czesc z tych benefitow jest wolna od podatku, reszta opadodatkowana jak dochod.

Niektore benefity wolne od podatku:
  • wplaty do systemu emerytalnego pracownika (okreslone kryteria do spelnienia)
  • parking w miejscu pracy
  • opieka dla dziecka lub vouchery do £55 tygodniowo
  • odszkodowanie/odprawa do £30,000
  • vouchery na lunch do 15p dziennie
  • kantyna i posilki dostepne dla wszystkich pracownikow
  • osrodek sportowy/silownia dostepna dla wszystkich pracownikow
  • koszyt przeprowadzki pracownika, zwiazane z praca
  • nagrody za dluga prace
  • uzytkowanie samochodu sluzbowego z puli samochodow
  • uzytkowanie telefonu sluzbowego - jeden na pracownika
  • preferencyjne systemy akcji dla pracownikow
  • uzycie rowerow i sprzetu zwiazanego z bezpieczenstwem rowerzysty na podroze miedzy praca a domem
  • autubus dowozacy pracownikow miedzy praca a domem
  • imprezy do kwoty £150 za pracownika
  • platnosc za wydatki pracownika, gdy pracuje z domu, do £3 tygodniowo
  • koszty szkolen
Warto przyjrzec sie liscie tych benefitow i pomyslec z czego mozemy skorzystac, by przerzucic czesc kosztow na firme i obnizyc corporation tax.

Wplaty bezposrednio do systemu emerytalnego to bardzo dobra metoda by zaoszczedzic na podatkach. Pieniadze ida prosto z firmy, pracownik nie placi zadnego podatku.

Na stronie Advice Guide jest pelna lista benefitow i wiecej informacji na ten temat.

piątek, 15 października 2010

4 tygodnie - wsteczne odliczanie.

Nie moge doczekac sie konca kontraktu. Zostaly jeszcze 4 tygodnie. Ostatniego dnia wychodze, ide do domu, a potem jade na lotnisko, na urlop. 4h po wyjsciu z pracy powinnam byc juz w powietrzu :-)

Mialam rozne koncepcje co bede robic po tym zleceniu. Mialam skoczyc na urlop i szukac czegos nowego. Byla opcja wypadu na cieple wyspy itp. Na razie stanelo na tym, ze jade na dwa urlopy, a potem porelaksuje sie na miejscu, w UK. Lubie nic nie robic, pokrecic sie po malowniczej okolicy samochodem itp. Mam w planach plenery fotograficzne i przejscie szlakami w Surrey. Oczywiscie przy zalozeniu, ze pogoda na to pozwoli. Ale nawet pozna jesienia zdarzaja sie ladne dni.

Szukanie nowego zlecenia zaraz po powrocie z wypadow urlopowych odpadlo z tego wzgledu, ze zbytnio przypominaloby to prace na etacie: praca, urlop, praca. W koncu mialam pracowac tylko 9 miesiecy w roku, wiec trzeba trzymac sie tego :-)

Jak wpadnie jakas praca przed swietami to ok, ale nie bede szukac jej na sile. Dostaje sporo ofert mailem, wiec cos tam moze trafic sie. Zabiore sie za powazne szukanie od stycznia, gdy rekruterzy obudza sie ze snu swiateczno-noworocznego.

środa, 6 października 2010

Limited company, a dane osobowe dyrektora.

Rejestrujac spolke limited musimy podac oficjalny adres, pod ktorym bedzie zarejestrowana. Jesli podamy nasz adres domowy, to kazdy bedzie mogl go sprawdzic na stronie Companies House lub kazdej innej pobierajacej dane stamtad. By tego uniknac, najlepiej kupic usluge w firmie oferujacej "registered address" lub "registered office" dla naszej spolki. Korzystajac z "virtual office" mozemy rowniez zyskac prestizowy adres w centrum Londynu czy dowolnej innej lokalizacji, jesli komus na tym zalezy.

Niestety nawet jesli nie zarejestrujemy spolki pod naszym adresem domowym, to ciagle moze on wyplynac do wiadomosci publicznej, poniewaz trzeba podac adres dyrektora. Od pazdziernika 2009 zmienily sie przepisy i adresy domowe nowych dyrektorow sa ukryte, ale ciagle jest widoczny tzw. "service address". W linku informacja na stronie Companies House na temat service address. Wynika z niej, ze moze to byc adres rejestracji spolki lub dowolny inny adres, gdzie bedzie dostarczana korespondencja.

Jesli chcemy uniknac podawania prywatnego adresu, najlepszym wyjsciem bedzie skorzystanie z uslugi wirtualnego biura. Uslugi takie zaczynaja sie od £60 funtow miesiecznie. Sa roznego rodzaju pakiety, poczte mozna odbierac osobiscie lub zamowic przekierowanie na dowolny adres. Mozna to polaczyc z "wynajmem" adresu rejestracji firmy, a czasami nawet z usluga ksiegowa.

Informacja, ktorej nie da sie ukryc, to data urodzenia dyrektora. Bedzie ona widoczna na "directors's report", ktory jest dostepny nawet od £1.

Eliminacja czesci naszych danych z publicznej domeny zaoszczedzi nam ewentualnych nieprzyjemnosci zwiazanych z kradzieza tozsamosci, fraudem oraz wyeliminuje zbedna korespondencje z reklamami.

środa, 29 września 2010

Analiza potencjalnych lokalizacji dla nastepnego kontraktu.

Przejrzalam dzisiaj ogloszenia o prace, jak to ostatnio czesto robie, by zorientowac sie co tam na rynku, ile ogloszen, ile placa itp.

Znalazlam ciekawa i dobrze platna oferte w Southampton. Z ciekawosci postanowilam przeanalizowac jakie lokalizacje i koszty brac pod uwage przy szukaniu pracy na powaznie w listopadzie.

Glowne kryteria przy takiej analizie:
-Ile czasu jestesmy gotowi poswiecic na podroz?
-Jaka kwota zrownowazy koniecznosc dluzszych podrozy?
-Czy cenimy sobie bardziej pieniadze czy nasz czas w domu, z rodzina, spedzany na hobby?

Zrobilam rozpiske wiekszych miejscowosci z mojej strony Londynu (rejony M3 i M25), sprawdzilam czasy dojazdu pociagiem, samochodem i koszty dla obu opcji.

Dla mniejszych odleglosci podroz samochodem wyszla taniej, czasy podobne, auto nie zuzywa sie za bardzo przy niewielkich przebiegach.

Dojazd oboma srodkami transportu mozna potraktowac jako koszty i odliczac co miesiac. Za pierwsze 10tys mil przejechanych w roku, mozna odlicza po 40pensow, za kolejne po 25p. Jest to bardziej korzystne niz odlaczanie biletow na pociag.

Na dalsze dystanse (typu Southampton) koszt przejazdow pociagiem i komfort jazdy wychodzi korzystniej. W koncu nie trzeba siedziec za kierownica 1,5h czy stac w korku co przedluzy jeszcze przejazd. Brytyjskie pociagi sa na tyle wygodne, ze mozna spokojnie popracowac, poczytac na komputerze lub porobic cos rownie produktywnego.

Oczywiscie przy takich odleglosciach mozna zrobic niezla ilosc mil samochodem i potem wliczyc to w koszta co moze byc dosc korzystne finansowo. Tylko czy ktos chce robic 3tys mil miesiecznie na same dojazdy do pracy? Trzeba doliczyc przyszle koszty eksploatacji auta i spadek jego wartosci w zwiazku z wiekszym przebiegiem. Od razu dodam, ze za przecietny przebieg roczny uwaza sie przejazd 12tys mil.

Jest tez pare miejscowosci, do ktorych mam dojazd tylko samochodem, bo kilka przesiadek i tulanie sie pociagiem nie wchodzi w gre. Na szczescie te sa relatywnie blisko i dojazd wychodzi przyzwoicie pod wzgledem czasowym i milowym.

Teraz sedno sprawy: ile jestem w stanie czasu poswiecic na dojazd do pracy i za ile? Za przecietny czas dojazdu uwazam 1h podrozy "door to door". 1,5h byloby juz dla mnie ciezszym przezyciem, chyba ze dojazd nie bylby zbyt skomplikowany. Pamietam jak bardzo nie lubilam dojazdow na Canary Wharf, ktore zajmowaly mi ponad 1h.

Jesli jednak dojazd mial zajac mi 1,5h to ile pieniedzy bym chciala za to?

Dla osob zdesperowanych lub bez wiekszych zobowiazan lokalizacyjnych w gre wchodzi praca w zupelnie innej miejscowosci. Sporo osob mieszka z rodzina i wynajmuje pokoj lub zatrzymuje sie w hotelu w srodku tygodnia zupelnie gdzie indziej. Taka opcja jest rowniez do rozwazenia w moim przypadku, ale tutaj stawka musialaby byc jeszcze wyzsza niz za dojazdy 1,5h ;)

Na razie na liscie lokalizacji, oprocz Londynu, mam: Woking, Guildford, Basingstoke, Slough, Reading, Staines, Maidenhead, Gatwick i ostatecznie Winchester i Southampton. Biore tez pod uwage lokalizacje w rejonach M3/M25 i bliski Kent. Mam nadzieje, ze tak szeroki wachlarz opcji pozwoli mi znalezc nastepne zlecenie dosc szybko.

czwartek, 16 września 2010

Dlugosc kontraktow.

Z zalozenia kontraktor jest potrzebny do wykonania konkretnej pracy i standardowe umowy sa na 3-6 miesiecy, w zaleznosci od zapotrzebowania.

Zdarzaja sie jednak krotsze kontrakty, szczegolnie na jakies szybkie wdrozenia, gdy potrzebna jest "sila robocza", wtedy kontrakt moze byc na 4 tygodnie - 1 miesiac. Przed chwila znalazlam kontrakt na 1 tydzien. Troche mnie to rozbawilo, bo zakres prac opisany w ogloszeniu wyglada na miesiac roboty.

Na razie najkrotszy kontrakt o jakims slyszalam to 1 dzien pracy, ale za to jak dobrze platnej ;) Znajomy dostal zlecenie rozebrania sprzetu w sewerowni, w weekend, 12h pracy. Oplacalo mu sie przyleciec z Polski na weekend, wynajac samochod i zrealizowac zlecenie. Sadze, ze koszty nie wyniosly wiecej niz 30% wynagrodzenia. Moglabym robic 2-3 takie zlecenia w miesiacu, koszty mialabym nizsze niz kolega ;)

Przeciwnoscia krotkich zlecen sa wieloletnie kontrakty, przedluzane co 6-12 miesiecy. Czytalam o rekordzistach pracujacych po 10 lat w jednym miejscu. Tylko czy to jest kontraktowanie czy siedzenie na cieplej posadce jak "permie" (permanent - etatowiec)? Zaleta jest wyzsza placa niz na etacie, ale w razie zakonczenia wspolpracy mozna przezyc szok rynkowy.

Dla mnie optymalne wydaja sie zlecenia 3-6 miesieczne. Po dluzszym okresie zaczynam sie nudzic. Musze miec date koncowa, swiadomosc ze juz niedlugo bede szukac czegos nowego, pojade na urlop itp. Najlepiej byloby pracowac 6 miesiecy w zimie i podrozowac przez pozostala czesc roku po zimnych krajach.

Przegladam ogloszenia, by zorientowac sie co dzieje sie na rynku, ale jeszcze 2 miesiace do czasu, gdy wystawie swoje CV. Na razie widze, ze liczba ogloszen jest coraz mniejsza. Sprawdzam co kilka wieczorow ile ukazalo sie nowych ofert w ciagu dnia.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Jak szukac pracy z Polski.

Nie pamietam ile razy odpowiadalam na pytanie jak znalezc prace z Polski, wiec moze czas napisac o tym artykul i nie marnowac czasu na kolejne odpowiedzi na maile.

Zwykle pisalam o tym jak znalezc prace na etat, tym razem skupie sie tylko na kontraktach. Chociaz wiekszosc elementow szukania pracy jest taka sama.

Skuteczne poszukiwanie nalezaloby zaczac od przygotowania solidnego CV w angielskich standardach. Wiekszosc stron z ogloszeniami o prace ma przyklady takiego CV. Najwazniejsze punkty to:
  1. kolejnosc poszczegolnych elementow:
    • na poczatku wypadaloby umiescic krotki profil nas jako pracownika - 1-2 zdania wystarczy
    • nastepnie nasze umiejetnosci (skills), certyfikaty mozna nawet pogrubic, zeby rzucaly sie od razu w oczy
    • ponizej zamieszczamy historie kariery - nazwy firm lub profil dzialalnosci, jesli nie chcemy podawac nazw. Jednak w przypadku znanych korporacji, nazwy zrobia lepsze wrazenie. Dobrze jest podac nazwe stanowiska i skrotowy zakres obowiazkow
    • dalej mozna umiescic informacje o edukacji i szkoleniach/kursach
    • na koncu mozna dodac informacje o prawie jazdy, jesli uwazamy, ze ma to znaczenie. Jesli ktos ma kat.B, to najlepiej napisac "full driving licence". Kategorie zawodowe okresla sie innymi nazwami.
    • mozna dopisac hobby jesli uwazamy, ze ma to znaczenie, jest powiazane z nasza kariera czy pokazuje jacy jestesmy w czyms wspaniali.
  2. nie wpisuje sie do CV daty urodzenia, stanu cywilnego, ani innych osobistych informacji
  3. warto dopasowywac CV pod konkretne oferty pracy, mozna uzyc roznych zwrotow z ogloszen
Dwie kluczowe sprawy, ktore moga nas przekreslic lub pomoc nam. Jesli wpiszemy w CV polski numer telefonu i adres, to automatycznie jestesmy obcokrajowcami i spada szansa, ze rekruter zadzwoni do nas. Po co mialby zawracac sobie glowe kims, kto mieszka gdzies w Europie i nie bedzie mogl podjac pracy natychmiast. Jedyny wyjatek to bardzo poszukiwane kwalifikacje i brak specjalistow tego typu na lokalnym rynku.
Dlatego, by zwiekszyc nasze szanse, najlepiej by bylo wykupic w Skype lub u innego operatora, angielski (londynski) numer telefonu. To zwieksza nasze szanse, ze rekruter zadzwoni, a moze nawet nie zauwazy, ze adres jest z Polski.

Mozna pozyczyc sobie adres od jakis znajomych w UK, ale to z kolei oznacza, ze rekruter bedzie uwazal, ze jestesmy na miejscu i bedzie oczekiwal przybycia na interview w krotkim czasie. Opcjonalnie mozna poprosic o pierwsze interview telefoniczne, jesli nie zostanie nam zaproponowane. Wtedy zorientujemy sie czy w ogole jestesmy zainteresowani danym stanowiskiem czy nie.

Kolejna metoda na zwiekszenie naszych szans, to dzwonienie do kazdego rekrutera po wyslaniu CV, powiedzmy po pol godziny. W ten sposob zmusimy go, by wygrzebal nasze CV z maila, przejrzal je, omowil z nami i przeslal dalej. Moj znajomy tak zawsze robi i wydaje sie to byc skuteczna metoda.

W przypadku etatow rekrutacja trwa pare tygodni, jest czas na to by umowic sie na konkretny termin i przyleciec na rozmowe, ale przy kontraktach wszystko dzieje sie bardzo szybko. Od ogloszenia do rozpoczecia pracy moze byc tydzien lub nawet mniej i wtedy liczy sie mozliwosc przybycia na interview nawet nastepnego dnia.

Nie wiem jakie sa szanse znalezienie pracy tylko po telefonicznym interview. W przeszlosci trzech moich znajomych znalazlo tak prace. Od interview - pozytywnej odpowiedzi w sprawie oferty, mieli zwykle kilka dni, by zwinac manatki i pojawic sie od poniedzialku w pracy.
Jeden z nich lata teraz na interview z Polski za kazdym razem, zwykle nie wiecej niz 2-3 razy przed kazdym kontraktem.

Jesli ktos pracuje na etat w Polsce i nie ma wyrozumialego szefa, to sa bardzo male szanse, ze bedzie mogl doslownie z dnia na dzien podjac prace w UK.

Jest pewien trick do zastosowania przez mlodych ojcow. Otoz jesli zona nie ma urlopu wychowawczego, to maz moze go wziac i pracodawca nie moze odmowic. Tak zrobili dwaj znajomi, jeden z nich to wymyslil, drugi powtorzyl manewr. Oczywiscie dziala to rowniez w przypadku kobiet, ale szczerze mowiac, nie spotkalam jeszcze zadnej pani - kontraktowiec z Polski i nie widzialam tego w akcji.

Rynek pracy ma swoje sezonowe upadki i wzloty. Kiedys warto bylo szukac pracy od nowego roku podatkowego (kwiecien), bo otwieraly sie nowe budzety i etaty. Projekty trwaja przez caly rok i zaczynaja sie w roznych okresach. Rynek lekko przymiera w czasie wakacji (od polowy lipca do wrzesnia) i od polowy listopada do polowy stycznia. Pod koniec listopada mysli sie raczej o Christmas Parties, w czasie swiat niewiele sie dzieje, a potem potrzeba jeszcze z tydzien - dwa, by wszyscy powracali z urlopow i zaczeli pracowac.

Nie trzeba sie martwic o forme rozliczania z pracodawca - agencja. Mozna od razu po przyjezdzie zapisac sie do firmy typu umbrella, ktora bedzie nas obslugiwac i pobierac za to prowizje rzedu paru procent zarobkow lub mozna zalozyc wlasna spolke limited. Zalozenie spolki trwa 3h i robi sie to przez internet. Platnosci dla kontraktorow i tak sa opoznione o pare tygodni na poczatku. Zwykle jest to opoznienie 3-4 tygodnie, a potem platnosci sa co tydzien lub co miesiac. Trzeba to uwzglednic w kalkulacjach domowych finansow, zeby nie okazalo sie, ze nia ma za co zyc na poczatku. Bez oszczednosci nie obedzie sie.

Dla wczucia sie w system pracy kontraktorow, porad i podlapania troche slangowego slownictwa, polecam forum http://forums.contractoruk.com/.

środa, 25 sierpnia 2010

Nowa promocja Prometric na egzaminy Microsoftu.

Dostalam w zeszlym tygodniu maila z nowa promocja Prometric. Tym razem nie ma juz darmowego "second shot" czyli szansy na ponownie zdawanie egzaminu, ale mozna kupic "scond shot" za 15% ceny normalnego egzaminu. Druga opcja to wykupienie pakietu egzaminow 2 do 5, wtedy otrzymujemy znizke 15% lub 20% i "second shot".

Oferta jest wazna do 30 czerwca 2011r czyli pozostalo jeszcze 10 miesiecy.

Pelna informacja na stronie Prometric.

Ja skusze sie na pakiety po 2 egzaminy, mysle ze to optymalna opcja. Dostane 15% znizki i "second shot". Nigdy nie musialam korzystac z powtorki, ale skoro daja to wezme na wszelki wypadek. Egzaminy kosztuja 88 funtow, wiec oszczedze £13.2 na jednym. Moze to i niewiele, ale na dwupaku wychodzi £26.4, a to juz pol baku benzyny do mojego pojazdu. Oczywiscie wpisze to do kosztow firmy i odbiore sobie w ramach wydatkow (expenses), co da mi kolejne pare funtow oszczednosci.

W tym kwartale moja uwaga skupi sie na przygotowaniu do nastepnego kontraktu, wiec trzeba przylozyc sie do nauki.

czwartek, 12 sierpnia 2010

6 miesiecy minelo jak z bicza strzelil.

Jutro konczy sie drugi, 3 miesieczny blok mojego kontraktu. 6 miesiecy "ciezkiej" pracy uplynelo bardzo szybko. Jestem zadowolona z wyboru zlecenia, mimo ze nie ucze sie nic nowego. Wygoda zwiazana z lokalizacja, brak koniecznosci dojezdzania do centrum Londynu i godziny pracy wynagradzaja mi to.

Wczoraj jechalam goraca linia metra Victoria i blogoslawilam swoj kontrakt za lokalizacje. Nie zosze niektorych lini metra, jest w nich zawsze goraco, a w godzinach szczytu jeszcze tloczno.

Wyglada na to, ze zrealizuje swoj wstepny pomysl z pierwszego postu na tym blogu, by pracowac 9 miesiecy w roku i zarabiac wiecej niz na etacie w ciagu roku. Nastepny punkt do realizacji to znalezienie kontraktu za 25% wiecej niz ten. Ale to zadanie na koniec roku lub na poczatek przyszlego.

By zupelnie nie wypasc z obiegu technicznego, czytam na biezaco blogi i rozne artykuly. I tak przed szukaniem nastepnego zlecenia czeka mnie szybka powtorka najwazniejszych zagadnien.

W sobote jade na urlop, a za tydzien rozpoczynam ostatni (miejmy nadzieje), 3 miesieczny blok. Nie moge doczekac sie nastepnego urlopu w listopadzie.

piątek, 30 lipca 2010

Powolnosc korporacyjna.

Zostalam dzisiaj zmuszona do kontaktu z Helpdeskiem korporacji, ktora mnie zatrudnia. Spedzilam 15 minut sluchajac muzyki, a potem rozmawialam z pania z Portugalii, ktora powiedziala, ze nie moze mi pomoc. Przekonalam ja, ze musi mi pomoc. Dzwonilam w imieniu firmy trzeciej, z ktora Helpdesk w ogole nie chce rozmawiac.

Teraz juz rozumiem dlaczego wszystko dziala tak powoli w tej firmie. Musze powiedziec, ze to chyba jest najbardziej chaotyczna organizacja w jakiej pracowalam. Sprawdzilam, ze zatrudniaja 15tys pracownikow w UK. Moja poprzednia firma miala ok 8tys w UK i 90tys na calym swiecie. Rzadko dzwonilam do Helpdesku, ale telefon byl odbierany przez zywa osobe w ciagu 30 sekund. Na dodatek Polacy po drugiej stronie sluchawki chcieli mi pomoc nawet jak za bardzo nie mogli.

Ciezko jest byc uzytkownikiem (userem) w dzisiejszych czasach. Wiekszosc IT jest utrzymywana przez firmy zewnetrzne - outsourcing. Uzytkownik musi najpierw nawisiec sie na telefonie, a potem czekac, az ktos rozwiaze jego problem zgodnie z SLA (service level agreement), co czasami moze trwac nawet do 2 tygodni. Kiedys przychodzil pan Ziutek z Helpdesku lub dzwonilo sie bezposrednio do pana Kazia od sieci czy firewalli i problem byl rozwiazywany od reki.

Projekt nie posunal sie w ciagu ostatnich paru tygodni do przodu. Firma matka wycofala sie z wczesniejszych ustalen i nie ma zadnych konkretnych terminow. Ciesze sie, ze nie jestem klientem swojego pracodawcy, bo musialabym przeniesc sie do innej firmy, po tym co tu widze ;)

Najlepsze jest jednak to, ze nie trzeba identyfikowac sie z pracodawca, bo to tylko kontrakt. Konczy sie prace i do widzenia. Nie trzeba bawic sie w te cala polityke korporacyjna.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Przedluzenie umowy potwierdzone.

Wrocilam do pracy po krotkiej nieobecnosci i zastalam w skrzynce pocztowej maila od szefa. W mailu lista, kiedy planuje wziac urlopy w sierpniu i we wrzesniu, z dopiskiem: "pod warunkiem, ze bedziesz mogla zastapic mnie w tym czasie" czyli pod warunkiem przedluzenia umowy. Zapytalam sie go wiec, czy juz cos wie na ten temat. On zapytal sie swojego szefa, ktory siedzi obok, a ten potwierdzil, ze moja umowa bedzie przedluzona.

Czyli po dacie zakonczenia obecnej umowy wybieram sie na tygodniowy urlop i wracam do pracy na kolejne 3 miesiace. W takim razie moge zaplanowac urlop na listopad, dwa tygodnie pozniej niz pierwotnie planowalam. Nie tak zle. Widmo dojazdow do pracy zazegnane na chwile. Za to czeka mnie duzo pracy na wirtualnych maszynach i czytania, by podtrzymywac przy zyciu moja wiedze i umiejetnosci.

Wyglada na to, ze nie bedzie o czym pisac na blogu.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Przedluzac czy nie przedluzac obecna umowe?

Projekty ida tak "swietnie" u mojego pracodawcy, ze znowu wszystko sie rozjechalo w czasie i nie wiadomo kiedy co sie skonczy. W zwiazku z tym pojawila sie dzisiaj opcja, ze moj kontrakt moze zostac przedluzony. Nie chcialo mi sie wierzyc jak to uslyszalam i nie mam pojecia po co bylabym potrzebna przez kolejne 3 miesiace do listopada, wziawszy pod uwage, ze tej chwili prawie nic nie robie. Nie jest to oficjalna wiadomosc, wiec moze okazac sie, ze jednak pozegnaja sie ze mna.

Szef troche sie zdzwil jak uslyszal, ze moge nie chciec przedluzyc. Moje wahanie wynika z tego, ze koniec umowy wypadnie w polowie listopada i moge zostac bez pracy do lutego 2011, jak zle pojdzie. Druga sprawa jest fakt, ze szef musialby szukac kolejnego pracownika i upewnic sie, ze nastapilo przekazanie wiedzy.

Szanse znalezienia pracy w polowie listopada sa niskie, w grudniu pracodawcy i rekruterzy przechodza w stan swiatecznej hibernacji i budza sie w polowie stycznia. To prawda, ze pare lat temu wyslalam CV na oferte pracy 20 grudnia, a interview mialam 4 stycznia, ale to byl etat i akurat mialam szczescie, ze firma wygrala przetarg i potrzebowala 10 osob na juz. Trudno liczyc na podobnego farta za kazdym razem.

Zrobilam sobie symulacje budzetu firmy i wyliczylam ile zarobie w ciagu tych 3 miesiecy i jak bedzie ksztaltowala sie wtedy moja rezerwa (war chest). Sprawa wyglada kuszaco pod tym wzgledem. Dalabym rade przezyc rok bez pracy zyjac z pieniedzy w firmie. Dla porzadku spisze tutaj za i przeciw przedluzeniu umowy:

Za:
  1. Nie musze szukac nowego zlecenia
  2. Nie bede tracic czasu i pieniedzy na dojazdy
  3. Tylko 7 minut na piechote do pracy
  4. Szef jest bardzo elastyczny i pozwala mi na male nieobecnosci (lekarz, weterynarz) i placi za nie
  5. Nic nie robie w pracy, co oznacza, ze mam duzo czasu na gre na gieldzie, pisanie i nauke
  6. Wzrost rezerwy finansowej w firmie do 12 miesiecy
Przeciw:
  1. Cofanie sie w rozwoju - to jest najwiekszy argument przeciw. Mozna go zbic tym, ze bede miala czas na nauke, ale sama nauka to nie wszystko. Potrzebne jest nowe doswiadczenie. No i bedzie trzeba byc kreatywnym w CV, a potem na rozmowach ;)
  2. Moge zostac na lodzie przez 2 miesiace, zanim rynek obudzi sie w przyszlym roku. Niby mozna ten czas wykorzystac na jakis wyjazd, ale z miejsc w ktore chce jechac, tylko dwa pasuja na te pore roku.
    Z drugiej strony te 2 miesiace to nie tak duzo, zaledwie miesiac wiecej, niz moja przewidywana przerwa miedzy kontraktami.
Tak czy nie?

czwartek, 1 lipca 2010

Banki oszczedzaja na pracownikach?

Przegladam kontrolnie oferty pracy i co widze?

"IT Security Administrator
An exciting opportunity has arisen for a skilled IT Security Administrator to join a Tier One Investment Bank. (...)

Salary/Rate:
£12 - £14 /Hour"

Mozna tylko zyczyc powodzenia w szukaniu zdesperowanego pracownika. Tyle to placa za pierwsza linie lub druga linie Helpdesk. Chyba, ze ktos chce zdobyc doswiadczenie w finansach, moze to byc ewentualnie pierwszy szczebel na drabinie.

W dalszym ciagu jest po okolo 600 ofert w moich kryteriach wyszukiwania na Jobserve, wiec nie jest tragicznie. Jednak juz za 2 tygodnie zaczynaja sie wakacje, a wtedy podobno rynek pracy zamiera.

Slyszalam, ze moj byly pracodawca ponownie pozbywa sie kontraktorow, poprzednia taka akcje mieli w 2008r. Podobno nie przedluzaja zadnych umow. Dostalam cynk od kolegi, ktory pracuje u mojego bylego klienta. Wziawszy pod uwage ciecia w sektorze publicznym, to nie dziwne, ze firma ktora ma duzo klientow z tego sektora, tnie koszty.

Przede mna jeszcze 28 dni roboczych do konca umowy. 28 pracowitych dni, czas na przygotowanie sie do podboju rynku pracy :-) Chociaz moj szef zartuje, ze jak tak dalej pojdzie (projekt), to jeszcze troche posiedzimy.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Na zachodzie bez zmian.

Plynie sobie czas, siedze wygodnie w pracy i mysle o kolejnych dwoch miesiacach przede mna. Pracy coraz mniej, w zeszlym tygodniu mialam nawet dzien, w ktorym nie przyszedl ani jeden mail, ani nikt do mnie nie zadzwonil.

Wolny czas poswiecam na "tworczosc finansowa". Ale musze od czasu do czasu poprzegladac ogloszenia, zeby zorientowac sie jak tam rynek pracy i zeby zmotywowac sie troche do spraw technicznych.

Sprawy zwiazane ze spolka zeszly na margines. Wypelnilam online formularz zwrotu VAT-u (zaplaty, nie zwrotu od panstwa), zajelo mi to moze 5 minut. Ustawilam przelew z przyszla data z konta firmowego, wiec VAT sam sie zaplaci. Musze zaplacic do urzedu 80% VAT'u, ktory byl dodany na fakturach. Oznacza to okolo 3.4% obrotu netto ekstra, ktory zostanie na moim koncie.

Nastepne platnosci do HMRC w lipcu: skladka NI pracodawcy i podatki. Bedzie to smieszna kwota podatku, liczona od pensji dyrektora. NI bedzie ponizej progu platnosci. Jestem kiepsko oplacanym dyrektorem ;)

Byc moze bede zmuszona do poszukania krotkiego kontraktu w Polsce, chociaz nie jestem jeszcze pewna czy chce to zrobic. Mysl o chodzeniu do pracy w Polsce jest zbyt abstrakcyjna i nieprzyjemna. Dojazdy do pracy komunikacja miejska lub samochodem z kierownica nie po tej stronie co trzeba, nie brzmia zachecajaco. Aczkolwiek odpowiednie pieniadze moglyby wynagrodzic mi te niedogodnosc (i koszt wymiany zawieszenia), ale tylko tymczasowo. Jesli nie zdecyduje sie na zaden kontrakt lub nie znajde nic, to bede miala "career break" na pobyt w Polsce.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Upomnienie z HMRC.

Co by mnie troche rozerwac, HMRC przyslalo mi list, ze nie zaplacilam skladki NI i podatku za okres od 6 kwietnia do 5 maja. Dalej jest, ze mam zaplacic natychmiast zaleglosci, jesli chce uniknac procesu komorniczego. Pisza tez o tym, ze jesli stawka jest zerowa to mam wysylac im kwitki wplat z informacja NIL.

Problem jest taki, ze ja nie powinnam placic skladek co miesiac tylko co 3 miesiace w okreslonych terminach. Dostalam od urzedu nawet te rzeczone kwitki wplat z numerem konta i datami platnosci. Nastepny termin wypada w lipcu, podatek i NI za drugi kwartal.

Wyglada na to, ze cos im sie pomylilo w HMRC, chyba ze o czyms nie wiem. Przeskanowalam list i wyslalam do ksiegowych. W koncu oni powinni wiedziec co i jak i dlaczego mi przyslano taki list.

Ksiegowi odpisali mi, ze urzad zaklada z automatu, ze bede placic co miesiac i stad przypomnienie, gdy nie otrzymali mojej wplaty. Ksiegowi poinformowali HMRC o tym, ze place co 3 miesiace i HMRC ma niby wprowadzic zmiane w swoim systemie. Ale jak dostane nastepne upomnienie za miesiac to mam znowu napisac do ksiegowych. Czyli biurokracja jak w kazdym kraju ;)

środa, 2 czerwca 2010

VAT Flat Rate Scheme.

Firmy lub osoby self-employed, ktore zarabily ponizej 70tys funtow w ciagu ostatnich 12 miesiecy nie musza rejestrowac sie do VAT'u i nie musza doliczac VAT'u do swoich faktur.

Przy obrotach powyzej progu rejestracji VAT, ale ponizej 150tys funtow w ciagu ostatnich 12 miesiecy, mozna skorzystac z tzw. Flat Rate Scheme. W przypadku standardowego rozliczania podatku VAT, liczy sie roznice miedzy VAT'em naliczonym klientom/ze sprzedazy, a VAT'em ktory zaplacilismy za zakupy wliczone w koszta firmy.

Flat Rate Scheme to stala procentowa stawka VAT od obrotu firmy. Taki sposob rozliczenia VAT ma na celu uproszczenie systemu ksiegowosci. Ponadto w pierwszym roku mozna uzyskac promocyjna stawke, nizsza o 1% od standardowej.

System jest dokladnie opisany na stronie HMRC - Flat Rate Scheme.

W moim przypadku wyglada to tak, ze do faktur doliczam 17.5% VAT, a do HMRC place 12.5% od obrotow. Wychodze na tym do przodu o okolo 3% stawki netto. Moze nie jest to jakas fortuna, ale w ciagu 12 miesiecy uzbiera sie z tego troche gotowki.

31 maja skonczyl sie kwartal rozliczeniowy VAT dla mojej firmy i juz dzisiaj dostalam od ksiegowych dokladne rozliczenie i instrukcje jak mam wypelnic formularz HMRC. Termin zaplaty podatku mija 30 czerwca.

środa, 19 maja 2010

Jak mobilizowac sie do rozwoju zawodowego?

Lenistwo dopada kazdego predzej czy pozniej. Konktraktor powinien miec wieksza motywacje do nauki i zdobywania nowej wiedzy niz "permi" (permanent-etatowiec), bo od jego kwalifikacji zalezy to jaki konktrakt zlapie. Na dodatek co 3-6-12 miesiecy idzie na "casting" do potencjalnego pracodawcy i musi wykazac sie wiedza i zablysnac na interview.

"Konktraktuje" od niecalych 4 miesiecy, ale juz widze, ze kontrakty dluzsze niz 6 miesiecy moga byc ciezkie. Czuje sie komfortowo i wygodnie w obecnym miejscu, ale mysle juz o tym co bede robic na nastepnym kontrakcie. Wizja pracy w jednym miejscu, bez daty koncowej jest dla mnie straszna. Nie wiem jak wytrzymalam tyle na etacie w przeszlosci. Moj rekord to 6 lat w jednej firmie.

Gdy kiepsko idzie mi nauka to przegladam sobie ogloszenia o prace. Od razu przypominam sobie, dlaczego musze zdobyc kolejny certyfikat i byc na biezaco z technologiami. Przegladanie ogloszen moze byc tez inspirujace i wskazac na jakiego typu kwalifikacje jest teraz popyt. Mozna pomyslec o pojsciu w nowym kierunku lub dodaniu paru rzeczy do palety umiejetnosci.

Sprawdzilam ogloszenia z dzisiaj, rynek nie wyglada optymistycznie. Nie ma zbyt wielu ofert dla mnie. Wniosek jest prosty, trzeba kuc dalej i pracowac nad CV.

Nauka do egzaminow Exchange'a idzie jak po grudzie. Musze przebudowac srodowisko wirtualne. Takze nie bede zdawac egzaminu przed urlopem. Jednak tuz po urlopie nie mam zamiaru odpuszczac i bede przygotowywac sie dalej.

Ciezka jest nauka, gdy nie ma sie pasji do tego co sie robi. Jak napisalam w komentarzach na pewnym blogu, IT nie interesuje mnie tak jak kiedys. Teraz jest to dla mnie tylko i wylaczenie metoda na zarabianie pieniedzy. Opcja rzucania zawodu i robienia czegos innego odpada, zbyt dobrze mi za to placa. Pozostaje stosowac metode polecana na forum: "keep smiling and invoice", czyli usmiechaj sie i wystawiaj faktury :-)

sobota, 8 maja 2010

Przedluzenie umowy podpisane.

Musialam przypomniec sie agentowi i scignac go o moje przedluzenie umowy. Po dwoch dniach i ponownym przypomnieniu, oddzwonil do mnie, ze znalezli moje przedluzenie umowy i wysle mi je poczta. Dzisiaj przyszlo, podpisalam umowe i musze ja odeslac. Nawet zalaczyli przedplacona koperte zwrotna, milo z ich strony.

Nauka do egzaminow idzie tak sobie, ale od dzisiaj narzucam szybsze tempo. Musze chyba zastosowac system nauki z 2004r, gdy wkuwalam do MCSE 2003. Jedna lekcja z ksiazki, nagroda, jedna lekcja z ksiazki, nagroda ... Nagroda to obejrzenie jednego odcinka filmu lub poczytanie czegos. Zostal mi tydzien na przerobienie materialu z ksiazki, a potem tydzien na powtarzanie do egzaminu. Egzamin chce zdac dzien przed urlopem, na ktory jade w ostatnim tygodniu maja. Akurat bede miala miesiac na zdanie kolejnego egzaminu przed koncem promocji Microsoftu - Second Shot. Jeszcze nigdy nie musialam korzystac z drugiej szansy, ale zawsze lepiej jest miec te opcje, niz nie miec. Obecna promocja konczy sie 30 czerwca i do tego czasu trzeba zdac pierwszy egzamin i ewentualna poprawke.

Koszty egzaminow wlicze do kosztow firmy.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Czas na egzaminy i certyfikaty.

Ostatnie 10 tygodni pracy spedzilam raczej beztrosko, ale czas wziac sie do roboty. Jak bralam ten kontrakt to postanowilam zdac 3 egzaminy w czasie jego trwania. W zwiazku z przygotowaniem do szukania nastepnego zlecenia trzeba zabrac sie za to. Skoro chce zarabiac min. 25% wiecej niz obecnie, to dobrze byloby wpisac cos nowego do CV. Zwlaszcza, ze obecne zlecenie lekko obniza loty mojego CV. Bede musiala uzyc kreatywnego pisania, zeby zrobic z tej pracy wyzwanie.

Na pierwszy ogien idzie sciezka certyfikacyjna z Exchange'a 2007. Sa 3 egzaminy, mozna zdac tylko jeden podstawowy (70-236) lub pozniej dwa pozostale z design (70-237) & deployment (70-238). Pierwszy daje tytul "MCTS: Exchange Server 2007", wszystkie trzy daja tytul: "MCITP: Enterprise Messaging Administrator 2007".

Daje sobie termin do konca maja/pierwszego tygodnia czerwca na zdanie pierwszego egzaminu z planowanej serii. Moj maz musi odnowic certyfikacje Citrixa, wiec akurat pojedziemy razem na egzamin. Mamy swoje ulubione centrum egzaminacyjne, ktore jest otwarte w weekendy, wiec nie trzeba zwalniac sie z pracy w tygodniu.

Po zakonczeniu tej serii chcialabym zrobic egzamin z Exchange'a 2010 by moc robic migracje miedzy poprzednimi wersjami poczty do wersji 2010. Zobaczymy czy tak sie stanie, bo moze po drodze trafie zupelnie inny kontrakt i bede korzystac z innych umiejetnosci.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Koniec kwietnia.

Kwiecien byl taki sobie, bo pracowalam tylko 19 dni, w przeciwienstwie do marca, w ktorym pracowalam az 23 dni. Wielkanoc pozbawila mnie 2 dni roboczych i wzielam jeden dzien wolnego. Maj rowniez bedzie mial tylko 19 dni roboczych z powodu dwoch dni bank holiday, ale jesli dodac jeszcze moj urlop to zostanie mi ledwie 14 dni pracy. Tak to juz jest w zyciu kontraktora, nie pracujesz - nie zarabiasz i kazda ewentualna nieobecnosc kalkuluje sie wczesniej.

Nastepny dluzszy urlop planuje po zakonczeniu tego kontraktu, w drugiej polowie sierpnia. Praca jest lekka, wiec nie odczuwam potrzeby wczesniejszego urlopu. W weekendy mam czas na krotkie wypady, jak rowniez sporo czasu po pracy. Nawet spacer do domu w czasie lunchu jest relaksem, w te piekna pogode, ktora utrzymuje sie od paru tygodni.

Powoli mysle juz o nastepnym kontrakcie, jak sie do niego przygotowac i czego dokladnie bede szukala. Zalozenie jest takie, zeby znalezc kontrakt 25% wiecej platny. Nie dlatego, ze ten jest marnie platny, tylko zeby za kazdym kontraktem isc do przodu finansowo. W koncu robie to dla pieniedzy, nie dla przyjemnosci. Niektorzy uwazaja, ze planowanie nie jest wazne, ale moim zdaniem to kluczowy element sukcesu. Planowanie i przygotowanie do dzialania. Wtedy realizacja planu/pomyslu powinna isc jak po masle.

środa, 21 kwietnia 2010

Payroll plan.

Doczekalam sie listu od ksiegowych z rozpiska mojej pensji na caly rok. Musze powiedziec, ze wyglada to bardzo przyjemnie. Skladki na NI (pracownika i pracodawcy) oraz podatek zabieraja jedynie 8% kwoty brutto.

Gdyby jeszcze udalo wygenerowac sie jakies koszty i przeciagnac przez firme wydatki - expenses to zmniejszylby sie zysk firmy i podatek korporacyjny na koniec roku rozliczeniowego.

Niestety nie mam zadnych wydatkow, ktore moglabym rozliczyc, trudno jest generowac wydatki, gdy pracuje sie 7 minut na piechote od domu. W koszty bede mogla wrzucic ewentualne egzaminy, ale to sa grosze.

Moze nastepny samochod kupie na firme, to chociaz wrzuce w koszty ubezpieczenie i przeglady. Ale to najwczesniej za dwa lata. Musialabym poczytac jakie moga byc z tego korzysci i sa chyba tez jakies ograniczenia cenowe i spalania, co moze nie pogodzic sie z moim gustem motoryzacyjnym ;) Generalnie im wyzsza cena i wyzsze zanieczyszczanie powietrza tym wyzsze podatki od tego.
---------------
Przejrzalam na szybko forum podatkowe i kupno samochodu na firme nie bedzie raczej oplacalne w moim przypadku - link.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Rozliczenie podatku - self assessment.

Kazdy dyrektor spolki limited musi zlozyc roczne rozliczenie podatkowe, nazywane w UK self assessment. Pisalam w poprzednim poscie troche na ten temat. Okazuje sie, ze HMRC musi miec moje dwa rozne adresy i raz wysylaja poczte w jedno miejsce, a raz w drugie. Zarejestrowalam sie na stronie HMRC, by moc rozliczac sie online i o dziwo informacje o loginie, a potem pin aktywacyjny dostalam na prawidlowy adres.

Pisalam wczesniej, ze chce rozliczyc sie z podatku jak najszbyciej i tak tez zrobilam. Usiadlam do tego w piatek po poludniu, by miec to z glowy. Musialam zebrac troche papierow, m.in. P45 od poprzedniego pracodawcy i P60, ktore dostalam od moich ksiegowych tydzien wczesniej. Gdybym nie rozliczala sie z podatku od zyskow kapitalowych to cale rozliczenie zajeloby mi moze pol godziny. Niestety czesc powiazana z wpisywaniem poszczegolnych zyskownych operacji, troche rozciagnela caly proces w czasie. Wiecej o tym na blogu finansowym - "Rozliczenie podatku CGT".

Przed wyslaniem rozliczenia wypelnilam jeszcze na stronie ksiegowych formularz P11D, z ktorego dane byly potrzebne do rozliczenia podatkowego. Akurat w moim przypadku wszedzie byly zera, wiec P11D nie komplikowalo rozliczenia. W przyszlym roku moze nie byc juz tak prosto.

Nastepne formalnosci zwiazane z prowadzeniem spolki po 31 maja, kiedy konczy sie okres rozliczenia VAT'u.

Czekam na maila od ksiegowych z moimi paskami PAYE, zeby wiedziec ile placic sobie pensji.

wtorek, 13 kwietnia 2010

Self Assessment i HMRC.

Urzad Skarbowy (HMRC) przyslal mi pisemko, ze bede musiala rozliczyc sie z podatku jako dyrektor i zeby zarejestrowac sie na ich stronie do tego celu. Wszystko byloby fajnie, gdyby nie fakt, ze ciagle pisza do mnie na adres, pod ktorym nie mieszkam od stycznia 2009 i ktory nie mial nigdy nic wspolnego z moja spolka limited.

Pisalam juz miesiac temu o tym we wpisie "4 tydzien kontraktu". Dzwonilam wtedy do HMRC powiedziec, zeby zmienili adres i przestali mi przyslac korespondencje pod adres, pod ktorym nie mieszkam. Jak widac zapewnienia pani "Indianki", ze zmienia moj adres byly bezwartosciowe. Wczoraj probowalam dodzwonic sie ponownie do HMRC, ale po 15 minutach poddalam sie i napisalam do nich list. Przekierowanie poczty ze starego adresu mam do lutego 2011, wiec mam nadzieje, ze do tego czasu urzad laskawie zmieni moj adres.

Pamietam, ze wypelnialam taki formularz, gdzie deklarowalam, ze bede rozliczac sie z podatku indywidualnie, bo bede dyrektorem spolki i byl tam moj aktualny adres, bo nie mialam powodu, by wpisywac stary adres. Jak to jest, ze zaznaczyli sobie, ze jestem dyrektorem, ale adres poszedl juz w kosmos?

Teraz musze czekac na PIN, ktory ma przyjsc poczta i bede mogla zalogowac sie do internetowego rozliczenia podatkowego. Mam nadzieje, ze list nie zginie i zostanie prawidlowo przekierowany. Byli wlasciciele zajmowanego przeze mnie mieszkania tez maja przekierowanie, a ja dostaje ich poczte do dzisiaj, wiec nie wiem ile moich listow idzie pod stary adres zamiast do mnie.

Mam zamiar rozliczyc sie z podatku od razu jak dostane PIN, bo mam rachunek za CGT do zaplacenia. Mozna zaplacic podatek w ratach, wiec rozloze sobie to na pare miesiecy, zeby nie obciazac budzetu.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Przedluzenie kontraktu.

Dowiedzialam sie dzisiaj, ze moj kontrakt zostanie przedluzony na kolejne 3 miesiace, czyli do polowy sierpnia. W maju planuje tygodniowy urlop oraz w lipcu pare dni wolnego. Poza tym nie planuje innych nieobecnosci i mam zamiar wycisnac maks z mozliwosci zarobkowych.

Po 6 miesiacach mam zamiar zakonczyc ten kontrakt nawet, gdyby chcieli go przedluzyc. Nie chce wypasc z obiegu i zapomniec wszystkiego, a nic nie robienie nie pomaga. Nawet samodzielne czytanie i nauka nowych rzeczy nie uratuje mnie. Poza tym w przypadku, gdyby znowu przedluzyli umowe na 3 miesiace to wyladowalabym bez pracy w polowie listopada i trudno byloby cos wtedy znalezc. Wrzesien daje wieksze mozliwosci znalezienia czegos na pol roku, byle do wiosny ;)

Moge teraz zrobic orientacyjny budzet firmy do polowy sierpnia i zobaczyc ile lacznie do tego czasu zarobie i na co moge sobie pozwolic.

środa, 31 marca 2010

Wyplaty co tydzien.

Niewiele dzieje sie na froncie zawodowym. W poniedzialek przyszedl nastepny przelew za tydzien pracy, w zwiazku z tym, zakladam ze beda mi placic juz regularnie co tydzien, tak jak jest to zapisane w kontrakcie. Calkiem przyjemnie tak co poniedzialek rano znajdowac okragla sumke na koncie. Na razie nie bede miala zadnych wydatkow z konta firmy, wiec do konca kwietnia wplywy beda sie kumulowac.

Posiedzialam w poniedzialek troche nad arkuszem z budzetem firmy i nijak nie moglam pogodzic kwoty z arkusza z kwota na koncie bankowym. Wyslalam arkusz do ksiegowych, zeby sprawdzili czy dobrze wszystko wpisuje. Okazalo sie, ze jak cos wpisuje w wydatki, to nie wpisuje juz tych kwot w liste operacji na koncie bankowym. Teraz juz wszystko mi sie zgadza. BTW, moja ksiegowa jest chyba Polka (sadzac po imieniu i nazwisku), ale korespondujemy po angielsku, jak przystalo na urzedowa korespondencje. Tak samo bylo w mojej bylej firmie, gdzie pisalam wszystkie maile sluzbowe do Polakow po angielsku.

W pracy niewiele sie dzieje. Ostatnio mielismy nawet jakas rozrywke, bo byl typowo korporacyjnych f***up. Jak to czasami bywa przy projektach, okazalo sie, ze trzeba cos zrobic nagle, cos co w ogole nie zostalo przez nikogo przewidziane. Opoznienie przy projekcie jest juz dosc spore. Czesc uslug firmy ma byc przerzucona do RPA, ale na miejscu jest zatrudnione tylko 40% personelu, ktory bedzie potrzebny. Inne uslugi przenosza sie do Szkocji, ale nie wiem na jakim to jest etapie. Infrastruktura IT ma isc do firmy zewnetrznej, ale na razie nic sie z tym nie dzieje. Jak pisalam wczesniej, sa spore szanse na przedluzenie kontraktu, przy tak wspaniale prowadzonym projekcie ;) Jeden pracownik IT przyszedl do tej pracy na pare miesiecy, wlasnie odchodzi po 3 latach ;)

Wlasnie rozmawialam z moim managerem i podawalam mu moje plany urlopowe. Ma dowiedziec sie czy i o ile bedzie przedluzony kontrakt.

Kontraktor, ktorego zastapilam, napisal dzisiaj maila z Nowej Zelandii, ze dostal prace na stale i na razie tam zostaje, ale nie wie jak dlugo. Sytuacja na rynku pozytywnie go zaskoczyla. W sumie wyjechal stad 26 lutego, byl jeszcze w Ameryce Poludniowej 10 dni, a miesiac od wyjazdu z UK ma juz stala prace.

piątek, 26 marca 2010

Polowa kontraktu za mna.

Dzisiaj wypada polowa mojego kontraktu. Sadzac po zaawansowaniu migracji infrastruktury (prawie nic sie nie zdarzylo), to jest spora szansa na przedluzenie kontraktu na miesiac lub dluzej. Bylebym nie utknela tutaj na dluzej niz pol roku, bo cofne sie w rozwoju od tego nic nie robienia, no i trudno bedzie potem przyzwyczaic sie do prawdziwej pracy ;-)

środa, 24 marca 2010

Urlop lub choroba kontraktora.

Jedna z wad bycia freelancerem - kontraktorem, jest fakt, ze nikt nam nie placi, gdy nie pracujemy. Czyli jesli chcemy skoczyc na jakis urlop podczas kontraktu to po prostu nie zarabiamy w tym czasie. To samo dotyczy choroby i swiat.

W przypadku pracy na etacie tzw. Bank Holidays moga lapac sie w nasza liczbe dni urlopu, minimum 28 dni, czyli 8 dni idzie na Bank Holidays, pozostale 20 zostaje na urlop. Druga opcja, w kazdej lepszej pracy, to urlop + dodatkowo wolne, ale platne Bank Holidays. Niestety kontraktowiec ma wolne i nie zarabia.

Kwiecien, a dokladniej Wielkanoc, pozbawi mnie dwoch dni roboczych. Do tego postanowilam wziac dwa dni urlopu z obu stron swiat - lacznie bede do tylu 4 dni robocze. Maj rowniez ma dwa dni swiat, w ktore nie bede pracowac.

Jeszcze gorzej moze byc, jesli ktos jest slabego zdrowia. Wiem, ze moj poprzednik byl chory okolo 4 tygodni, co zabolalo go finansowo. Mozna wykupic specjalne ubezpieczenie od choroby dla kontraktorow w pakiecie z ubezpieczeniami od odpowiedzialnosci cywilnej. Ewentualnie mozna rozwazyc opcje ubezpieczenia Income Protection, ktore zapewni wyplate stalej kwoty miesiecznie w przypadku choroby.

Wydaje mi sie, ze opcja ubezpieczenia od choroby, kupowana w pakiecie z innymi ubezpieczeniami dla kontraktora, jest lepsza, bo mozna wybrac tam stala stawke tygodniowa, jaka chcemy otrzymywac w przypadku choroby. Standardowe ubezpieczenia Income Protection moga nie zadzialac tak jak chcemy, bo trzeba bedzie udowodnic dochody sprzed choroby. Nie wiem czy kazda firma wezmie w takim przypadku dochody wyplacane w formie dywidendy. Poza tym moga brac srednia, na przyklad z ostatniego pol roku. Jesli w tym czasie ktos placil sobie tylko podstawowa niska pensje (by oszczedzic na podatkach), na przyklad 800 funtow miesiecznie netto, to wyplata z Income Protection moze byc bardzo niska, na przyklad okolo 400 funtow (zwykle jest limit do 50% wysokosci dochodow).

Jesli ktos nie chce kupowac ubezpieczenia warto zbudowac fundusz awaryjny na okoliczosci choroby. Mozna odkladac z miesiecznych wyplat stala kwote lub po prostu zostawic pieniadze na koncie spolki i budowac tzw. "war chest". Taki kufer z zapasem gotowki moze przydac sie w przypadku choroby, ale takze i przerwy miedzy zleceniami.

poniedziałek, 22 marca 2010

Pierwsza wyplata.

Wreszcie doczekalam sie na pierwsza wyplate. Sprawdzilam rano konto biznesowe i faktycznie pojawily sie na nim jakies pieniadze. Kwota mnie zaskoczyla. Spodziewalam sie platnosci za pierwszy tydzien pracy, a potem co tydzien za kolejny. Tymczasem na koncie pojawila sie kwota sugerujaca wyplate za 4 tygodnie pracy. Na poczatku podzielilam otrzymana kwote przez moja stawke dzienna i wyszlo mi, ze zaplacili mi za 23.5 dnia, co nie pasowalo mi do niczego. Jednak pozniej, gdy zaczelam wypelniac moj arkusz z budzetem firmy zorientowalam sie, ze to zaplata za 20 dni pracy plus vat.

Zgodnie z dokumentami, ktore otrzymalam wczesniej od agencji wynikalo, ze beda placic inaczej, stad moje zdzwienie. Wedlug umowy - kontraktu maja mi placic co tydzien, nie co miesiac jak w zapisach standardowej umowy z ta agencja. Nie wiem teraz czy mam sie spodziewac w nastepny poniedzialek wyplaty za kolejny tydzien czy dopiero za miesiac za kolejne 4 tygodnie pracy?

Spedzilam okolo pol godziny wypelniajac arkusz z budzetem firmy. Musialam wpisac wszystkie wplywy, zwrot wydatkow, wyplate pensji za luty i marzec. Ustawilam przelewy z konta biznesowego na prywatne na kazda rzecz oddzielnie, dla zachowania wiekszej jasnosci. Wyglada jednak na to, ze przelewy wyjda dopiero jutro, czyli moge sie ich spodziewac na koncie prywatnym najwczesniej w czwartek. Nie ma to jak brytyjska bankowosc ;-) Konto biznesowe w Cater Allen Bank wyglada naprawde prymitywnie. Nie da sie zdefiniowac odbiorcow przelewow, tylko za kazdym razem trzeba wpisywac wszystkie dane od nowa.

Wieczorem ustawie przelew z przyszla data dla HMRC z oplata za NI i podatek. Nie chce potem o tym zapomniec. Jak to zalatwie, to przez najblizszy miesiac beda miala spokoj ze sprawami spolki i rozliczeniami. Nastepna pensje bede sobie placic dopiero pod koniec kwietnia.

---------------------
23/03/2010: Sprawdzilam rano przelewy i ciagle nie wyszly. Przeczytalam dokumentacje, ktora dostalam przy otwarciu konta i okazuje sie, ze przelewy wychodza o 16.00. Szkoda, ze wczoraj tego nie przeczytalam, to bym je zostawila z wczorajsza data. Jak wyjda dzisiaj o 16.00 to pewnie je zobacze na koncie prywatnym w piatek. Czy jakis inny kraj europejski ma wolniejszy system bankowosci?

środa, 17 marca 2010

Pierwszy zgrzyt - dokumenty i platnosc.

Wczoraj mial miejsce pierwszy zgrzyt zwiazany z obecnym kontraktem. Od piatku probowalam dowiedziec sie od agencji czy maja wszystkie dokumenty by mi zaplacic w tym tygodniu. Pierwszy wyslany mail wrocil po paru godzinach, bo okazalo sie, ze firma podaje zly adres email do ksiegowych. W poniedzialek wyslalam maila ponownie na dobry adres, ale odpowiedz otrzymalam dopiero we wtorek po 15.00. Przeczytalam ja dopiero po przyjsciu do domu po 16.00 i dowiedzialam sie, ze w systemie nie ma wiekszosci moich dokumentow i mam skontaktowac sie ze swoim account managerem.

Szybki email do acc. managera i odpowiedz, zebym przeslala mu dokumenty mailem to wrzuci je do systemu. Tyle, ze ja juz bylam w domu, nie mam skanera i nie moglam wyslac niezbednych dokumentow mailem. Zapytalam sie tez co sie stalo z dokumentami, ktore wyslalam poczta 2 tygodnie temu i 4 tygodnie temu. Odpowiedz bardzo mi sie nie spodobala. Manager nie ma pojecia co sie z nimi stalo, bo wszystkie dokumenty ida do Reading, a on pracuje w Manchester. W tym momencie chcialam go co najmniej udusic za ten brak pojecia. Napisal, ze postara sie zlokalizowac dokumenty i wrzucic je do systemu.

Moglam wrocic do pracy i przeskanowac co potrzeba i wyslac mailem, ale stwierdzilam, ze nie po to wyslalam wszystko poczta odpowiednio wczesniej, zeby teraz latac jak wariat i zalatwiac wszystko na szybko. Dokumenty przeskanowalam dzisiaj rano i wyslalam mailem. Pozostaje miec tylko nadzieje, ze zdaza je wrzucic do systemu przed 12.00 i wygeneruja fakture w moim imieniu. A jutro zaplaca mi.

W razie braku przelewu nie umre z glodu, ale irytuje mnie fakt, ze z powodu takiej, a nie innej organizacji pracy, gubia dokumenty.

------------------------------------
Agent/manager potwierdzil otrzymanie dokumentow i aktualizacje ich systemu. Napisal, ze powinnam miec zaplacone w jutrzejszej turze przelewow i pieniadze powinny byc na koncie w poniedzialek.

środa, 10 marca 2010

4 tydzien kontraktu.

W skrocie: nic nowego nie dzieje sie. Ciagle czekam na ostatni list z banku, ktory w koncu da mi dostep do konta on-line. Pozyczylam firmie pieniadze na oplaty za uslugi ksiegowe, wiec wysokosc kosztow do zwrotu wzrosla do 800 funtow.

Po zakonczeniu tego tygodnia powinnam wreszcie zostac rozliczona za pierwszy miesiac i pieniadze powinny zaczac regularnie wplywac na konto co tydzien, poczynajac od 19 marca. Musze upewnic sie jeszcze, czy agencja ma wszystkie dokumenty, bo rekruter nie odpisal mi na ostatniego maila. Nie chce zdziwic sie, gdy pieniadze nie wplyna na konto.

Ksiegowi przyslali mi laminowana sciagawke, ze wszystkimi waznymi datami, ktore dotycza mojej spolki limited. Sa tam daty platnosci podatku i NI, rozliczenia z VAT itp. Najblizsza wazna data to 19 kwietnia, do kiedy to musze zaplacic podatek i NI za pierwszy kwartal.

W tej chwili wlasnie wisze na telefonie do HMRC, bo chce wyjasnic dlaczego przyslali mi list na adres, pod ktorym nie mieszkam od roku. Wydaje sie, ze list jest zwiazany z zalozeniem spolki limited i faktem, ze zostalam dyrektorem tejze. Urzad stwierdza, ze od teraz beda musiala wypelniac rozliczenie podatkowe. Ale dlaczego wyslali to pod adres, ktory w zaden sposob nie jest zwiazany z moja spolka, ani ze mna od roku?

Nie ma to jak rozmowa z HMRC. Dowiedzialam, ze ze wyslali mi list zanim moj adres zostal zmieniony i to ja powinnam powiadomic ich o zmianie adresu. Pierwsze slysze, ze trzeba za kazdym razem powiadamiac HMRC o zmianie adresu. Zawsze uwazalam, ze te dane biora z systemu PAYE, ktory zawiera aktualny adres. Czyli dowiedzieli sie, ze jestem dyrektorem spolki limited, z papierow na ktorych byl moj nowy adres, ale wyslali mi list na stary adres. Oczywiscie nie moga powiedziec mi jaki jest moj adres w ich bazie, ale moga go zmienic na nowy.

Ah, napisze cos o samej pracy. Pracuje moze z 1h dziennie, reszte spedzam na czytaniu wszelakich rzeczy. A bedzie jeszcze gorzej z czasem, bo systemy beda wymierac i beda migrowane do firmy matki. Oczywiscie tak dlugo jak mi placa za moj czas, a w miedzyczasie moge robic co chce (grac na gieldzie), nie bede narzekac. Dla wypelnienia czasu slucham i ogladam rozne prezentacje zwiazane z zagadnieniami IT lub z gielda.

środa, 3 marca 2010

Godziny pracy i dyzur on-call.

Dzisiaj cos o godzinach pracy na moim kontrakcie. W jednym tygodniu pracuje od 9.00 do 17.30 z godzinna przerwa, w drugim od 9.00 do 16.00 z godzinna przerwa. W tygodniu, gdy pracuje krocej mam tzw. on-call czyli dyzur poza godzinami pracy. Jak do tej pory mialam tylko dwa telefony na dyzurze. Jeden dotyczyl awarii systemu, drugi to prosba o wlaczenie telewizora na mecz. Na wszystkich pietrach w biurze sa telwizory LCD, ktore sa zarzadzane przez IT. W zwiazku z tym, od czasu do czasu, ktos z call center dzwoni w weekend z prosba o wlaczenie TV na jakis mecz. Jak widac moja praca jest bardzo ciezka ;)

Nie ma w ogole porownania do moich poprzednich dyzurow on-call na etacie. W najgorszych przypadkach "Indianie" potrafili zadzwonic do mnie dwa razy w ciagu nocy i to w dniu, kiedy nie mialam dyzuru, bo nie potrafili dobrze przeczytac dat w arkuszu.

Firma zapewnia notebooka, mobilny internet i telefon sluzbowy, ale ja postanowilam korzystac ze swojego netbooka, bo jest bardziej podreczny i lekki. Nie chce mi sie nosic sluzbowego notebooka, nawet na tak krotkim dystansie, ktory pokonuje w drodze do pracy. Nie wspomne o opcji zabrania tej cegly na weekendowy wypad.

Konczenie pracy o 16.00 to swietna sprawa. Pracuje w dwoch blokach po 3h i potem mam duzo czasu dla siebie.

Moj znajomy wynegocjowal przy przedluzeniu kontraktu mozliwosc pracy z domu w jeden dzien tygodnia. W jego przypadku oznacza to 4 dni w tygodniu w Londynie, 3 dni w tygodniu w Warszawie. Przy kolejnym przedluzeniu kontraktu bedzie negocjowal 2 dni pracy z domu i 3 dni pracy z biura.

Jesli ktos jest zainteresowany nietypowymi godzinami pracy to widzialam rozne oferty w IT z praca tylko w weekendy, np: 3 wieczory po 6h w piatek, sobote i niedziele, ewentualnie tylko sobota i niedziela. Takie godziny pracy moga pasowac studentowi.

wtorek, 2 marca 2010

Certyfikat VAT i konto bankowe.

Po dwutygodniowym oczekiwaniu dostalam wreszcie ostatnie brakujace dokumenty. HMRC przyslalo mi VAT Certificate, a bank przyslal mi tzw. welcome pack i dane mojego konta biznesowego. Co ciekawe na certyfikacie VAT widnieje moj numer konta, wiec mozna zalozyc, ze ksiegowi musieli go znac wczesniej i dopiero wtedy aplikowali o ten certyfikat dla mnie. Obie rzeczy przyszly poczta w sobote. Dokumenty z banku byly w tak grubej kopercie, ze listonosz zostawil je pod drzwiami i znalazlam je dopiero po poludniu jak wychodzilam na zakupy.

Otworzylam konto w Cater Allen Private Bank, ktory nalezy do grupy Santander. Konto bylo polecane przez ksiegowych, ale czytalam tez wczesniej o tym banku na forum kontraktorow i tam tez je polecali. Ksiegowi pisali, ze konto jest darmowe w utrzymaniu, ale w dokumentach, ktore dostalam jest mowa o 7 funtach oplaty miesiecznej, jesli stan konta bedzie ponizej 5tys funtow. Bede musiala dowiedziec sie czy rzeczywiscie ta oplata obowiazuje mnie czy nie. Niby do otwarcia konta, tez trzeba bylo depozyt 5tys, ale bylo to skreslone na wniosku i wpisana kwota £1.

Czekam teraz na list z banku z haslem do bankowosci internetowej i telefonicznej. Na razie nie moge podejrzec konta w zaden sposob.

Po otrzymaniu powyzszych dokumentow moglam wreszcie odeslac ostatnie dokumenty do agencji, ktora mnie zatrudnia. Wypelnilam upowaznienie do wystawiania faktur w moim imieniu i podalam im dane konta bankowego.

czwartek, 25 lutego 2010

Ustalenie planu podatkowego - wysokosci pensji.

Wczoraj dostalam maila od ksiegowej z sugestia na temat wysokosci pensji najbardziej korzystnej podatkowo. Dostalam dwie propozycje: pierwsza nieco powyzej progu kwoty wolnej od podatku, w tym roku 6470 funtow, druga propozycja w wysokosci NMW (national minimum wage) okolo 12tys funtow rocznie. Wybralam opcje pierwsza, bo nie widze powodu, zeby placic wiecej podatku i NI. Pozostale pieniadze bede mogla wyplacac sobie w ramach dywidend, ktore sa opodatkowane tylko 10% do czasu przekroczenia progu podatkowego 40%.

Tabelka z progami podatkowymi, ktora przygotowalam na blog o inwestycjach:

Prog podatkowy2009/20102010/2011Podatek od dyw.
Starting rate for savings: 10%*0-2,4400-2,440
Basic rate: 20%0-37,4000-37,40010%
Higher rate: 40%Over 37,40037,401-150,00032.5%
Additional rate: 50%Over 150,00042.5%

Zasugerowano mi rowniez, zebym zawsze brala pieniadze w takiej kolejnosci:
-zwrot wydatkow
-pensje wg PAYE
-dywidendy
-pozyczka dla dyrektora
Jest to najbardziej korzystna podatkowo kolejnosc.

Nie pozostaje mi nic innego jak czekac na pierwsze wplywy na konto spolki, konto ktore jest ciagle nie otwarte ;-) Wiem, ze juz 17 lutego robili identity check, bo dostalam powiadomienie z Experiana. Ksiegowi powiedzieli mi, ze powinnam dostac pakiet powitalny w ciagu kilku najblizszych dni.

wtorek, 23 lutego 2010

Weekly Timesheet.

Zapewne jak wiekszosc kontraktorow i pracownikow agencyjnych, musialam wypelnic w piatek swoj pierwszy Timesheet. Poniewaz mam stawke za dzien, to wpisuje tylko w tabelke przy kazdy dniu roboczym jedynke (1). Nastepnie musze wyslac timesheet do managera proszac o zatwierdzenie i przeslanie na adres email agencji, a dokladnie ksiegowosci. Ewentualnie moge wydrukowac podsumowanie tygodnia, poprosic o managera o podpis i przeslac faxem do agencji.

Jak pisalam juz wczesniej opoznienie w platnosci wynosi 4 tygodnie. Czyli za tydzien konczacy sie 19/02/2010 powinnam zobaczyc pieniadze na koncie okolo 19 marca. Potem bedzie lepiej, bo pieniadze beda wplywac regularnie co tydzien.

Niestety 15 marca mam pierwsza oplate za obsluge ksiegowa, wiec chyba bede musiala zaplacic za to z wlasnej kieszenie, a nastepnie odzyskac przez expenses - wydatki.

środa, 17 lutego 2010

Zycie kontraktora.

Zycie kontraktora jest niezle. Trzeci dzien pracy. Sytuacja na froncie opanowana. Placa mi prawie dwa razy tyle co na moim ostatnim etacie. Ide do pracy 7 minut, chodze do domu na lunch, pelen relaks.

Mam tez sporo czasu na nauke, wiec akurat w te 3 miesiace powinnam posunac sie znacznie do przodu jesli chodzi o posiadana liczbe certyfikatow/tytulow w CV. Istnieje mala szansa, ze kontrakt bedzie nieznacznie przedluzony, bo moge byc potrzebna troche dluzej niz zakladano. Wynika to z opoznien zwiazanych z projektem. Z czasem powinnam miec potwierdzenie czy tak bedzie czy nie.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Pierwszy dzien na kontrakcie.

Po przyjsciu do nowej pracy pierwsza godzina zeszla na sprawach administracyjnych. Kierownik musial obejrzec sobie moj paszport i podpisac sie na kserokopii, ze widzial oryginal i uwaza, ze jest prawdziwy.

Potem kontraktor, ktory odchodzi pokazal mi systemy informatyczne. Wzielam udzial w rozwiazaniu paru problemow, poogladalam sobie BBC News na telewizorze wiszacym na koncu pomieszczenia, akurat na przeciwko mnie, pogadalam troche z kontraktorem i jakos zlecialo.

Ale co tu duzo mowic, bylo ciezko wysiedziec te 8h. Byl taki moment, ze gapilam sie w TV i nie robilam nic innego. Jedyne pocieszenie w tym, ze to tylko 3 miesiace i za kazdy dzien walki z nuda beda mi placic. W miedzyczasie musze szybko zrobic egzaminy, ktore sobie zaplanowalam i walczyc o ciekawszy kontrakt w czerwcu.

Wyslalam dokumenty do agencji, ale musze czekac na dalsze papiery z HMRC, zeby wyslac reszte dokumentow zwiazanych z podatkiem VAT i rozliczaniem sie.

niedziela, 14 lutego 2010

Ubezpieczenia kontraktora i spolki limited.

Ostatnia rzecza, ktora musialam zrobic przed rozpoczeciem pracy to kupno ubezpieczenia. Umowa kontraktu zobowiazuje mnie do tego, poza tym lepiej zabezpieczyc swoje plecy niz byc narazonym na ewentualne pozwy na dzisiatki i setki tysiecy funtow, w razie jakis bledow lub nieszczescia.

Sprawdzalam ubezpieczenia na kilku stronach o kontraktowaniu i stronach ksiegowych i wiekszosc miala linki do brokera Caunce O'Hara, a jedna strona oferowala ubezpieczenia firmy Hiscox. Zdecydowalam sie na to pierwsze ubezpieczenie, bo znalazlam lepsze strony dokladnie opisujace polise i pomagajace w wyborze konkretnych elementow ubezpieczenia.

W efekcie zdecydowalam sie na:
-Professional Indemnity do wysokosci 250K funtow
-Business Combined, ktore skladalo sie z:
Office Equipment do 5K funtow, tej opcji nie dalo sie odhaczyc, ani zmniejszyc kwoty
Business Interruption do 2.5K funtow, tez nie dalo sie odhaczyc
Employer's Liability z limitem do 10mln funtow
Public Liability do 1mln funtow
Directors & Officers Liability do 250K funtow
-Legal Expenses do 100K funtow.

Teoretycznie nie musialam kupowac ubezpieczenia Employer's Liability, poniewaz bede jedynym pracownikiem spolki. Ale z drugiej strony moj kontrakt ma "right of substitution", a zeby zastapic siebie, musialabym wynajac kogos innego i wtedy taka polisa bylaby mi juz potrzebna.

Ubezpieczenie kosztowalo ponad 400 funtow za rok i podbilo to wysokosc poniesionych kosztow zwiazanych z zalozeniem spolki do ponad 600 funtow. Oczywiscie koszty te bede mogla odzyskac, ale najpierw musze miec jakies pieniadze na koncie firmy, zeby to zrobic. Korzystajac z mozliwosci wliczania w koszty materialow technicznych kupilam dwie ksiazki w sobote.

Sciagnelam ze strony SJD arkusz do prowadzenia budzetu i wpisalam tam wszystkie wydatki. Na wplywy jeszcze troche poczekam.

sobota, 13 lutego 2010

Dokumenty z agencji.

Dzisiaj rano dostalam dokumenty z agencji rekrutacyjnej, ktora oferowala moj kontrakt i ktora bedzie posredniczyc miedzy mna, a pracodawca.

Przyslali mi nastepujace dokumenty:
-dwie kopie umowy pomiedzy agencja, a moja spolka limited
-standardowe warunki umowy z agencja
-formularz potwierdzenia paszportu
-dokument dotyczacy potwierdzenia prawa do legalnej pracy w UK - Asylum Seeker and Immigration Act 1996 - jako obywatel EEA (European Economic Area) lub Szwajcarii takim potwierdzeniem bedzie moj paszport
-informacja na temat systemu Self Billing - agencja moze wystawiac faktury w moim imieniu jesli ich do tego upowaznie
-Time Sheets czyli arkusze rozliczeniowe wykonanej pracy w danym tygodniu.

Dodatkowo dostalam kolorowa rozpiske z tabelka i informacja po jakim czasie zaplaca mi za wykonana prace. Tak jak przypuszczalam opoznienie bedzie mniej wiecej miesieczne. Czyli jak zaczne prace od 15 lutego to pierwsze pieniadze zobacze ok 19 marca i potem regularnie co tydzien. Ale to bedzie wplata na moje konto biznesowe, a zanim ksiegowi to przetworza to znowu minie pare dni, plus 2 dni na przelew miedzy kontami w UK i pierwsza pensje na swoim koncie pewnie zobacze dopiero pod koniec miesiaca. Dobrze, ze to bedzie ostatnia pensja w tym roku podatkowym, to w nastepnym bede mogla juz korzystac z lepszego planowania podatkowego.

Jak widac sporo dokumentow trzeba wypelnic przy uruchamianiu wlasnej spolki limited i rozpoczeciu kariery freelancera, ale z czasem powinno byc coraz lepiej.

piątek, 12 lutego 2010

Papierologia.

Dostalam dzisiaj list od ksiegowych ze wszystkimi mozliwymi papierami do podpisania i odeslania. Powalajaca lektura przed sniadaniem. Musze isc kupic tusz do drukarki, zeby podrukowac pare dokumentow. Czuje, ze w przyszlosci moge potrzebowac lepszej drukarki i faxu.

---------------------
Wypelnienie papierow z jednej koperty zajelo mi jakies 2h i jeden mail z pytaniami dodatkowymi do ksiegowej.

Dostalam miedzy innymi takie dokumenty:
-annual invoice and bankers mandate - oplaty za uslugi ksiegowe, co ciekawe nie moglam wypelnic bankers mandate, bo nie mam jeszcze konta bankowego
-4 kopie druku 64-8 - jedna kopia dotyczy moich podatkow, druga podatkow firmy, trzecia systemu Paye i jedna Vat'u
-SA1 Form - formularz rejestracyjny do rozliczenia podatkowego
-FBI2 Form - autoryzacja dla ksiegowych, zeby mogli wypelniac dokumenty w moim imieniu
-Vat Registration Form - czyli formularz rejestracyny VAT
-aplikacje o konto bankowe dla firmy

oraz pare innych dokumentow, ktore nie wymagaly wypelniania czy odsylania. A to jeszcze nie wszystko. Maja przyjsc jeszcze jakies papiery z HMRC (urzedu skarbowego). Musze tez wyslac swoje P45 od ostatniego pracodawcy. Jutro ide zrobic ksero paszportu i prawa jazdy, ktore jest potrzebne do otwarcia konta bankowego. A potem ze wszystkim na poczte.

Dobra wiadomosc to fakt, ze moja umowa o prace pozwala mi rozliczac sie poza IR35.

Czytalam dzisiaj o ubezpieczeniach, bo musze cos kupic przed poniedzialkiem. Najprostsza polisa bez dodatkowych opcji takich jak Accident i Sickness wynosi ok 350 funtow za rok. Zaczelam czytac dokladnie warunki polisy, ale gdzies w polowie zwatpilam i odlozylam to na pozniej.
Mam juz polise od wypadkow, ale musze zastanowic sie czy sickness (chorobowe) jest warte dodatkowych kosztow czy nie.

czwartek, 11 lutego 2010

Zostalam pania dyrektor.

Wczoraj w poludnie zostalam pania dyrektor mojej jednoosobowej spolki limited.

Zalozenie firmy trwalo jakies 10 minut, po okolo 3h dostalam informacje zwrotna, ze firma zostala zalozona. Skorzystalam z uslug firmy SJD Accountancy do zalozenia spolki i zaraz potem zostalam ich klientem. Mozna zalozyc spolke samemu ponoszac jakies minimalne koszty, ale nie chcialo mi sie bawic w zalatwianie drobiazgow. Juz wczoraj zasypali mnie spora liczba maili zwiazanych z zalozeniem spolki. Od razu wyslalam nazwe i numer firmy do rekrutera, ktory mial przygotowac moja umowe zlecenia. Przeczytalam troche tych maili i przyjelam do wiadomosci czesc informacji.

Dzisiaj pod koniec dnia rekruter przyslal mi gotowa umowe i jeszcze pare innych dokumentow. Masa informacji do przetworzenia. Przeczytalam umowe, ale nie jestem w stanie powiedziec czy wszystko jest w niej dobrze ujete. Nie wiem tez czy wedlug tej umowy wpadam w zasady IR35 czyli bede uznana za pracownika czy tez beda poza IR35 i bede mogla skorzystac z lepszych dla mnie rozwiazan podatkowych. Wysle jutro rano umowe do ksiegowych to sprawdza ja, sugerowali mi to od razu w pierwszej rozmowie telefonicznej.

Zaraz po mailu od rekrutera dostalam mail od ksiegowych. A w nim kolejna paczka ciezkostrawnych informacji. Jedne dokumenty przyjda poczta i mam odeslac, przyjdzie tez jakis papier z urzedu, tez mam odeslac, pare pytan dotyczacych spolki i pracy, uff duzo do strawienia na raz.

Dobrze, ze poczytalam troche na temat IR35, roznych opcji placenia sobie pensji, warunkow w umowach itd. Przynajmniej wiem o co w tym wszystkim chodzi.

Musze jeszcze kupic ubezpieczenie: Public Liability, Indemnity Insurance itp. Zdaje sie, ze sa takie pakiety dla spolek limited. Przyjrze sie temu dokladniej jutro, bo nie mam weny juz dzisiaj.

Koszty pietrza sie, a pierwsze pieniadze zobacze pewnie za miesiac jak nie pozniej. Na szczescie mam odpowiedni backup finansowy, inaczej nie rezygnowalabym z etatu. Musze dowiedziec sie od ksiegowego jak dokladnie bedzie wygladalo rozliczanie z tych wszystkich kosztow, w koncu place z prywatnego konta za wszystko.

Lubie budzetowac wszystko i wiedziec na czym stoje, stad tez moja chec do uporzadkowania finansow prywatnych i oddzielenia ich od razu od finansow firmy. Do tego wszystkiego przez konto bankowe przechodza pieniadze inwestycyjne, ktore tez staram sie trzymac oddzielnie.

A jak juz pisze o byciu dyrektorem, to nie moge powstrzymac sie, by nie posmiac sie z bylego znajomego. Otoz pan ten zarejestrowal spolke limited w UK w 2006r (taka informacja widnieje w Companies House), w nazwie wrzucil slowo International i dodal jeszcze slowo Institute by nadac firmie prestizu, zrobil strone internetowa, ktora byla czysta fikcja jesli chodzi o zawartosc. Potem wpisal sobie w Linkedin i na roznych innych stronach, ze jest/byl: Managing Director, Vice President oraz Member of the Management Board. Nastepnie zrobil polska strone tej samej firmy, napisal ze jest to przedstawicielstwo tego angielskiego (miedzynarodowego) instytutu, ktory to niby zostal zalozony w 2005r(!) przez ekspertow miedzynarodowych firm z branzy IT i Telco. Do tego wszystkiego wymyslil sobie jeszcze sciezke certyfikacyjna i robi z niej szkolenia i zapewne daje certyfikaty (tego nie wiem, bo nie widzialam). Jak podkresla na stronie swojej firmy, jest jedynym akredytowanym centrum szkoleniowym w Polsce, na swiecie zapewne tez ;)

W przeszlosci przypisal sobie posiadanie doktoratu z Buxton University, kto nie wie o co chodzi, proponuje wpisanie tego zwrotu w wyszukiwarke. Jak bylam ostatnio w Buxton to zrobilam zdjecie nazwy miasta i wyslalam do innego znajomego, zeby mogl sie posmiac troche. Potem chyba ktos zdemaskowal pana dyrektora, albo sam doszedl do wniosku, ze to byl zly pomysl i przypisal sobie doktorat jakiegos amerykanskiego uniwersytetu. Nie pamietam juz nazwy, ale chyba zrobilam zrzut ekranowy dla potomosci. Teraz widze, ze nie ma juz tego doktoratu (ha, ha, ha, ciekawe dlaczego), moze ktos znowu go zdemaskowal.

Od czasu jak rozpracowalismy te cala historie, co bylo dosc proste (sprawdzenie wlascicieli domen i adresu firmy limited, brak prawdziwego instytutu), smialam sie, ze ja tez zarejestruje sobie spolke limited i zostane dyrektorem. Oczywiscie w nazwie tez mam same ladnie brzmiace slowa, np consulting ;-) Zastanawiam sie teraz czy nie wpisac sobie Managing Director w Linkedin ;)

wtorek, 9 lutego 2010

Jest nadzieja.

Wszystko wskazuje na to, ze to moj ostatni tydzien bezrobocia z wyboru. Wczoraj mialam interview przez telefon, ktore okazalo sie byc raczej "quick chat" niz interview. A dzisiaj bylam na interview w firmie. Ciekawe interview, wiekszosc czasu pan kierownik opowiadal mi jak wyglada praca na danym stanowisku. Jak juz wyczerpal temat to kontraktor, ktory odchodzi zadal mi pare pytan technicznych, potem jeszcze porozmawialismy i to tyle. Na koniec pokazano mi cala firme, wszystkie pietra i dzialy i dostalam wiecej informacji na temat dzialanosci firmy.

Pod koniec dnia pan kierownik zadzwonil powiedziec mi, ze wybrali mnie i czy na pewno chce ten kontrakt i jesli tak to przekaza informacje agentowi, ktory oficjalnie zlozy mi propozycje pracy i z ktorym bede zalatwiac formalnosci. Jak na razie nic nie dostalam, ale zakladam, ze agent mogl juz nie zdazyc przeslac szczegolowych informacji dzisiaj.

Formalnosci jako takich jest niewiele do zalatwienia. Rekruter juz w pierwszym mailu napisal mi dokladnie jakie dokumenty mam dostarczyc po otrzymaniu oferty. Potrzebny jest skan paszportu, referencje od 2 ostatnich pracodawcow i dane mojej spolku limited. Na razie nie mam spolki limited, ale jutro rano zadzwonie do firmy ksiegowej porozmawiac na ten temat i zaloze spolke. Jak dobrze pojdzie od jutra bede pania dyrektor ;)

Aha, firma jest 5 minut szybkim krokiem od mojego domu, mozna powiedziec, ze jest za rogiem, bo patrzac na mape jest ;) Tylko takim dalszym rogiem.
Nie wiem czy bije to rekord odleglosci do mojej pierwszej pracy w Polsce. W lini prostej tamta na pewno byla blizej (widzialam budynek po wyjsciu z domu), ale poniewaz trzeba bylo przejsc dookola to czas dojscia mogl byc minimalnie dluzszy.

Z pierwsza praca w UK tez mialam farta. Najpierw wybralam miejsce zamieszkania, a potem dostalam oferte pracy w tej samej dzielnicy, jakies 15 minut na piechote. Co ciekawe jezdzilam autobusem do pracy, lenistwo ...

poniedziałek, 8 lutego 2010

Umbrella czy spolka limited?

Kwestie formy dzialalnosci i rozliczania z podatku draze juz od dluzszego czasu. Na poczatku chcialam pracowac pod firma umbrella, zeby nie bawic sie w papierologie zwiazana ze spolka limited. Jednak oferta pracy, ktora znalazlam i byc moze dostane, dala mi do myslenia. Nie widze zadnych expenses (kosztow), ktore moglabym odliczyc. Nie bede miala business miles, kosztow podrozy, kosztow lunchu itp. Praktycznie brak mozliwosci wytworzenia kosztow przy pracy 10 minut od domu. Do tego dochodzi koszt obslugi przez firme umbrella, ktorego raczej nie da sie odliczyc (chyba, ze zle mysle).

W zwiazku z tym wrocilam do poczatku i zaczelam dokladnie czytac o spolce limited. Zrozumienie wszelkich niuansow i przeliczenie korzysci z pracy w ramach spolki limited nie jest proste. Informacje na stronie HMRC sa zawile i jest ich bardzo duzo. Informacje na roznych stronach dla konktraktorow i stronach firm ksiegowych czesto bywaja sprzeczne.

Czuje, ze musze jeszcze troche nad tym posiedziec, poszukac wiecej informacji, rozpisac sobie wszystko w Excelu i sprobowac wyliczyc co bardziej oplaca sie.

czwartek, 4 lutego 2010

Pierwsze interview umowione.

Wyslalam w poniedzialek CV na oferte firmy z mojej okolicy (dokladnie 10 minut na piechote ode mnie) i wlasnie dostalam potwierdzenie interview. Szkoda, ze najpierw telefoniczne, wziawszy pod uwage, ze firma jest tak blisko. Wydaje mi sie, ze twarza w twarz zyskalabym wiecej niz przez telefon. Zawsze moze trafic sie jakis gosc, ktory bedzie mowil niewyraznie, z dziwacznym akcentem itp.

No nic, zobaczymy jak bedzie. Mam pare dni na przygotowanie. W miedzyczasie dalej wysylam CV. Chociaz nie powiem, zeby bylo duzo tych ogloszen. Jak uda mi sie aplikowac na jedna oferte dziennie to jest juz niezle. Czasami nie ma nic ciekawego.

Tabelka z poprzedniego posta bardzo przydaje sie. Zerkam do niej za kazdym razem jak chce sprawdzic ile wyjdzie netto z danej stawki. Przejrzalam dzisiaj po raz kolejny strony na temat spolek limited i firm umbrella i chyba zdecyduje sie na spolke limited.

sobota, 30 stycznia 2010

Kolejny tydzien wolnego.

Niewiele wydarzylo sie w tym tygodniu jesli chodzi o moja kariere. Doszlam do wniosku, ze zmodyfikuje lekko swoje CV, po przeczytaniu poradnika na ten temat. Uwazam, ze obecne CV jest w porzadku, ale jest troche zbyt ogolne. Napisze pare wersji na rozne specjalnosci z wieksza iloscia szczegolow.

Nie dotarlam na prezentacje Exchange 2010, bo ktos postanowil pochodzic sobie po torach kolejowych na Vauxhall co spowodowalo duze opoznienia pociagow na trasie do London Waterloo. Dla wyjasnienia - w UK uzywa sie dodatkowej szyny elektrycznej, ktora ma bardzo wysokie napiecie. Ewentualny przechodzien na torach moze oznaczac tymczasowe odlaczenie pradu na danym odcinku.

Wyslalam CV na pare ogloszen, dostalam jedna odmowe, zadnego interview. Za 2 tygodnie zaczynam przegladac oferty na etat. Nie powiem, zeby wizja powrotu na etat byla zachecajaca. Powiedzialabym, ze odpycha mnie to i postaram sie, zeby nie doszlo do tego.

Rownoczesnie zaczynam na boku nowa sciezke kariery - doradztwo finansowe. Dostalam juz materialy do egzaminu CeFA, przejrzalam je z grubsza i wyglada to dosc prosto, przynajmniej pierwszy egzamin z regulacji rynku finansowego w UK.

Ktos pytal sie mnie dlaczego nie porzuce etatu i nie zaczne zyc z inwestowania. Jest to pewna opcja, ale wiaza sie z nia rozne niedogodnosci. Po pierwsze w takim przypadku narasta presja z osiaganiem okreslonych zyskow w danym przedziale czasowym. Po drugie jesli zyski z inwestycji sa glownym zrodlem przychodow to podlegaja opodatkowaniu na tej samej zasadzie jak praca z etatu. Czyli powyzej 6470 funtow podatek 20%, potem mamy nastepny prog 40% powyzej 37400 funtow. Gdy tymczasem podatek CGT zwalnia zyski do 10K z podatku, potem mamy 18% podatku i nie ma dodatkowych progow.

niedziela, 24 stycznia 2010

Susza na rynku.

Nie moge powiedziec, zeby ostatni tydzien byl szczegolnie owocny na polu szukania pracy. Wyslalam aplikacje tylko na jedna oferte pracy, bez odpowiedzi. Widzialam te oferte juz pare miesiecy temu i wtedy tez mnie zignorowali. Poza tym susza, zadnych ciekawych ofert. Nawet mniej ciekawych.

We wtorek ide na prezentacje Exchange'a 2010 do Fujitsu Siemens. Moze natchna mnie troche do nauki. W miedzyczasie rozwazam zrobienie papierow finansowych i lekka zmiane kariery, a raczej dwutorowa kariere.

Mam za to duzo czasu na relaks, obserwowanie gieldy i pisanie artykulow na bloga o inwestowaniu ;)

środa, 20 stycznia 2010

Outsourcing certyfikatow Microsoftu.

Dostalam wczoraj mail od Microsoftu z gratulacjami z powodu zdania egzaminu i informacje, ze moge wejsc na strone MCP Learning i zobaczyc swoje certyfikaty itd. Szczerze mowiac zignorowalam to, bo nie musze wpatrywac sie w moja liste egzaminow i certyfikatow, mam to wszystko w CV no i nie mam ich az tak duzo, zeby zapomniec ;)

W kazdym razie moj maz wszedl zobaczyc swoja strone MCP Learning i dowiedzial sie, ze jesli chce zamowic papierowy certyfikat to musi zaplacic za to $10 i $1 za kazdy nastepny zamawiany razem z tym. Microsoft zrobil outsourcing wysylania certyfikatow do firmy zewnetrznej. Co za czasy, czlowiek placi za kilka egzaminow, zeby uzyskac jeden tytul, a oni mowia, ze trzeba zaplacic jeszcze $10 za papierek potwierdzajacy to. Oczywiscie ten papierek ma walory czysto dekoracyjne, bo zaden pracodawca nigdy nie chce go ogladac. Jesli juz to pracodawca chce zobaczyc nasz transcript na stronie MS.

Oczywiscie za darmo mozna wygenerowac sobie certyfikat w pdf. Raz nawet to zrobilam, ale nie podobaja mi sie nowe wzory certyfikatow, wiec nie bede tego robic w przyszlosci. Zreszta, po co mi certyfikat w pdf?

Znalazlam na Twitterze artykul o 9 letnim Enterprise Adminie z Macedonii, ktory pracuje i uczy innych. Kolejna historyjka, ktora sklania mnie do zapytania: co za czasy? 5 letni chlopiec instaluje systemy operacyjne dla zabawy, w wieku 6 lat zdaje pierwszy egzamin MS. Co sie stalo z dziecinstwem? Czy zalew technologi pozbawil dzieci bezstroskiego zycia? A pamietam jak za moich czasow w podstawowce byla licytacja kto kiedy przeczytal "Pana Tadeusza" i "Potop". Z tego co pamietam jedna dziewczynka mowila, ze przeczytala Pana Tadzia w drugiej klasie i wszyscy z podziwiem na nia patrzyli. Ciekawe jakie teraz sa licytacje? Kto jaka gre przeszedl i ilu ludzi w niej zabil?

niedziela, 17 stycznia 2010

Enterprise Administrator.

Po 18 miesiacach odkladania wreszcie zdalam egzamin Microsoftu 70-647. Jestem oficjalnie Microsoft Certified IT Professional (MCITP): Enterprise Administrator. Zrobienie calej sciezki zajelo mi az ... 2 lata, a sa tylko 3 egzaminy w ramach upgrade'u z Windows 2003. Prawdziwy wstyd. Pomyslec, ze zdobycie tytulu MCSE 2003 zajelo mi zaledwie pol roku, chociaz trzeba bylo zdac 7 egzaminow. Teraz chyba bym tego nie zrobila w takim tempie.

Co ciekawe kiedys myslalam, ze bycie inzynierem MS (MCSE) to jest cos. Myslalam, ze taka osoba to prawdziwy ekspert i duzo wie. Zdalam ostatni egzamin i wcale nie poczulam sie wtedy madrzejsza. Bylo to nawet pewnego rodzaju rozczarowanie. Pozniej juz nigdy nie podchodzilam do egzaminow w ten sposob. Kolejny egzamin, kolejny tytul do wpisania do CV i jedziemy dalej. To tylko skrot, ktory ladnie wyglada w CV i pomaga we wstepnej eliminacji przez rekrutera.

Teraz nie moge nawet wpisac nowego tytulu do CV, bo zrobilam to juz dawno ;-) W koncu mialam go zdac juz za chwileczke, juz za momencik, wiec figuruje tam juz od jakiegos czasu.

Egzamin za mna, jutro poniedzialek, a ja nie musze isc do pracy. Fantastyczne uczucie. Teraz moge na spokojnie zaczac zglebianie tajemnic Exchange 2007 w ramach przygtowania sie do egzaminu.

Postanowilam skupic sie w tej chwili na SCOM 2007 i Exchange'u i szukac kontraktow glownie w tych specjalnosciach. Najlepsze bylyby migracje miedzy roznymi wersjami Exchange'a. Przynajmniej kazdy kontrakt bylby inny, bo jednak kazda organizacja ma inna strukture, inna implementacje, inne cele itp.

Moim najgorszym wrogiem w pracy zawsze byla nuda.

piątek, 15 stycznia 2010

Ostatni dzien na etacie.

Pozegnalny email wyslany, za 40 minut zbieram sie do biura glownego, skad wybieram sie na pozegnalne lunchowe piwo ze znajomymi. Potem bedzie trzeba wrocic jeszcze do biura na pare godzin i to by bylo na tyle.

Nie jest mi zal, ze odchodze z pracy. Wlasciwie to mozna powiedziec, ze nie mam zadnych uczuc. Ani ulgi, ani zalu czy radosci. Ciesze sie tylko, ze w najblizszy poniedzialek nie bede musiala rano wstawac do pracy.

Poza tym firma jak zawsze mnie zignorowala. Moj manager nawet nie ustalil nic ze mna, nie zadzwonil umowic sie na interview koncowe, ani nic. Tak wlasnie wyglada dbanie o ludzi w mojej firmie. Podobnie czulam sie przez wiekszosc czasu oprocz okresu, gdy pracowalam dla jednego klienta w jego biurze i mialam swietnego managera. Niestety on tez czesto napotykal na mur nad soba i mimo szczerych checi nie mogl wiele zrobic. Dlatego czasami mialam wrazenie, ze moglabym nie przyjsc do pracy i nikt by nawet tego nie zauwazyl.

Teraz bede kontraktorem i nie bede wnikac czy ktos dba o pracownikow czy nie. Bede wystawiac rachunek za moja prace i tyle. Nie trzeba tez wnikac w polityke firmy, jakie maja plany na przyszlosc itp. Przychodzi sie, robi co swoje i do domu.

środa, 13 stycznia 2010

Atak sniegu spowolnil rynek pracy.

Kolejny i mam nadzieje ostatni w tym roku atak sniegu. Zima znowu wszystkich zaskoczyla. W zwiazku z tym duzo osob nie pojechalo do pracy i dzien byl raczej powolony. Znacznie mniej ofert pracy, chociaz mam wrazenie, ze jest lepiej z ofertami dla mnie.

Jedna z ofert szczegolnie przypadla mi do gustu, chociaz lokalizacja jest srednia. Ale w koncu to tylko kontrakt, 3 miesiace i do domu. 2 przesiadki i jazda jedna z gorszych lini metra to pikus ;)

Tym razem wyslalam zmodyfikowane CV dokladnie pod oferte pracy. Jutro dowiem sie czy cos z tego bedzie. Tymczasem dalej kuje do egzaminu z Windowsa 2008. Na sama mysl o nim wymiekam, bo za dlugo to odkladam, ale nie ma wyjscia, trzeba go w koncu zrobic.

Juz tylko 2 dni do konca pracy na etacie. W piatek musze oddac komputer, tokeny, identyfikatory itp.

wtorek, 12 stycznia 2010

Zostac ekspertem w ... 4 tygodnie.

Przeczytalam ostatnio pewna ksiazke, w ktorej autor opisywal jak zostac ekspertem w 4 tygodnie. Pomysl byl mniej wiecej taki: wybierasz sobie dziedzine, na ktorej troche sie znasz, zapisujesz sie do paru organizacji branzowych (tematycznych), ktore dodadza Ci wiarygodnosci, a nastepnie prowadzisz kilka darmowych wykladow na uniwersytecie czy w collegu, a potem w jakiejs firmie. Polecal jeszcze wypowiedzenie sie w mediach jako ekspert w danej dziedzinie. I tak oto w te 4 tygodnie mozesz stac sie ekspertem, bo nalezysz do organizacji branzowych, prowadziles wyklady na uniwersytecie i w firmach oraz cytowano Cie w mediach. To wszystko wpisujesz do swojego CV.

Rozbawilo mnie to troche. Przypomnialo mi historie paru osob i ich "podrasowane" kariery. Jedna historie nawet opisalam kiedys na innym blogu i okazalo sie, ze jest wiecej takich osob z doktoratami z "Buxton University". Druga osoba, ktora udzielala praktycznych porad jak zbudowac swoje CV i przyspieszyc kariere byl niejaki Deos na Forum Gazety Wyborczej. Nie sadze, zeby Deos czytal wspomniana przez mnie ksiazke, bo jego porady padly przed jej publikacja. Gosc po prostu mial kreatywny umysl i wiedzial jak osiagnac cel.

Dlaczego o tym pisze? Otoz zastanawialam sie nad byciem ekspertem w roznych specjalnosciach w IT i prawda jest taka, ze moze i w pewnych sprawach mozna wchlonac szybko wiedze i faktycznie uchodzic za eksperta przy dobrej pamieci. Ale niestety niektore wymagaja wiele czasu, a przede wszystkim doswiadczenia. Dzisiaj przekonalam sie sama o tym i poczulam sie cienka w paru tematach. Rozmawialam po raz kolejny na temat jednej z ofert pracy i po poznaniu szczegolow wiem, ze nie wezme jej. Po prostu nie mam niezbednego doswiadczenia i nijak go sobie nie dosztukuje metoda domowa. Owszem, moge poczytac na ten temat, ale nie mam jak zasymulowac odpowiedniego srodowiska.

Wiem za to jak latwo zostac ekspertem w paru innych dziedzinach, wystarczy poczytac fora dyskusyjne, odpowiednie materialy, zapamietac co trzeba i potem udzielic paru madrych odpowiedzi powielajac wczesniej przeczytana wiedze ;) Ta metoda sprawdza sie od lat ;)

No nic, biore swoja Biblie SCOM'a 2007 (1400 stron) do lozka i ide czytac. W koncu chce byc ekspertem, tylko takim prawdziwym :-)

poniedziałek, 11 stycznia 2010

5 dni do konca etatu.

Tak jak planowalam, poswiecilam troche czasu w weekend na rozbudowe wirtualnego srodowiska. Oczywiscie nie bylo lekko, bo jak zawsze musialam spotkac na swojej drodze mase klod i proste zadania zajely znacznie wiecej czasu. Wlasciwie to nie skonczylam konfiguracji srodowiska, musze jeszcze nad tym troche posiedziec. Ale przynajmniej nie zmarnowalam weekendu na obijanie sie.

Dzisiaj od rana uaktualnilam CV na wszystkich portalach z ogloszeniami, wpisalam tygodniowy okres wypowiedzenia. Oczywiscie przewertowalam biezace ogloszenia, ale to bede robic jeszcze raz wieczorem.

Wyslalam CV na oferte w Avon, doszlam do wniosku, ze moze warto sie poswiecic jakby to byl ciekawy projekt. Zrobilam follow up projektu, o ktorym rozmawialam z rekruterem w zeszlym tygodniu, na razie bez odpowiedzi. Odrzucilam oferte za 20 funtow za godzine w Surrey.

Zapisalam sie na dwa seminaria znalezione na stronie Microsoftu. To tak na wypadek jakbym nie znalazla zadnej pracy do konca stycznia, to przynajmniej dowiem sie czegos nowego na prezentacjach.

Nie pozostaje mi nic innego jak siedziec i uczyc sie nowych rzeczy i przeszukiwac codziennie ogloszenia.

Dalej nie wybralam ubezpieczenia na zycia. Zadanie na dzisiejszy wieczor. Robilam juz wstepny przeglad pare dni temu i poczytalam troche na temat samych ubezpieczen, wiec wiem juz mniej wiecej jaki produkt jest mi potrzebny.